Menu strony

Na forum Arsenału

Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831
Forum - Nowe posty
  • [Bitwa] Twierdza Wisłoujście 4-6 maj 2012.
    Zrobione. Dałem też na na FB.
  • [Barwa i broń] Markietanka
    W poście z 08-06-2011 na drugim zdjęciu od dołu, koleżanka z regimentu AK ma na sobie suknię typu caraco Podrzucam parę informacji dotyczących owego odzienia: ""KARAKO (caraco) - gładki...
  • [Bitwa] Kalendarium 2012
    Plan uroczystości 2012 25 lutego 2012 - 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców - 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy -...
Wspomnienia Legionisty: Oblężnie Nysy XII 1806 VI 1807
Wpisany przez Arsenał   
środa, 20 stycznia 2010 12:40
(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Byliśmy z Dąbrowskim od 1797 kiedy w Mediolanie utworzył 1 Legię przy królestwie Lombardii. To dzięki niemu nauczyliśmy się wojaczki, trudnego rzemiosła , które jako jedyne nam pozostało na obczyźnie.
Ciężkie to były czasy, ale pełne uniesień i nadziei. Francuzi kupowali naszą waleczność karmiąc nas zapewnieniami , że już niedługo będzie wojna z zaborcami Polski na naszych ziemiach i wtedy wywalczymy sobie wolność.
Podczas walk w Italii mieliśmy najmniejsze straty w całej armii Napoleona, bo w wojsku austriackim podczas wojny francusko-austriackiej, było bardzo dużo Polaków .
Oni widzieli nasze polskie mundury i zamiast strzelać do nas, strzelali w powietrze, my też znaliśmy jednostki , gdzie służyli nasi w Austriackiej armii i też waliliśmy do gołębi .
Tak sobie czas leciał , lecz coraz bardziej tęsknota za Polską ściskała gardło i wtedy chciałoby się siadać na konia i jechać do domu, lecz Polacy nie mają już domu. Już nie my jesteśmy gospodarzami w Polsce, panoszą się tam zaborcy i sprzedawczyki , którzy za dukaty wysługują się okupantom. Od kiedy Dąbrowski został gubernatorem prowincji Trzech Abruzzów straciliśmy nadzieję , że będzie nam dane wyzwolić Polskę .
Nasza pieśń legionowa Mazurek Dąbrowskiego już nie tulił do snów o wolnej Polsce , lecz budził obraz ojczyzny w kajdanach .To było nie do zniesienia.
Po przeglądzie wojsk 10 czerwca 1805 r w Montechiaro postanowiliśmy , że wracamy do Polski . Nie było już żadnej nadziei dla nas, bo Napoleon podczas przeglądu jednym słowem nie wspomniał o Polakach i naszej ojczyźnie .
Uznaliśmy, że już czas wracać, to nic, że do zniewolonego kraju. Wieści z kraju mówiły, że za służbę w armii francuskiej już nie grożą restrykcje. Nie mieliśmy pieniędzy na powrót do kraju. Na Śląsk dotarliśmy dopiero w trakcie wojny francusko-pruskiej w listopadzie 1806r. Spotkała nas nagroda, bo ta wojna już dawała gwarancję , że wyzwolone ziemie będą polskie. Natychmiast zaciągnęliśmy się do Francuzów. Niestety nie było polskiej jednostki, lecz Polaków służyło bardzo dużo. Gdy zgłosiliśmy, że służyliśmy pod Dąbrowskim w Italii pozostawiono nas na etatach z legii. Służyliśmy teraz pod gen. Van Damme. To był dobry dowódca znał się na twierdzach jak nikt inny .
W związku z tym , że główne walki odbywały się w polu , mieliśmy rozkaz zablokować zapasy i wojsko znajdujące się w twierdzach. Jednak pierścień oblężniczy Twierdzy Kłodzko i Twierdzy Srebrna Góra nie był szczelny, gdyż wyruszyły z nich wojska pruskie pod gen. ks. Anhalt- Pless, które wyruszyły na pomoc obleganym Prusakom w Nysie.
Dostałem rozkaz obserwacji tego korpusu , nawiązałem kontakt wzrokowy i z ukrycia obserwowałem przemarsz pruskiego wojska .
Podczas tej akcji spotkała mnie najszczęśliwsza chwila mego życia. Było to pod Szczawienkiem , Patrzę przez lunetę i oczom nie wierzę. Nasi ułani z Włoch szarżują w środek pruskich wojsk. Prusacy przestraszeni, bo wiedzieli ze jedyne wojsko jest pod Nysą , nie podjęli walki tyko rozdzielili się na małe odziały i rozpierzchli po okolicy .
Los mi wynagrodził lata tułaczki. Ten wspaniały widok szarży ułanów w rogatywkach kiedy zaskoczeni Prusacy oddali pole i uciekli w popłochu, dał znowu wiarę , że los jest sprawiedliwy.
Po bitwie spotkaliśmy się z ułanami przy ognisku .Wspominek, śmiechów i gorzałki było co nie miara . Lecz rano musieliśmy ruszać dalej za Prusakami . Z tej szarży zrobił się dla mnie kłopot bo , nie wiedziałem za którym oddziałem ruszyć. Wybrałem największy oddział i za tym oddziałem trafiłem do czeskiego miasteczka Zlote Hory .
Tam obserwacje potwierdziły , że to tylko mały oddział , więc pomyślałem , że rozwalimy ich i wracamy na spotkanie z ułanami , którzy mieli stanąć koło Nysy . Mój odział miał 845 żołnierzy, ich oddział też około 900 wojaków.
Wiedziałem , że nie mają chęci do walki ,to ich rozpędzimy i zabierzemy tabory i dalej pod Nysę . Pierwszy atak poszedł gładko. Nie trzymali frontu, wycofali się po każdym naszym ataku , musieliśmy uważać , żeby nie za głęboko atakować ,bo mogli by nas wziąć i zaatakować z flanki . Tak trzy razy atakowaliśmy a oni się cofali .
Nabrałem pewności , że nadszedł odpowiedni moment na końcowy atak . Wydałem rozkaz naprzód . Dopadliśmy do pierwszych zabudowań , a tu okazuje się że walczymy z przednią strażą dywizji .
Za pierwszą górką ujrzeliśmy przygotowane do boju sformowane ok. 6000 żołnierzy . Kątem oka ujrzałem szarżę jazdy austriackiej. Szarża jazdy chciała nas naprowadzić na ich główne siły . Wydałem rozkaz - walczymy, kto przeżyje , zbiórka w lesie.
Do Nysy dotarło nas połowa oddziału . Wiedziałem , że część żołnierzy oddziału pobłądziła i wkrótce wróci . Straty okazały się mniejsze jak można było oczekiwać po bitwie w Złotych Horach . Okazało się , że w armii pruskiej również służyli Polacy , którzy podczas boju oszczędzili swoich rodaków . Po powrocie do obozu pod Nysą w wiosce Biała Nyska był sztab generała Van Damme . Tam już wiedzieli o potyczce pod Szczawienkiem i Zlotymi Horami . Za Szczawienko otrzymałem pochwałę a za Zlote Hory napomnienie , że zbyt pochopnie zaatakowaliśmy . I już w niedziele postanowiono zdobyć Nysę aby zapobiec ewentualnym desantom wojsk pruskich . Strategia ataku nie był rozpisana tylko omówiona. Do dzisiaj nie wiem czy zabrakło atramentu czy też sztab nie chciał , żeby było widać jego braki. Całe szczęście , że legioniści byli z doświadczonymi dowódcami , bo mogłaby być klapa z oblężenia . Cały plan strategiczny zgadzał się tylko w jednym , a mianowicie , że z jednej strony stali obrońcy a drugiej atakujący. Resztę bitwy uratowali doświadczeni oficerowie wojsk oblężniczych , zresztą nie tylko Polacy . Artyleryjski atak lewym skrzydłem przejdzie do historii bitew oblężniczych . Powstrzymanie kawalerii pruskiej , która prawym skrzydłem miała zrobić wyłom w naszych szeregach po naszej lewej stronie , było majstersztykiem działonu artylerii „ Krotoszyckiej” , co okupili rozbiciem swojej artylerii . Na pochwałę zasługuje działon Sobótki za celne strzelanie . Natomiast prawdziwy popłoch budziła francuska artyleria zwana przez nas „Gruba” a to dlatego, że siała spustoszenie i jazda konna gdy zauważyła, że nasz działon pod dowództwem Sławka i „gruba” byli gotowi do strzału , zrezygnowała z ataku i pospiesznie wycofywali się .
W dziejach bitew jeszcze nie było artyleryjskiego ataku na widok którego Prusacy szybko ogłosili zawieszenie broni, ale fortu oddać nie chcieli i stali dumnie w bramie ani myśląc o poddaniu się.
Dopiero jak podciągnęliśmy wszystkie nasze działa , jak oddaliśmy salwę to ich duma gdzieś prysła razem z nimi .Twierdza została zdobyta .

Komendant
Oblężenia Twierdzy Nysa
Por. Legii Polsko-Włoskiej

Marek Szczerski

Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon