| Wybierałem się do Ciechanowa trzy lata z rzędu, niestety zawsze zmęczenie po Nysie i przygotowania do Kłodzkiej batalii zabierały mi całą siłę. W tym roku za namową Andrzeja postanowiłem jechać. Przygotowaliśmy 2 działon Artylerii Pieszej Legii Polsko-Włoskiej i przystąpiliśmy do błyskawicznej akcji. Przywieźliśmy organizatorom z Nysy pogodę, bo w nocy tam padało, a rano po naszym przyjeździe, nieśmiało słoneczko wyjrzało i zrobiło się ciepło.
Wyznaczono nam czas do wyjścia na batalię i zaraz za obozem zaczęło się wojowanie. Uciekające wojsko rosyjskie zostawiły Kozaków do osłony swoich tyłów, z którymi polskie wojska prowadziły działania zaczepne. Doszło w pewnym momencie nawet do użycia naszej armaty w mieście, bo zacięte ataki Kozaków były już niebezpieczne. Po 40 minutach ostrzeliwania dotarliśmy w okolicę dobrze zachowanych ruin zamku w Ciechanowie. Na skraju miasta zobaczyliśmy przepiękną wioskę polską, którą Rosjanie zaczęli pacyfikować. Mieliśmy związane ręce frontalny atak na Rosjan odpadał, bo mieli Polaków jako zakładników i mogli ich wymordować a wioskę spalić. Dowódca operacji gen. Andrzej Ziółkowski najwyższy rangą oficer polskiego dowództwa wspólnie ze swoim sztabem opracowali strategię dalszej walki z Rosjanami, ale tak, aby oszczędzić wieśniaków. Większość dowódców ruszyłaby do ataku z marszu nie licząc się z ludnością i chcieliby skorzystać z inicjatywy. Nasz dowódca postanowił inaczej, postanowił uśpić czujność wroga i odstąpiliśmy od wioski. Rosjanie zrozumieli, że za nimi następowała straż przednia głównego wojska polskiego i mają jeden dzień na odpoczynek. Zaczęli grabić wioskę, hańbić kobiety, nawet przystąpiono do rozstrzelania najbogatszego we wsi chłopa, bo nie chciał rosyjskim żołdakom oddać swojej córki. My zgodnie z planem generała obeszliśmy wioskę od tyłu, przeszliśmy na stronę gdzie spodziewaliśmy się, że będą uciekać Kozacy w razie ataku. Trwało to trochę i musieliśmy się przyglądać jak się panoszą, jak gwałcą nasze wolności, jak wygląda życie pod rosyjskim knutem. Widziałem na twarzach żołnierzy determinację, widziałem jak zagryzali wargi widząc takie upodlenie polskiego narodu. Widziałem, że prędzej dadzą się zabić niż przyjmą takie jarzmo na swe spracowane barki. Jak by tego było mało, doczekaliśmy się zdrady Polaka, zobaczyliśmy jak jeden z naszych spiskował. Za informacje, które przyniósł do Rosyjskiego sztabu o naszych wojskach, na naszych oczach dostał kilka, czerwieńców carskich. Postanowiłem, że czasie ataku pojmę zdrajcę i oddam naszemu dowódcy, by po bitwie oddać go pod sąd. W końcu dotarł rozkaz do ataku. Nasze wojska, które były w ukryciu za gęstymi krzakami wyszły na pole, zakończyła się męczarnia czekania, mogliśmy atakować za nasze krzywdy ból i cierpienie. Takiej zapalczywości nie widziałem dawno widać wszyscy zrozumieli, czym jest wolność, zrozumieli jak łatwo ją stracić za parę srebrników, zrozumieli, że nie dostaną jej za darmo. Ataki szły lawinowo widać było współzawodnictwo, nie było w szeregach Polaków szacunku dla kul i wroga. Bitwa rozgrywała się błyskawicznie, piechota rozwijała atak za atakiem. Ruszyła do ataku kawaleria, tylko generał powstrzymywał naszą artylerię, nasi artylerzyści rwali się do boju, lecz rozkazu nie dostawaliśmy. Widać generał liczył, że uratuje wioskę, Rosjanie jak zobaczyli naszych na swojej drodze odwrotu zrozumieli, że to już koniec. W końcu dostaliśmy upragniony rozkaz ataku, strzelaliśmy z takim zapamiętaniem z taką zaciętością, że przez chwilę zapomniałem o zdrajcy, którego postanowiłem pojmać. Zostawiłem działon swoim kanonierom, nie trzeba było im rozkazywać, im rozkazy wydawała rozdarta dusza. Strzelali tak celnie jak nigdy, choć mieli przeciwko sobie dwukrotnie więcej dział zdobyli przewagę nad rosyjską artylerią. Jedno działo rosyjskie zostało uszkodzone a załoga drugiego straciła serce do walki jak zobaczyli że przegrywają. Ruszyłem do wioski licząc, że judasz schował się w którejś chałupie , niestety cwana bestia umknął gdzieś w zamieszaniu wojennym. Cała bitwa została przeprowadzona zgodnie z najlepszymi tradycjami polskiego oręża wiać było dobre wyćwiczenie wojska , podstępy naszego sztabu, odważne ataki, przepiękne polskie krajobrazy. Natomiast kunszt, jaki pokazali Szwoleżerowie graniczył z niemożliwym. Wróciliśmy do obozu zmęczeni, ale zadowoleni. Niestety z powodu powrotu na Śląsk byliśmy zmuszeni od razu wyruszyć w drogę powrotną. W przyszłym roku na pewno wyjedziemy ostatni, bo takiej gościnności jak w Ciechanowie już prawie nie ma. |
Szukaj
Sonda
Jesteś tutaj:
Biuletyn
Odsłon : 853101
Na stronie
Naszą witrynę przegląda teraz 18 gości
Chmura tagów
1792 1794 1807 Arsenał chevauleger działyńczyk Działyński gwardia Hiszpania I Rzeczpospolita insurekcja kawaleria kawaleria napoleońska Kawaleria Narodowa Kościuszko lansjer lansjerzy nadwiślańscy Napoleon piechota powstanie kościuszkowskie rekrutacja Somosierra szwoleżer szwoleżerowie wojna o konstytucję
Dodaj do Facebook
Find us on Yahoo
|
Click to join PolishLancersPublicSite
|
| Poprawiony: środa, 20 stycznia 2010 07:59 |
Menu strony
Na forum Arsenału
| Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831 |
| Forum - Nowe posty |
|
| Ciechanów 2007
Wpisany przez Arsenał
środa, 20 stycznia 2010 13:15
|














