| Sposób pojmowania funkcji lekkich oddziałów w armiach wojen napoleońskich wywodził się z dawnych jeszcze greckich czy perskich wzorców. Lekkie pułki i wydzielone zgrupowania miały nękać nieprzyjaciela niszczac co się da, wysyłać uciążliwe podjazdy gdzie się da i niweczyć spokój oraz porządek na tyłach przeciwnika. Stopniowo krystalizowała się praktyka formowania samodzielnych oddziałów zdolnych do tych dywersyjnych misji.
Charakter tych misji wymagał też specyficznych rodzajów żołnierzy. Piechoty sprawnej fizycznie i celnie strzelającej oraz kawalerii na zwinnych koniach, które nie potrzebują wiele jeść. Niegdyś takich żołnierzy dostarczały imperiom plemiona nomadów i koczowników. Teraz trzeba było ich wybrać spośród żołnierzy własnej armii. We francuskiej piechocie wykrystalizowała się najpierw formuła lekkich półbrygad, później wzbogacona jeszcze precyzyjnieszym narzędziem w postaci woltyżerów w każdym batalionie piechoty liniowej. Wybranych i wyszkolonych ścisle pod kątem wykonywania takich „lekkich” funkcji. W kawalerii szczególnym uznaniem w owych czasach cieszyli się najpierw huzarzy, a później kozacy i ułani, mimo że różne są zdania co do zakwalifikowania ułanów jako jazdy lekkiej. Teoria prowadzenia wojny „lekkimi pułkami” zakładała, że optymalny do nękania większych oddziałów wroga jest mieszany oddział złożony z lekkiej jazdy i piechoty. Całość powinna liczyć około 1200 do 1500 ludzi. Oczywiście w walce bezpośredniej taki oddział nie miałby szans wobec przeciętnej ówczesnej armii w sile około 10000-15000 ludzi, dlatego też sami twórcy idei podkreslają wielokrotnie, że lekkie pułki mają unikać walki ze zorganizowanym przeciwnikiem, a wręcz unikać walki. Sama ich obecność czy jej ślady mają odebrać wrogowi sen, łatwość komunikacji i zdobywania zaopatrzenia. Dowódcy grup lekkich wojsk w wielu wypadkach mieli obowiązek podkreślania i uprzedzania żołnierzy, że zbędna walka z przeciwnikiem czy strata czasu na rabunek w czasie napadu będzie surowo karana, oczywiście o ile rabunek nie był celem akcji. Lekkie wojska miały w ciągu pół godziny zrealizować cel i zniknąć. „MAŁA WOYNA” opisuje wiele planów i celów takich krótkich ataków jednym z nich jest napad na obóz wroga podczas bitwy głównych sił obu stron. Kiedy już dowódca lekkich wojsk zorientował się, że bitwa ma się wkrótce odbyć miał zebrać wszelkie możliwe informacje o terenie pomiędzy własnymi siłami a siłami wroga, zarówno studiując mapy jak i łapiąc niewolników i opłacając szpiegów czy okolicznych chłopów. Gdy poznał już ukształtowanie terenu i zorientował się w ogólnym kształcie obozu przeciwnika z jego wartami i leżami wrogich lekkich wojsk, szczególnie kawalerii, mógł rozpoczynać wyprawę. Sam powinien był zgromadzić jak najwięcej jazdy, bo winna ona zaskoczyć warty i wielką straż zanim zdoła skupić się by stawić opór. Noc przed bitwą powinien ze swymi ludźmi obejść wrogi obóz z daleka i zbliżyć się do niego od strony, którą uznał za najdogodniejszą do ataku, najlepiej blisko nieprzyjacielskich bagaży. Od tej strony powinien się zbliżyć na ile to możliwe i rozmieścić w ukrytym miejscu swoje oddziały. Piechota winna już tam zostać, gdyż jej przeznaczeniem będzie wsparcie wycofującej się jazdy i odbicie pierwszej pogoni. Zanim jednak się rozstaną winni razem zebrać możliwie najwięcej materiałów łatwopalnych, którymi będzie można podłożyć ogień w napadniętym obozie. Następnie rozda te materiały około jednej trzeciej swej jazdy, tym którzy uderzą jako pierwsi. Przed akcją winien ponownie uprzedzić swoich ludzi, że zatrzymanie dla rabunku czy plądrowania będzie najsurowiej karane. Gdy już bitwa się rozpocznie pora rozpocząć też napad na obóz. Najpierw trzeba pokonać opór straży i uniemożliwić im sformowanie się do walki, choć nie należy gonić za niewolnikami czy pojedynkować się. Gdy to się uda i droga do obozu stanie otworem, wtedy wyznaczeni żołnierze mają rozbiec się po obozie i zapalać namioty, magazyny, wozy amunicyjne, bagaże, wozy markietanów, tak by zniszczyć jak najwięcej. Jednak mają być gotowi w każdej chwili na głos trąby wrócić na umówione miejsce. Tymczasem należy mniejszy oddział wysłać w stronę głównej bitwy, tak by mogli śledzić jej przebieg, bądź uchronić przed zaskoczeniem nagłej pomocy dla obozu ze strony wojsk przeciwnika. Cała reszta wojska ma postępować w porządku za podpalaczami i udzielać im wsparcia. Celem akcji ma być głównie zastraszenie walczących w głównej bitwie przeciwników tak by uciekający z pożaru markietani, ciury i strażnicy, a przede wszystkim dym płonących namiotów przyniósł im zamieszanie i obawę o własny dobytek i drogę odwrotu. Jeśli obserwatorzy dostrzegą jakikolwiek oddział wysłany na pomoc w stronę obozu natychmiast trzeba odtrąbić odwrót. Odwrót ten ma odbywać się w szybkim tempie w stronę ukrytych w lesie piechurów, którzy odbiją pierwszą pogoń, która przeważnie składa się z huzarów albo kozaków. Niezależnie od pogoni taki atak nie może trwać dłużej niż pół godziny, a jeśli www.kompaniawoltyzerow.pl z jakiegoś powodu byłby się przedłużał to lepiej odstąpić bez osiągnięcia celu, bo później już nie będzie szansy na odwrót. Jeśli konwój nieprzyjacielskiego bagażu jest niewyprzęgnięty to warto go przejąć z całą obsługą i zmusić do marszu ze swoim wojskiem. Gdyby się nie udało, to czego nie da się zabrać powywracać, a konie poodcinać i zabrać, lub pozabijać. Uciekać należy najpierw w kierunku innym niż zamierzony, a później, gdy nasz odział nie będzie już widziany przez wroga, trzeba zmienić kierunek na obrany do właściwej ucieczki. Z tyłu należy zostawić oficera, który będzie zbierał „niedbalców”. W marszu należy zrobić przegląd wojska i przesunąć cały łup w środek formacji. Uciekać szybkim marszem, z podwójną dzienną prędkością. Drogę należy wybierać równinną by łatwiej uniknąć zasadzek lub wypatrzyć w porę pogoń. Gdyby wypatrzono pogoń trzeba wyznaczyć oficera, który z całą piechotą na zdobytych koniach i zdobyczą uciekną za najbliższą rzekę. Tam mają obsadzić most i gromadzić wszystko co może się przydać do jego zastawienia, lub podpalenia.Sam dowódca winien z najlepszą jazdą zostać by powstrzymać pościg. Jednak nie należy stawać do walki w polu. Raczej markować zasłonę dla cofających się i stopniowo cofać się do mostu. Gdy dowódca dołączy do piechoty przy moście winien rozkazać ten most zniszczyć, a zdobyczy z eskortą cofać się dalej. Jednak nawet gdy most udało się już podpalić należy jeszcze zostać i powstrzymywać jakiś czas wroga od naprawy mostu lub prób jego bliskiego przepłynięcia albo zbudowania kładek. Gdyby most był kamienny to trzeba rozpalić na nim ogień z zebranych przez piechotę materiałów. jak i to się nie uda to choć kilka koni zastrzelić na moście tak by konie przeciwnika, które boją się trupów staneły nim most będzie uprzątnięty. Gdy to się uda sam dowódca i cały lekki oddział uciekać ma pędem. Nie stawać i nie bronić przypadkowych mostków i zagród, bo jak na początku zaznaczono, celem takich akcji nie jest walka wręcz lecz zastraszenie i zubożenie wroga.
Przyznacie chyba, że opisana akcja, gdyby wzbogacić ją o dialogi i kilka dramatycznych opisów byłaby świetnym scenariuszem do sensacyjnego filmu, tymczasem to skrót prawdziwych wskazówek dla „lekkich pułków” wydanych w Księstwie Warszawskim w 1812 roku, jako tłumaczenie dzieła francuskiego kapitana, opatrzone komentarzami polskiego pułkownika: “MAŁA WOYNA czyli OPIS SŁUŻBY LETKICH PUŁKÓW W CZASIE WOYNY, przez P. KAPITANA DE GRAND -MAISON a przez W. PUŁKOWNIKA DZIEWANOWSKIEGO NA POLSKI JĘZYK PRZETŁOMACZONA w WARSZAWIE. 1812” skrócił i po trosze ozdobił Nipi
|