Menu strony

Na forum Arsenału

Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831
Forum - Nowe posty
  • [Bitwa] Twierdza Wisłoujście 4-6 maj 2012.
    Zrobione. Dałem też na na FB.
  • [Barwa i broń] Markietanka
    W poście z 08-06-2011 na drugim zdjęciu od dołu, koleżanka z regimentu AK ma na sobie suknię typu caraco Podrzucam parę informacji dotyczących owego odzienia: ""KARAKO (caraco) - gładki...
  • [Bitwa] Kalendarium 2012
    Plan uroczystości 2012 25 lutego 2012 - 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców - 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy -...
BĘDOMIN 2007 - PODSUMOWANIE
Wpisany przez Arsenał   
środa, 20 stycznia 2010 13:24
(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Będomin znany jest powszechnie w kraju z powodu mieszczącego się tam zespołu dworsko-parkowego, posiadłości należącej niegdyś do Józefa Wybickiego. Raz w roku jest o nim głośno szczególnie wśród miłośników epoki napoleońskiej. W tym roku już po raz trzeci odbyła się batalia o Będomin. Organizatorem, jak zawsze, było Muzeum Narodowe w Gdańsku i gospodarz terenu, Muzeum Hymnu Narodowego, współorganizatorem zaś Kaszubskie Centrum Edukacji.
Oficjalna nazwa imprezy brzmi BATALIA NAPOLEOŃSKA BĘDOMIN 2007. Jednak dla uczestników znana jest powszechnie jako MANEWRY BĘDOMIN - ma bowiem unikalną, w skali kraju formułę. Polega ona na rekonstrukcji militarnej zbliżonej raczej do manewrowej „gry wojennej”, nie ograniczonej żadnym ustalonym z góry scenariuszem. Choć trzeba przyznać, że pomysł nie jest zupełnie oryginalny, wzorcem były podobne spotkania rekonstruktorów zagranicznych, jednak w Polsce nadal stanowi rzadkość.
Przedstawiamy relację z tej imprezy, pisaną pod kątem podsumowania wniosków, wynikających z przeprowadzonych ćwiczeń. Dla ożywienia, tekst przeplatany jest spisanymi „na gorąco” subiektywnymi wspomnieniami jednego z uczestniczących w niej żołnierzy polskiej piechoty.

” ...obserwując obóz przeciwnika, można było zauważyć, że koalicję antynapoleońską reprezentowały ze strony pruskiej następujące oddziały: Grenadier Jaeger Kompanie von Sell, 33 Infanterie Regiment, 47 Infanterie Regiment, 52 Infanterie Regiment. Elitarni jegrzy von Sell działali samodzielnie, prawie wyłącznie walcząc w szyku luźnym. Ich dowódca był jednocześnie dowódcą całości sił sprzymierzonych. Natomiast pułki piechoty liniowej sformowały jedną silną formację, przygotowaną do walki w zwartej kolumnie.
Natomiast armię rosyjską reprezentował Wileński Pułk Muszkieterów i rota artylerii pieszej, zapewniająca wsparcie artyleryjskie. Osłoną armat zajmował się pluton jegrów rosyjskich. Sotnia kozaków stanowiła kawalerię sprzymierzonych.
Zadaniem sił koalicyjnych było atakowanie i zdobycie garnizonu.
Garnizon Będomina, mający za zadanie obronę placówki, oraz ewentualne rozbicie napastników, również dysponował piechotą, kawalerią i artylerią. Po polskiej stronie stawiły się 2gi Pułk Piechoty (kompanie 4ta i 6ta), Pułk 7my , grenadierzy Legii Polsko-Włoskiej, kawalerzyści z 12 Pułku Ułanów i SAD zapewniający wsparcie artyleryjskie...”
Na podstawie zgłoszeń można przyjąć, że w sumie w obu obozach było przeszło 130 żołnierzy (nie licząc cywilów), 3 armaty, 4 moździerze i 17 koni kawaleryjskich (nie licząc pociągowych). Impreza trwała od 10 (piątek) do 12 (niedziela) sierpnia 2007. Piątkowe popołudnie wypełniły prace obozowe i kwatermistrzowskie. Niedziela była poświęcona ćwiczeniom oddziałów: odbyła się musztra piechotna i artyleryjska. Kluczowym dniem była sobota. Czas od samego poranka poświęcony został na doskonalenie współdziałania jednostek na polu bitwy. Dowódcy zaś mogli wykazać się zmysłem taktycznym, reagując odpowiednio na zaistniałe sytuacje. Odpowiednie zgranie zaczyna odgrywać coraz większą rolę, ponieważ tendencją europejskich batalii jest grupowanie oddziałów w coraz większe formacje i skoordynowane manewrowanie. Bardzo rzadko zdarza się możliwość ćwiczenia współdziałania oddziałów, dlatego temu właśnie poświęcone był tegoroczne spotkanie.

”... poranna potyczka wykazała nam naocznie lepsze współdziałanie strony przeciwnej, kiedy to pomimo naszych usilnych starań zostaliśmy zepchnięci z pola aż do naszego obozu, a nasze wycofywanie miejscami przypominało chaos. Wiele wysiłku kosztowało nas nawet utrzymanie ostatniej linii obrony, czyli w praktyce samego obozu, przy pomocy świeżo zerwanych ze snu wojaków. I to mimo faktu, że obóz, osłonięty z dwóch stron zabudowaniami, założony został w miejscu wyjątkowo sposobnym do obrony.
Dopiero po około trzydziestu minutach krwawych zmagań, daliśmy radę wprowadzić do walki większość piechoty i armatę.
Zawieszenie broni uratowało naszą skórę, byliśmy bowiem bardzo zmęczeni, bez amunicji, a grupy obrońców były naprędce sformowane z żołnierzy różnych formacji i kolejny ponowiony zdecydowany atak, musiałby nas ostatecznie rozbić. Tak więc poranek wykazał konieczność dalszego jak najczęstszego trenowania musztry, tak indywidualnej jak i plutonu. Dobre wyszkolenie daje bowiem wymierne korzyści, co było widać po przewadze strony prusko-rosyjskiej. No i kiedy wróg wdziera się do obozu, to ważniejsze jest chwytać ładownicę i karabin, a nie dopinać ostatnie z kilkudziesięciu guzików i haftek...”

Pierwsze ruchy wojsk rozpoczęły się około godziny 6.00. Zaraz potem doszło do pierwszego starcia. Kluczem do sukcesu rannego ataku była szybkość działania napastnika. Meldunki o zaobserwowaniu ruchów przeciwnika docierały na czas, ale nieprzygotowany garnizon reagował zbyt wolno. W początkowej fazie obrony wzięła udział tylko jedna sekcja (czyli około 1/4 sił), złożona z wartowników. Co więcej, kolejni żołnierze musieli wchodzić do walki niezwłocznie, nie było więc czasu na sformowanie większych, więc bardziej efektywnych grup. Kawaleria, nie mając przygotowanych koni, w ogóle nie wzięła udziału w obronie. Artyleria zaś dopiero w końcowej fazie i to tylko jednym działonem.

„... już tak koło południa rozległy się strzały pruskich jegrów. Tym razem szybko udało się zebrać i wymaszerować, a wobec braku w polu widzenia przeciwnika, poza oczywiście pruskimi tyralierami, zająć bardzo wysunięte pozycje. Odpowiednie manewrowanie połączone z prowadzeniem ognia do wciąż atakujących Prusaków, doprowadziło w końcu moją sekcję do słabo bronionego forciku na naszym lewym skrzydle. Atak, ubezpieczony przez kawalerzystów 12 Pułku, przyniósł nam profit w postaci zawładnięcia tym ważnym obiektem, z którego było możliwe kontrolowanie całej flanki aż do lasu. Chwilę zajęło nam umacnianie tej pozycji. Wykorzystano zdobyczne kozackie spisy jako formę częstokołu na wypadek próby odbicia obiektu przez przeciwnika, ale nasi dzielni ułani nie dopuścili do nas już więcej ani razu wrogiej kawalerii. Pozostawiliśmy w forciku, tak na wszelki wypadek, małą załogę, a gros pododdziału uderzyło w prawą flankę wroga, naciskanego już frontalnie przez 4/2pp i 7pp. Sytuacja w tym momencie nie przedstawiała się dla przeciwnika zbyt różowo...”

Kolejna faza walk nastąpiła, gdy obie strony uporządkowały szyki i były w stanie wprowadzić do boju, po obu stronach, kawalerię i artylerię. Tym razem ewidentny sukces obrońcy zawdzięczali błędom w koordynacji działań poszczególnych oddziałów napastnika. Piechota liniowa pruska wybrała taką trasę przemarszu, że dotarła na pole boju po zakończeniu walk, zresztą nie ponaglana przez dowódcę sprzymierzonych. Mimo to atakujący podjęli walkę, dysponując tylko lekką piechotą i Rosjanami. W tej sytuacji obrońcy, przy jednolitym dowództwie, byli w stanie blokować ruchy jedynej przeważającej liczebnie formacji wroga (kozackiej kawalerii) swoimi ułanami, którzy zrezygnowali z wszelkich ataków na piechotę wroga, aby wypełnić to zadanie. Lewe skrzydło zabezpieczała piechota na wspomnianej umocnionej pozycji. Udało się utrzymać prawe skrzydło, gdzie zajęła pozycje większość artylerii z osłoną. W tej sytuacji w centrum przewaga obrońców była co najmniej dwukrotna, co musiało doprowadzić do rozbicia atakujących.

”... po ćwiczeniach przyszedł czas na odpoczynek i posiłek. Żołnierze mieli zaś czas dla siebie. Rozmowy o historii jak i o rekonstrukcji różnych tzw. efektów zdominowały obóz w godzinach popołudniowych. Co niektórzy spośród nas musieli nawet udzielać wywiadów dla telewizji i radia. Dzięki nim mogło nas usłyszeć i obejrzeć zdecydowanie więcej osób niż normalnie pomieściłby majątek Wybickiego. Po południu dla publiczności zorganizowane zostały pokazy musztry piechoty, kawalerii i artylerii. Udział w nich wzięła 4 kompania 2 pp oraz 12 pułk ułanów, a ze strony przeciwnej Kozacy. Koledzy pokazali się z jak najlepszej strony, dowodząc swego dobrego wyszkolenia, a pokaz władania lancą wzbudził prawdziwy zachwyt, podobnie jak kozacka konna woltyżerka. Ukoronowaniem pokazów były działoczyny w wykonaniu jednego działonu polskiego i jednego rosyjskiego...”

Chęć maksymalnego wykorzystania czasu przez dowódców i żołnierzy doprowadziła w poprzednich latach do zachwiania równowagi i prób prowadzenia „walki bez przerwy”. Z powodów logistycznych okazało się to i tak niemożliwe, trudne organizacyjne i bardzo męczące. Co jednak ważniejsze, przeczyło też historycznym realiom (za wyjątkiem filmów z majorem Sharpe) i nie miało większych walorów szkoleniowych. Dlatego obecnie życie obozowe, prace kwatermistrzowskie, zajęcia szkoleniowe, służba wartownicza są nieodłączną częścią imprezy i zajmują w niej ważne miejsce.

”...w końcu przyszedł czas na walną bitwę. Poszczególne sekcje wymaszerowały w kierunku przeciwnika. Tym razem obie strony wystąpiły całą siłą, angażując wszystkie rodzaje broni i każdego żołnierza zdolnego do walki.
Jednak nie dane było nam bezpiecznie i bez przeszkód dojść na miejsce. Kozacy jak i jegrzy von Sella z powodzeniem hamowali marsz naszych kolumn, a i sam przemarsz był prowadzony pod gęstym ostrzałem wrogiej artylerii. Harce naszej kawalerii, podchody woltyżerów i jegrów zdominowały na pewien czas pole bitwy, dając nam niezbędny czas do rozwinięcia linii obrony na całej długości. Rozpoczęła się zasadnicza część bitwy.
Wróg był wiązany czołowo przez ataki kompanii sierżanta Remika, my zajęliśmy lewą flankę, a prawą urabiał Janek ze swą wesołą kompanią 7pp. Walcząc w zwartym szyku, 7pp wiązał na prawej flance rozsypanych w tyralierę jegrów von Sella, a Kozaków zneutralizował 12ty Ułanów. Walczący w luźnym szyku grenadierzy Legii służyli do doraźnego wsparcia linii obrony w razie potrzeby.
W tym momencie można było przekonać się ile warte jest odpowiednie współdziałanie na polu bitwy poszczególnych broni. Koncentryczne ataki, przeprowadzane równocześnie, spychały wprawdzie przeciwnika, ale nie mogły go całkowicie zniszczyć. Po drugiej stronie frontu działo się podobnie. Dopiero dowódcy zdecydowali o zaprzestaniu walki. Garnizon utrzymał pole i obronił się, co było wykonaniem zadania, ale zniszczenie wroga nie było możliwe. Jeszcze tylko zbiórka oddziałów, defilada przed publicznością i powrotny przemarsz do obozów...”

Finalna potyczka, w której brały udział pełne siły obu walczących stron, zakończyła się zawieszeniem broni. Dla widzów, nawet dla części żołnierzy, mogło się to wydawać ustalonym z góry, typowym ostatnio, zakończeniem. Tak jednak nie było. Okazało się po prostu, że nawet bitwa w miniaturze rządzi się stałymi prawami wojny: przełamanie jest możliwe po uzyskaniu przewagi w punkcie natarcia. A tej przewagi brakowało. Kawaleria jednej i drugiej strony skutecznie się neutralizowała. Artyleria, przy dość wyrównanych siłach, dość statyczna z powodu braku zaprzęgów, prowadziła walkę artyleryjską. W tej sytuacji oddziały piechoty, zresztą także liczebnie wyrównane, mimo dość szybkich manewrów, nie były w stanie wypracować nawet lokalnej przewagi i bitwa zamieniła się w walkę pozycyjną.

”...Podsumowując, będomińskie manewry wykazały konieczność częstszego zgrywania poszczególnych oddziałów, tak, by na bataliach mogły operować w większych strukturach operacyjnych, jak również potrzebę współdziałania różnych broni. Piechota bez kawalerii nic nie zdziała i na odwrót, kawaleria bez osłony piechoty wystawiona jest na odcięcie i zatracenie. Podobnie rzecz ma się z lekką piechotą. Jeżeli przeciwnik ma więcej strzelców rozsypanych w tyralierze, jest niezwykle trudno ich zneutralizować, a ich uprzykrzanie się pokrzyżować może nawet najlepsze plany strategów. Artyleria, świetnie operująca po obu stronach, pozbawiona wsparcia piechoty, również sama nic nie znaczy. Dlatego wniosek jest tylko jeden, jak najwięcej takich obozów, gdzie można w praktyce sprawdzić swoje wiadomości jak i możliwości...”

Organizator imprezy był zadowolony z jej przebiegu. Podjęte zostały decyzje i zobowiązania, które pozwalają mieć nadzieję, że w przyszłym roku batalia nie tylko będzie wpisana do kalendarza imprez organizowanych przez Muzeum, ale rozbudowana zostanie co do czasu trwania (planowana jest jako trzydniowa) oraz co do rozmiarów (nieco większa liczebność, batalia na większym terenie, ze znaczną rozbudową obozowisk i umocnień polowych). Co jednak ważniejsze, zaakceptowano jako obowiązującą nietypową formułę przedsięwzięcia, co z punktu widzenia żołnierzy-rekonstruktorów jest najistotniejsze.

D&W

Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon