|
Strona 1 z 15 Koncepcja odbudowy Placu Saskiego w Warszawie
Dim lights Embed Embed this video on your site O odbudowie Pałacu Saskiego i zagospodarowaniu Pl. Piłsudskiego, stanowiącego niegdyś jeden z najważniejszych placów Warszawy, mówi się już od dawna. Wciąż staje temu coś na przeszkodzie. Szkoda i pozostaje żywić nadzieję, że co się odwleczenie to nie uciecze. Przed wojną Pałac Saski był siedzibą Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Na dziedzińcu przed grobem nieznanego żołnierza stał pomnik ks. Józefa Poniatowskiego, który zdobi obecnie dziedziniec pałacu radziwiłłowskiego (siedziba Prezydenta RP). Wcześniej jeszcze Moskale postawili na nim pomnik polskim oficerom, którzy nie chcieli odstąpić cara i zginęli z rąk zrewoltowanego ludu Warszawy podczas powstania listopadowego. Po powstaniu styczniowym stała na placu cerkiew, którą jako pomnik obcej dominacji rozebrano (wraz z pomnikiem) po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Ładny kawałek historii.
Spojrzenie z boku
Bywalcy krajowych przedsięwzięć rekonstrukcyjnych znają Rocco Spencer'a, emerytowanego majora armii amerykańskiej. Niegdysiejszego właściciela Ułańskiej szkoły jazdy w Kręgu (2004), czy też bliższej w czasie Akademii Napoleońskiej w Żochowie (2011). Opowiada o swojej przygodzie z Polską. O tym co lubi, a czego nie rozumie. Warto posłuchać, bo w opinii innych lecz życzliwych nam ludzi dostrzec można perspektywę, która pozwala dostrzec to co inaczej by nam umknęło. Materiał nie jest nowy, ale pozostaje interesujący: Dim lights Embed Embed this video on your site
Pomoc potrzebującym
Niewątpliwie dla każdego rekonstruktora broń stanowi wraz z mundurem jeden z podstawowych środków prezentacji. Kiedy decydują się z nią rozstać, robią to w dobrym celu. Trudno o ważniejszy niż pomoc potrzebującym, a tak jest w przypadku rosyjskiej 6. Roty Artylerii Pieszej, którzy wystawili na sprzedaż swoją armatę: "— Armata „Marusia” jest zrobiona według rosyjskich planów z 1805 r. i jest wierną repliką jednoroga, oprócz lufy — czytamy na stronie internetowej Warmińsko-Mazurskiego Forum Poszukiwaczy. — Zrobienie tej bestii zajęło nam wiele czasu. Można powiedzieć, jesteśmy dumni, że chłopaki z zapyziałego małego miasteczka zrobili takie monstrum... Armata została wykonana na historycznych planach. Wiele razy sprawiało nam radość, gdy nawet Rosjanie wpatrywali się w nią jak w święty obraz. Znaczy zazdrościli. Jednym słowem dała nam dużo szczęścia i szczęściem będzie, gdy coś co z natury powstało do odbierania życia, pozwoli je zachować." Zobacz więcej: Chcesz pomóc chorej Urszuli? Możesz kupić... rosyjską armatę!
O likwidacji nauczania historii raz jeszcze
Jak podaje związany z Financial Times portal forsal.pl: "Nauczyciele historii z liceów ogólnokształcących będą musieli zmienić swoje kwalifikacje zawodowe lub stracą pracę – alarmują dyrektorzy szkół. Podobny problem mogą mieć fizycy, chemicy oraz nauczyciele biologii i geografii. Wszystko przez nową podstawę programową, która w nadchodzącym roku szkolnym wchodzi do liceów ogólnokształcących. Zgodnie z jej założeniami od II klasy uczniowie sami będą wybierali te przedmioty, których będą się uczyć – a to oznacza, że naukę niektórych przedmiotów zakończą na pierwszej klasie LO. Historia, której liczba godzin tygodniowo w obecnym systemie wynosi 5 (oznacza to, że uczniowie np. w I i II klasie mają dwie godziny tego przedmiotu tygodniowo, a w III – jedną), w projekcie dotyczącym nowych planów nauczania została zredukowana tylko do jednej godziny nauczania w I klasie. Potem uczeń będzie mógł realizować ten przedmiot, jeżeli wybierze klasę o humanistycznym profilu nauczania. Jeżeli tego nie zrobi, będzie uczęszczał na zajęcia zatytułowane „historia i społeczeństwo”, których tematyka została skonstruowana tak, że będzie mógł je prowadzić np. nauczyciel WOS. (...) W najgorszej (...) sytuacji są nauczyciele historii. Z jednej strony obowiązkowa liczba godzin nauczania tego przedmiotu spadła o 60 proc., z drugiej jest to przedmiot coraz rzadziej wybierany na maturze. Gdyby nie to, że obaj uczący w mojej szkole historycy uczą także innych przedmiotów, zapewne jednego musiałbym zwolnić – opowiada dyrektor liceum jednej z podwarszawskich miejscowości." Więcej w artykule pod znaczącym tytułem "Historycy i fizycy przechodzą do historii."
Na temat kondycji czytelnictwa i literatury poczytać zaś można w publikowanej przez Rzeczpospolitą rozmowie z prof. Jackiem Wojciechowskim, bibliologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pt.
Nie obrzydzajmy ludziom książek
Pan profesor w cięty sposób zauważa (co podnosi na duchu), że: "Informacje o upadku czytelnictwa są wyssane z palca. Powtarza je każdy, od dziennikarzy po ministrów. Badania pokazują, że mieścimy się w europejskiej średniej, choć oczywiście nie ma co skakać z radości, bo zawsze mogłoby być lepiej... Jednocześnie nie można zapominać o tym, co u nas wyraźnie kuleje, czyli o zasięgu bibliotek publicznych. W Skandynawii ten zasięg obejmuje ponad 60 proc. społeczeństwa, a u nas ledwo 17 proc. I nikt z tym nic nie robi." A na pytanie po co nam biblioteki, skoro coraz powszechniejsze są książki elektroniczne odpowiada, że: "Nie chodzi o to, jak bardzo monitory męczą nasze oczy, bo technologia próbuje z tym walczyć. Problemem fundamentalnym jest to, że przy czytaniu z druku uruchamia się pamięć trwała, a przy czytaniu z monitorów pamięć nietrwała, i tego przeskoczyć się nie da. Czytanie informacyjne może się odbyć bez druku, ale do czytania intelektualnego nie polecam monitora." Co trafnie wskazuje, że czytanie takich przeglądów jak ten nie zastąpi czytania książek
(całość na stronach Rzeczpospolitej). Warto to zestawić z tekstem Marcina Wolskiego z Uważam Rze, który zadaje pytanie o to"Czy powieść historyczna umiera?"... i wskazuje, że:
"Polski rynek książki jest znacznie skromniejszy, niż wskazywałyby na to rozmiary kraju (...) Groźny uwiąd dotknął również powieść historyczną. Aż dziw! (...) W XIX w. był to najbujniej rozwijający się gatunek literatury popularnej – Walter Scott, Dumas, Sue, Feval – kryminał, horror czy fantastyka jeszcze się nie narodziły lub ledwie raczkowały. Powieści historyczne pisywali najwięksi autorzy i zgoła pośledni. Wydawano je w gazetowych odcinkach, broszurach i tomach obciągniętych skórą. Za pomocą tego literackiego specyfiku krzepił duszę Polaków Sienkiewicz, a zmuszali do narodowej refleksji Żeromski i Prus. W dziesiątkach tytułów Kraszewski dostarczał strawy historycznej szerokim warstwom społecznym. Miał szanse ścigać się z nim Zygmunt Kaczkowski, ale wyszło na jaw, że jest TW zaborcy. Target młodzieżowy zaspokajał nie mniej płodny Walery Przyborowski (od „Lelum Polelum” po „Szwedów w Warszawie”), nawet salonowa improwizatorka Deotyma popełniła „Panienkę z okienka”.
I właściwie to jedno po niej zostało. Gatunek trzymał się nieźle i w czasach nam bliższych uprawiał go z powodzeniem Jarosław Iwaszkiewicz, że wspomnę „Czerwone tarcze”, poczciwy nudziarz Bunsch („Dzikowy skarb”), eksperymentator językowy Gołubiew („Bolesław Chrobry”), katolicka Zofia Kossak-Szczucka („Krzyżowcy”) i komunistyczny Leon Kruczkowski („Kordian i cham”). Historiograficzne utwory Teodora Parnickiego, np. „Tylko Beatrycze”, sięgnęły najwyższej literackiej półki… I się skończyło. Ktoś może jeszcze cokolwiek pisze, ale nikt tego nie czyta. Na postsienkiewiczowskie naśladownictwa w wykonaniu Stojowskiego czy Komudy lepiej spuścić zasłonę milczenia. Paradoksalnie ów zanik zauważyliśmy w momencie, gdy pojawiła się możliwość wyplucia knebla, odkłamania historii… Nasi pisarze zajęli się tym w minimalnym stopniu. Oczywiście ukazały się już powieści rozgrywające się w przeszłości (Wildstein, Holewiński, Twardoch), ale zwykle dotyczą one dziejów całkiem niedawnych i należą raczej do współczesnej literatury politycznej. Nie przekonuje mnie argument kompletnego zaniku zainteresowań historycznych. Za wcześnie, aby oglądać efekty edukacyjnych reform pani Hall! Oczywiście fascynacja historią jest mniejsza niż w moim pokoleniu, gdzie nawet osiedlowe żule czytały tomiki z „żółtym tygrysem”, a wśród kandydatów na wydziały humanistyczne większość chłopców znała „Trylogię” na pamięć. To minęło. Dziś, wspominał pewien utytułowany kolega na studium dziennikarskim (sic!) podczas seminarium o islamskim terroryzmie, nikt nie przyznał się, że wie, kto zacz Azja Tuhajbejowicz… (...) Mimo wszystko zainteresowanie przeszłością ciągle jest żywe, czego dowodem popularność rozmaitych Targów Książki Historycznej czy gwałtowny rozwój grup rekonstrukcyjnych, wymagających od ich uczestników niemałych środków finansowych, ale i wiedzy." Dodam od siebie: grupy rekonstrukcji historycznej to my
Więcej w artykule "Kmicic na emeryturze." Ponieważ ostatnie trzy wiadomości raczej nie były dobre, coś na poprawę humoru:Udostępnienie zbiorów cyfrowych
Być może niebawem będzie można obejrzeć w internecie odrestaurowane kopie przedwojennych filmów "Ułan księcia Józefa" czy "Kościuszko pod Racławicami" emitowane po raz ostatni lata temu "W starym kinie", a potem już tylko w trudnych do wychwycenia powtórkach: "minister kultury Bogdan Zdrojewski zapowiedział w rozmowie z „DGP”, że cała polska twórczość filmowa sprzed wojny zostanie scyfryzowana i udostępniona w internecie. (...) Prace nad uregulowaniem statusu prawnego i digitalizacją tych dzieł trwają od lat, teraz pojawią się efekty. – W trzech obszarach jesteśmy już gotowi. Biblioteka Narodowa ma już scyfryzowany kontent w zakresie całej polskiej literatury klasycznej. Pod tym względem, jeżeli chodzi o budowanie domeny publicznej, jesteśmy piątym krajem w Europie – mówi Zdrojewski i dodaje, że także Narodowe Archiwum Cyfrowe odpowiedzialne za zbiory archiwalne w ostatnich latach 10-krotnie przyspieszyło prace i udostępni zbiory za 2–3 lata.
Najbardziej zaawansowane są prace dotyczące udostępniania zasobów filmowych z II RP. Wszystkie filmy zostaną udostępnione w portalu domeny publicznej bezpłatnie w ciągu roku." Więcej w artykule DGP pt. "Dymsza, Bodo i Negri, czyli przedwojenne filmy dla wszystkich i za darmo"
Napoleońska petycja
Środowiska współczesnych bonapartystów wystąpiły z petycją do rządu francuskiego o wykonanie lżejszej kopii posągu Napoleona, która zdobiła niegdyś kolumnę na Pl. Vendome, a obecnie spogląda na dziedziniec Pałacu Inwalidów i ze względu na swą wagę grozi katastrofą budowlaną. Oryginał miałby zostać umieszczony w pobliżu Luwru, a lżejsza kopia zastąpić go na dziedzińcu. Treść petycji znaleźć można na stronie: http://www.petitions24.net/deplacement_de_la_statue_napoleon_vers_un_lieu_securise
Etykieta na dworze carycy Katarzyny
Przytoczona w opublikowany w 2000 r. katalogu wystawy na petersburskim Ermitażu, ma swoje trzecie już chyba życie w internecie, gdzie przytoczona jest w całości (czytaj: "Etiquette from Catherine the Great") wraz z dość malownicza sankcją za jej nieprzestrzeganie: "W przypadku naruszenia postanowień etykiety, w obecności dwu świadków wypije szklankę zimnej wody, nie wyłączając w tym dam, oraz przeczyta na głos stronę "Telemachidy". Kto naruszy trzy punkty etykiety jednego popołudnia, skazany zostanie na naukę trzech wersów "Telemachidy" na pamięć." Jak łatwo się domyśleć, opisująca przygody syna Odyseusza, Telemacha, epopeja Wasyla Trediakowskiego uważana była przez współczesnych za morderczo nudną. Wciąż to jednak lepsze od Syberii, czy sprzedania w turecką niewolę, co spotykało w tym samym czasie Polaków.
Podmorskie skarby
Wraz z rozwojem technik wydobywczych, oraz robotami budowlanymi na terenie dawnych portów przybywa wieści o wrakach i podmorskich skarbach. Jak podaje Reuters, Madryt odzyskał niedawno złote monety o łącznej wartości pół miliarda dolarów. Pochodziły z 49-cio działowej fregaty Nuestra Senora de las Mercedes zatopionej przez flotę brytyjską w 1804-tym roku nieopodal portu w Kadyksie. W 2007 roku 549.000 złotych i srebrnych monet wydobyła z wraku amerykańska firma "Odyssey Marine Exploration". Mimo, że skarb trafił ostatecznie do Hiszpanii, prawo rości sobie do niego również rząd Peru, skąd Hiszpanie monety te wywieźli. Całość artykułu opisującego historię sprzed lat dwustu i współczesnych zmagań prawnych przeczytać można na stronie agencji: "Spanish treasure lands after 200 years". Inną historię (choć z udziałem tej samej firmy poszukiwawczej) przytacza Wirtualna Polska w artykule "Po 300 latach podźwigną z dna słynny okręt. Znajdą skarb?": "Po blisko trzystu latach z dna morskiego u wybrzeży Guernsey zostanie podźwignięta dawna duma brytyjskiej marynarki wojennej HMS Victory (...). Okręt zatonął w czasie burzy w 1744 r. (...) Miejsce jego wiecznego spoczynku zdołano zlokalizować stosunkowo niedawno 110 m. pod powierzchnią morza. W chwili zatonięcia okrętu w drodze powrotnej z ekspedycji przeciw Francuzom na pokładzie znajdowało się ok. tysiąca członków załogi, sto armat z brązu oraz znaczna liczba złotych i srebrnych monet zarówno przewożonych z Lizbony dla kupców z Londynu jak i będących łupem na Francuzach. Dziś rynkowa cena monet oceniana jest na ok. 500 mln funtów. (...) Pracami przy wydobyciu HMS Victory pokieruje Fundacja Dziedzictwa Morskiego korzystając z pomocy amerykańskiej firmy Odyssey, która zlokalizowała okręt przed czterema laty. Odyssey zatrzyma większość znalezionych skarbów. Armaty mają trafić do Muzeum Brytyjskiego."
Na ten sam temat przeczytać można również w artykule BBC "HMS Victory 'set to be recovered' from seabed". Biorąc pod uwagę zbieżność obu tekstów, zastanawiam się, czy ten z Wirtualnej Polski nie jest wtórny względem tego z BBC. O znalezieniu wraku pięciu statków z okresu od XVI do XVIII wieku przy nabrzeżu portowym w Sztokholmie przeczytać zaś można w artykule "Five ancient shipwrecks found in central Stockholm". Wraz z wrakami znaleziono szereg pozostałości po dawnej stoczni, a całość wydatnie wzbogaca wiedzę o życiu tamtego okresu. Skarby już bynajmniej nie podmorskie, ale marynistyczne skradzione zostały z muzeum w Norwich. Ofiarą złodziei padły warte 37,800 funtów pamiątki po lordzie Nelsonie. W tym pierścień żałobny wykonany między 1803-cim a 1806-tym rokiem, oraz fragment pochodzącej z domu Nelsona zastawy. Szczegółowy opis znaleźć można w artykule Daily Mail pt. "Plundered! £37,800 worth of Lord Nelson’s personal artefacts stolen from Norwich Castle". Zainteresowanie marynistyką powoduje, że spokoju zmarłym marynarzom nie chcą nawet dać na lądzie. Jak pisze Nic Collins w artykule "Conditions in Nelson’s navy uncovered by scientists", ekshumacja 340 szkieletów marynarzy z XVIII i XIX wieku wskazuje, że wielu z nich cierpiała na szkorbut i doświadczała wielokrotnych zranień. Jak wynika z wykopalisk w Greenwich, Gosport oraz Plymouth ponad 6% marynarzy z okresu Nelsona przeszła amputacje, które dla wielu skończyły się śmiercią. Szczątki wskazują również na infekcję syfilisem i malarią, jak też na wypadki takie jak upadek z bocianiego gniazda. Nic dziwnego, że do marynarki brytyjskiej brano z więzienia lub z łapanki.
Napoleonland
Pomysłem, którego zupełnie nie rozumiem, a który coraz głośniej jest przedstawiany we Francji i w Czechach jest utworzenie parku tematycznego poświęconego okresowi wojen napoleońskich. Burmistrz podparyskiego Montereau twierdzi, że współczesna technika 3D pozwoli zwiedzającym wstąpić w szeregi Wielkiej Armii, oraz doświadczyć bitew od Egiptu, przez Alpy po śniegi Rosji. Ma ukazywać również bitwy morskie, wraz z oglądaniem wraków, po nich pozostałych. Osobną atrakcją mają być codzienne rekonstrukcje bitew. Jakkolwiek trudno powiedzieć jaki ta idea ostatecznie przybierze kształt, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od wzniosłości do śmieszności jeden krok. Zresztą, przeczytajcie Państwo sami, w artykułach "Eurodisney, Parc Asterix and now Napoleonland?" oraz "French plan ‘Napoleonland’ theme park which will stage daily reenactments of Battles of Waterloo and Trafalgar". |
| Poprawiony: środa, 21 marca 2012 16:06 |
Szukaj
Sonda
Biuletyn
Odsłon : 1109430
Na stronie
Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości
Chmura tagów
Dodaj do Facebook
Menu strony
Literatura
I Rzeczpospolita
Pamiętniki pułkownika Józefa Dominika Gąsianowskiego z r. 1793-1794 Pamiętniki Kajetana Koźmiana obejmujące wspomnienia od roku 1780 do roku 1815 Żywot Tadeusza Kościuszki - Lucjan Hipolit Siemieński Panowanie króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego - Joachim Lelewel Rys życia wódza polskiego Tadeusza Kościnszki. Z francuzkiego - Marc Antoine Jullien Regulamen Exercerunku Dla Regimentow Konnych Gwardyi J. K. Mci Koronney y WX. Lit.
|
| Poprawiony: poniedziałek, 05 kwietnia 2010 18:05 |
| Historyczny przegląd prasy
Wpisany przez Arsenał
sobota, 11 września 2010 23:06
|
















(