Menu strony

Na forum Arsenału

Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831
Forum - Nowe posty
  • [Bitwa] Twierdza Wisłoujście 4-6 maj 2012.
    Zrobione. Dałem też na na FB.
  • [Barwa i broń] Markietanka
    W poście z 08-06-2011 na drugim zdjęciu od dołu, koleżanka z regimentu AK ma na sobie suknię typu caraco Podrzucam parę informacji dotyczących owego odzienia: ""KARAKO (caraco) - gładki...
  • [Bitwa] Kalendarium 2012
    Plan uroczystości 2012 25 lutego 2012 - 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców - 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy -...
Heilsberg 1807/2007
Wpisany przez Arsenał   
środa, 20 stycznia 2010 13:10
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)

9 VI mieliśmy okazję uczestniczenia w odtwarzaniu bitwy pod Heilsbergiem.
Środki na inscenizację wysupłała Unia Europejska w ramach iędzynarodowego projektu "Wojna i pokój". Rekonstruktorzy zaczęli przyjeżdzać do Lidzbarka już w piątek w godzinach przedpołudniowych, aby zdążyć z rozbiciem przed wieczorem namiotów. Krótkie zwiedzanie miasta i drobne zakupy zajęły większość wolnego czasu. Wieczorem wydelegowani przedstawiciele polskich i pruskich pułków, udali się na lidzbarski zamek,by swą obecnością uświetnić konkurs wyborów na najlepsze odegranie roli pruskiej królowej Luizy.
Dziesięć wspaniałych dziewcząt, które pomyślnie przeszły przez wręcz tytaniczne zmagania i sito konkursowych pytań, pojedzie niebawem do Sovietska (dawna Tylża), gdzie zmierzą się w drugim etapie konkursu z rosyjskimi kandydatkami. Choć jury zawęziło grono kandydatek, to serca i dusze braci żołnierskiej zawładnęła pewna panna, którą jednomyślnie okrzyknięto "Królową Luizą".
Po zakończeniu konkursu i zwyczajowych przemówieniach przyszedł czas na zabawę. Wojsko swym uświęconym zwyczajem, rzuciło się szturmować suto zastawione wszelkim jadłem i napojem stoły, a pokrzepione na ciele z ochotą poszło w tany, porywając w pląsy powabne damy. Uderzanie w konkury trwałoby do rana, gdyby nie świadomość czekających nas niebawem bitewnych zmagań. Obowiązek i odpowiedzialność zawsze powinna być na pierwszym miejscu. Trzeba było wracać do obozu. Szybko i sprawnie wymaszerowaliśmy z zamkowych komnat, z wielkim żalem żegnani przez niepocieszone niewiasty. Ze śpiewem na ustach, zwartymi eszelonami powróciliśmy 'w domowe pielesze'. Odespawszy nocne przygody, żwawo zabraliśmy się w sobotę do bitewnych przygotowań. Podzieliliśmy siły na wrogie obozy, ustaliliśmy schemat działania i zajeliśmy pozycje wyjściowe. Poprawianie umundurowania i ledewerków, przestrzeliwanie broni zajęło nam ostatnie chwile pokoju.
Sygnał. Zwieramy szeregi, marsz. Wychodzimy zza krzaków i ruszamy do przodu. W obozie przeciwnika gorączkowa krzątanina. Zostaliśmy dostrzeżeni. Wytrwale posuwamy się do przodu, metr po metrze. Nagle huk. Pruski jegier wyłonił się jak spod ziemi i wypalił do nas. Widać wrogie wedety są bardzo czujne. A więc zaczęło się. Jegierski ogien wzmaga się, wyrywając z szeregów ludzi. Odpowiadamy salwowym ogniem. Nagle tuż przed nami ziemia wylatyje w powietrze zasypując nas rumoszem. Znak, że dostaliśmy się w zasięg artylerii. Pada rozkaz do manewrowania. Ciągniemy się, zachodzimy, zmieniamy kierunek marszu. Wytężamy siły, byle szybciej wyjść spod morderczego ognia. Trup ścieli się gęsto, wokół wołania o pomoc, ale my idziemy dalej. W końcu, choć mamy wrażenie że trwało to wieki, dochodzimy pod palisadę. Pada rozkaz - salwa, do ataku broń, znak że zaraz będzie naprawdę gorąco. Obok 'siudemka' szachuje wrażą piechotę, ułatwiając nam robotę przy redutach. I poszliśmy. Poszliśmy prosto na paszcze armat. Przyśpieszamy kroku. Są coraz bliżej. Zaraz będą nasze.
Przerażliwy huk zatyka nasze uszy. To obrońcy wysadzili minę. Ludzie chwięją się na nogach. I znowu grzmot. Tym razem armaty bluznęły nam prosto w twarze, kosząc całe szeregi. Odwrót. Zbieramy się w oddali, zwieramy szeregi,przegrupowujemy się i znów idziemy do szturmu. I jeszcze raz, do skutku. Nareszcie wróg został zaszachowany. Uderzamy z boku i wdzieramy się do obozu. Artylerzyścibronią się rozpaczliwie, ale nasze bagnety szybko łamią ich opór. Uniesione w górę kolby, wyciory i okrzyki o pardon wieńczą nasz wysiłek. Chwila wytchnienia? Nie, podoficerowie wzywają do szeregów. Chyba można zapomnieć o plądrowaniu i grabieniu namiotów. Może później. Okazało się, że złapano dezertera. Biedak niewytrzymał bitewnego napięcia. Tchórz!!!. W czasie szturmu porzucił broń, plecak i swych kamratów. Przyjdzie mu teraz zapłacić. Pluton ładuje broń, zawiązują mu oczy, cel- pal.
Masz za swoje. Na sentymenty nie ma miejsca. Ani na sąd w czasie szturmu. Za takie czyny trzeba dać gardła. Teraz bez kapelana, bez modlitwy cisną jego truchło gdzieś w rozpadlinę. Czort z nim, niewart on naszego współczucia...
Po inscenizacji, na której wiara dwoiła się i troiła, by batalia wypadła jak najlepiej, przyszedł czas na tradycyjne już zdjęcia, wywiady i rozmowy. Ludzie nas rozchwytywali, pytając o tysięczne rzeczy, wyrażając swe uznanie i podziw. Aż miło robiło się na sercu. Wieczorem ogniska, śpiewy, wymiana spostrzeżeń i integracja z lidzbarskimi rekrutami. Okazało się, że przybyło rekonstruktorskiej braci czternaścioro nowych towarzyszy broni. Stanowić będą zalążek Wileńskiego Pułku Muszkieterskiego. Solianka Adka -Niedźwiadka zrobiła furorę. Nowe koleżanki i koledzy obiecali wystąpić w przyszłym roku w roli gospodarzy. Czyżby narodziła nam się nowa świecka tradycja?

Dariusz Szpakowski

Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon