Menu strony

Na forum Arsenału

Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831
Forum - Nowe posty
  • [Bitwa] Twierdza Wisłoujście 4-6 maj 2012.
    Zrobione. Dałem też na na FB.
  • [Barwa i broń] Markietanka
    W poście z 08-06-2011 na drugim zdjęciu od dołu, koleżanka z regimentu AK ma na sobie suknię typu caraco Podrzucam parę informacji dotyczących owego odzienia: ""KARAKO (caraco) - gładki...
  • [Bitwa] Kalendarium 2012
    Plan uroczystości 2012 25 lutego 2012 - 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców - 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy -...
Będomin 2006
Wpisany przez Arsenał   
środa, 20 stycznia 2010 12:49
(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Będomin, sobota 26-08-2006 godzina 17:20, mała wioska niedaleko Kościerzyny, milkną ostatnie wystrzały armatnie , dowódca Francuzów spotyka się na środku pola bitwy z dowódcą wojsk rosyjskich wymieniają uścisk dłoni, walka skończona. Oddziały walczące dotychczas z sobą zawzięcie, formują linię frontem do widowni i jak aktorzy na scenie zbliżają się do jej krawędzi i stają na wyciągnięcie ręki przed widzami bijącymi brawo.

Potyczka, którą stoczyli Francuzi z Rosjanami śpieszącymi na pomoc Prusakom oblężonym w Gdańsku w 1807 roku nie zakończyła się tak teatralnie jak nasza rekonstrukcja. Ale zacznijmy od początku, a było tak: Batalię zorganizował Amerykanin mieszkający w Polsce mjr Rocco A. Spencer w oparciu o Muzeum Hymnu Narodowego, w Będominie, które ulokowane jest w domu senatora Wybickiego autora Mazurka Dąbrowskiego.

Na miejsce przyjechaliśmy około 22 w piątek, niby późno, ale nie tylko my mieliśmy daleko do pola bitwy, nie byliśmy ostatni. Miejsce pod biwak niezłe, w pierwszej kolejności wszyscy zajmowali się rozbijaniem namiotów i rozpalaniem ognisk i pobieraniem prowiantu, ciemności zakrywały łagodne pokryte polami i lasami wzgórza. O świcie zaczęło padać i rano wstawaliśmy w niezbyt wesołych humorach, gdy ostatnie krople deszczu stukały o dach namiotu. Jednak pomimo nocnego deszczu pogoda przez cały dzień sprzyjała naszym poczynaniom, a z mokrej trawy po wystrzałach armatnich unosiły się smugi pary wodnej i snuły po polu co wyglądało wręcz fascynująco. Od pobudki do 11:00 na którą wyznaczono początek parady niewiele się działo, noc pomimo deszczu była dla niektórych kolegów męcząca gdyż starali się zaimpregnować od środka, tak na wszelki wypadek aby rano nie przemoknąć zatem było dość czasu aby doprowadzić oddziały do porządku.

Za 10 jedenasta stanęliśmy gotowi do parady, na czele mjr Spencer ze sztabem, dalej dobosze i Francuzi (młodzi chłopcy z Litwy), piechota (4-ta i 6-ta kompania 2 batalionu, pułku 2-giego piechoty Księstwa Warszawskiego), KAD, Rosjanie (artyleria z Bagrationowska), kawaleria w postaci 12-go pułku ułanów i kozacy. Czyli miejscowi „Indianie” ( jeźdźcy i amazonki) w strojach jak z zabawy sylwestrowej w tym jeden czarny pruski huzar (nazywam ich Indianami gdyż jeździli, co prawda na osiodłanych koniach, ale bez wędzideł,na tak zwanych halterach z doczepionymi uwiązami zamiast wodzy). Spora to sztuka powodować koniem do tego w walce, ale kozacy dali sobie z tym doskonale radę, co prawda przy pierwszej szarży jedna z amazonek skręcając dość ostro w lewo wyleciała pięknie z siodła ale po miękkim lądowaniu na kartoflisku nic się jej nie stało. A na samym końcu miejscowy sołtys w bryczce w dwa konie i wóz taborowy zaprzężony w dwa grubaśne koniska z dobrotliwie uśmiechniętym woźnicą w kowbojskim kapeluszu i ciemnym płaszczysku przepasanym skórzanym pasem. Zaprzęgi okazały się bardzo przydatne przez cały dzień kręcąc się po polu walki. Sołtys woził bryczuszką damy, markietanki, kapelana, bez względu na teren, tak jakby siedział za kierownicą jeepa, a wóz taborowy przeciągał armaty, dowoził skrzynie i żołnierzy i wszystko, co było potrzebne w obozie i na polu bitwy. Oba okazały się rekwizytami bardzo pożytecznymi i godnymi zastosowanie w innych bataliach.

O 11-ej ruszyła parada wszystkiego 200 m od bramy przed dwór, a po w prawo zwrot, baczność i prezentuj broń przemówienia, może z 5 minut,razem z księdzem, który ledwie zrobił drżącą ręką znak krzyża już ruszyła wiara do boju. Jednym słowem Amerykański ekspres. Rosjanie odmaszerowali drogą w stronę domu sołtysa skąd mieli się przebijać na Gdańsk a obok nich drogą przez pola 12 pułk wyruszył na zwiad szukać kozaków. Reszta kawalerii francuskiej tzn. ja i adiutant mjr Spencera w lewo przez łąkę pod las szukać wiatru w polu, w między czasie z prawej strony drogi wyskoczyli kozacy i przez kartoflisko za nami a za nimi ułani pędem, którzy właśnie wrócili ze zwiadu, zrobił się młyn, armaty gruchnęły dość nieśmiało i po pierwszej potyczce.

Może po półgodzinie ruszył w stronę sołtysówki zwiad pieszy, ale opadli ich kozacy i po krótkiej walce, gdy już wyglądało na to że kozacy zakłują wszystkich woltyżerów, uratowali ich ułani gdyż na ich widok kozacy wzięli nogi za pas, teraz do akcji bryczką ruszył kapelan i markietanki, pozbierali rannych i do szparko wrócili do obozu, tak zakończył się drugi epizod.

Około 13, Rosjanie dostali wsparcie tzn. zjawiła się piechota z Mińska i jeszcze dwie armaty i Rosjanie ruszyli do przodu. Na początku ich artyleria zaczęła strzelać trochę nieśmiało, w dodatku zza grubych drzew, ale za to piechota ruszyła zdecydowanie w stronę pozycji polsko-francuskich prezentując wysoki poziom wyszkolenia i zimną krew gdyż dosłownie w ostatniej chwili odskoczyli zgrabnie na boki w trakcie salwy oddanej w ich kierunku. Miło było patrzeć jak sprawnie wykonali ten manewr dzieląc oddział na dwie połowy, za co dostali duże brawa od publiczności. W tym czasie na armaty rosyjskie, które zajęły pozycje po obu stronach drogi z lewej strony skoczyli ułani, ale artylerzyści skierowali na nich ogień i po kilku ofiarnych próbach ułani ustąpili. Pomimo niepowodzenia kawalerii, piechota nie ustępowała i wytrwale atakowała Rosjan. Po jednym z wystrzałów z armaty gdy opadł siwy dym i okazało się że padł na drogę cały oddział 2-go pułku , publiczność zareagowała głośnym uuuuuuch i brawami a markietanki lamentem. Wyraźnie było widać, że dowódca Francuzów za wszelką cenę chce odepchnąć Rosjan w stronę sołtysówki, co mu się w końcu udało, gdy rosyjskie armaty zeszły z pola na drogę powstał na niej zator gdyż i artylerzyści nie chcieli za bardzo ustępować, zmusiło to piechotę rosyjską do kolejnych kontrataków, w końcu pod jej osłoną armaty wróciły na pozycję wyjściową. Trzecie starcie zakończyło się wymianą jeńców, schwytanych w czasie starcia piechoty z artylerią.

Około 14,30 wojsko wróciło do obozu ale już na trzecią Rocco wyznaczył Rosjanom kolejne zadanie polegające na zajęciu pozycji na wprost widowni w czym przeszkadzały im jedynie działa KAD-u. Postawione zadanie wykonali dość łatwo gdyż zmęczeni poprzednią walką Francuzi zajęci byli początkowo poszukiwaniem, sądzeniem i w końcu rozstrzeliwaniem dezertera, gdy zaś w końcu wyszli na pole piechota rosyjska dość łatwo się z nimi uporała, przy czym śmiechem i brawami nagrodzone zostały Markietanki dzielnie broniące się przed łowiącymi je Rosjanami.

Brawa za pokaz musztry i straszenie publiczności atakiem na bagnety dostali także Rosjanie, którzy w ten sposób zajmowali ją w czasie oczekiwania na Francuzów. Potyczkę zakończyła około 15:30 artyleria ostrzeliwując się wzajemnie, przy czym dwa działa KAD-u nie pozostawały dłużne czterem rosyjskim.

Do bitwy decydującej, wyznaczonej na 17:00 niewiele się wydarzyło, widzowie zwiedzali obóz, pstrykali zdjęcia, co rusz ktoś palnął na wiwat, a o 16:50 wojska wyszły na pozycje. Punktualnie o 17:00 artyleria obu stron rozpoczęła intensywny ostrzał, a piechota ruszyła do natarcia, i tu dzięki przewadze liczebnej w piechocie udało się Francuzom zdobyć armatę, gdyż kozacy zbyt oddaleni od sił głównych nie zdążyli na czas wesprzeć piechoty.

Ponieważ intensywna wymiana ognia i ataki piechoty nie dały rozstrzygnięcia walce po około 20 minutach dowódcy obu stron spotkali się na środku pola i „uzgodnili” przerwanie ognia. Inna sprawa, że przez te 20 minut artyleria wypukała całą amunicję, zatem i tak trzeba było kończyć. Scenariusz działań obliczony na cały dzień tak, aby wojsko było zajęte a publiczność miała, co i rusz coś do obejrzenia sprawdził się w 100%.

„Pole minowe”, czyli ładunki pirotechniczne zadziałały w połowie po tym jak ułani przegalopowali a piechota przebiegła się po kablach kilka razy tam i powrotem, ale nikt nie płakał ani nie denerwował się z tego powodu, parę razy pirotechnikowi udało się jednak zrobić ładny wybuch a publiczność nagrodziła Go za to brawami i gromkim uchhhh.

Jeszcze tylko kawalerzyści odprowadzili konie do stajni oddalonej o 12 kilometrów i można było zacząć świętować. Rosyjska artyleria poćwiczyła strzelanie, bo u nich w domu nadal zanim strzelą muszą mieć na to pozwolenie a dodatkowo z czego, zatem wracali do obozu zadowoleni ze śpiewem na ustach, czego zabrakło naszej piechocie. Kozakom bardzo się te harce spodobały, obiecali kontynuować tradycje kozackie, zatem należy mieć nadzieję, że w przyszłym roku ich nie zabraknie.

Jednym słowem naprawdę udana batalia, a sołtysowi za hulanie bryczuszką po polach należy się medal.

Karol Tomczyk

Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon