| Lekkie wojska powinny korzystać z wszelkiej pomocy jaka się nadarzy, a najpierwszą pomoc daje im sama natura zsyłając nocne ciemności. Wszelkie napady, rabunki, zasadzki najlepiej przeprowadzić nocą. Jedną z opisanych w „MAŁEJ WOYNIE” akcji jest nocny napad na obóz lub wieś w której stacjonują nieprzyjaciele.
Zacząć akcję trzeba od rozstawienia wojska. Na początku winna maszerować straż przednia złożona z najlepszej piechoty. Przed nimi 20 kroków jeszcze szpica zwana czasem patrolem podoficerskim złożona z 10-20 ludzi. Nocą oczy mogą zawieść ale starannie rozstawione szpice nie zawiodą, bo pierwsze usłyszą albo wypatrzą zagrożenie, a ich mała liczebność pomaga im w ukryciu się. Każda z tych grup oprócz tego, że porusza się w szyku powinna ustawicznie rozsyłać na boki i w przód boczników-tyralierów, żeby jeszcze bardziej zminimalizować ryzyko zaskoczenia. W środku szyku idą siły główne. Z tyłu zaś, straż tylna ma być, złożona z najlepszej kawalerii. Z przodu kawalerii nie może być, bo w razie gdyby nagle się cofała zmieszałaby szyk całego oddziału na drodze. Zarówno w straży przedniej jak i w tylnej winien iść miejscowy przewodnik, za którego pilnowanie odpowiedzialnymi trzeba uczynić dwóch żołnierzy, którzy dopilnują by nie uciekł. Przewodnicy nie mogą znać celu wyprawy, a dowódca ma wymagać od nich prowadzenia do kolejnych etapów trasy i tam informować ich o nastepnych. W razie pierwszego wystrzału cała piechota powinna rozbiec się na dwie strony drogi, a kawaleria ma się sformować na drodze w szyku bojowym, na ile teren pozwoli. W czasie takiej wyprawy nigdy nie nocować w jednym miejscu, a zawsze zanim pozwoli się ludziom odpocząć kilku strażników posadzić na najwyższych drzewach i małe patrole na wszystkich drogach i ścieżkach wiodących do własnego miejsca spoczynku. Wszystkie te patrole muszą się często zmieniać by ludzie mieli czas odpocząć. Gdy żołnierze szykują się do odpoczynku podoficerowie winni sprawdzić broń swoich ludzi, a wachmistrz podkowy koni. Jeśli uda się dojść do celu niespostrzeżonym trzeba zaatakować cel na godzinę przed świtem, bo jeśli wróg zamierza o świcie wyjść to jeszcze nie będzie gotowym, a jeśli zamierza do dnia obozować to żołnierze i warty wtedy właśnie najbardziej są znużone. Poza tym atakując o tej porze masz szansę uciec jeszcze w ciemności. Przed atakiem trzeba rozdzielić swoje wojsko na kilka grup, tak by razem zaatakować z kilku stron, a najpierw uderzyć na domy oficerskie i „siedziby koni”. Część konnicy ma sformować się na środku wsi lub obozu i rozpędzać wszystkie formujące się grupki nieprzyjaciela, piechota ma wpadać do domów. Dowódca zaś powinien stać z resztą wojska przy wejściu do wsi, w miejscu dogodnym by wesprzeć swoich ludzi w różnych częściach napadniętej siedziby. Wokół niego mają być zgromadzeni trębacze i cały czas trąbić, a to by przestraszyć wroga, a to by własne wojsko wiedziało gdzie znajduje się ich dowódca, trzeba tylko przed bitwą ustalić jeden sygnał na wypadek konieczności zgromadzenia i odwrotu. Warto też obok dowódcy jedną chałupę lub namiot podpalić żeby lepiej dla swoich był widoczny. Ten oddział, który ma atakować leże konnicy, ma bez pardonu zabijać każdego kto by próbował koni bronić lub na nie siadać. Następni, którzy mają zaatakować oficerów pójdą prosto do gospody i domów w których Wielkie Warty (grandgardy) stacjonują. Gdy cmentarz jest we wsi mają zająć i cmentarz. Po drodze mają rozpychać na boki wszelkie wozy i inne przeszkody tak by torować drogę swej jeździe, a ta ma rozpędzać wszelkie formujące się grupy wroga. Dlatego bardzo ważne jest by przed wyprawą dowódca wyposażył swoich ludzi w siekiery, które w takim torowaniu drogi będą niezastąpione. Nie należy jeszcze ścigać pojedynczych zbiegów ani rabować, warto jedynie schwytać oficerów. Gdy dowódca oceni, że wprowadził taki nieład i przestrach w szeregach wroga, że nie będą w stanie już się sformować do kontrataku ma rozesłać kupki piechoty do łapania niewolników i rabowania domów czy namiotów. Moją oni też spędzać wozy do transportu rannych i niewolników. Gdy tylko uda się zebrać łupy, niewolników i swoich ludzi trzeba natychmiast ruszać. Schwytani przeciwnicy winni iść w kolumnie przed piechotą, a oficerowie wroga i ranni mogą jechać na wozach. Wozy mają jechać z przodu wraz z konnicą i garstką piechoty teraz formującej straż przednią. Z tyłu zostanie wachmistrz z dziesięcioma ludźmi o 50 kroków i to będzie teraz straż tylna. Gdy się rozwidni przesuną się oni na 200 kroków w tył. Trzeba też wysłać kilku jeźdźców przodem po wsparcie na wypadek pogoni. Zdobycz z wyprawy jeszcze w drodze najlepiej sprzedać „więcej dającemu” pieniądze rozdzielając miedzy swoimi ludźmi. Takie wyprawy są szczególnie pożyteczne i zalecane gdy wróg śpi w namiotach bądź po domach.
Kolejne streszczenie rozdziału z książki: “MAŁA WOYNA czyli OPIS SŁUŻBY LETKICH PUŁKÓW W CZASIE WOYNY, przez P. KAPITANA DE GRAND -MAISON a przez W. PUŁKOWNIKA DZIEWANOWSKIEGO NA POLSKI JĘZYK PRZETŁOMACZONA w WARSZAWIE. 1812” Nipi
|