Wysłany: 2006-07-10, 11:03 GRH 7 pułku lansjerów nadwiślańskich
GRH 7 pułku lansjerów nadwiślańskich ogłasza rekrutację do oddziału. Ochotnicy w wieku minimum 18 lat, winni wykazać się zdrowiem koniecznym dla znoszenia trudów kampanii, odpowiednią tężyzną fizyczną, umiejętnością jazdy konnej, oraz zainteresowaniem historią wojskowości, z uwzględnieniem historii jednostki. Zainteresowanych prosimy o zgloszenia za pośrednictwem działu REKRUTACJA.
Założenia rekrutacji są następujące:
1. Oddział będzie formowany spośród członków stowarzyszenia. Przyjmowanie do stowarzyszenia na zasadach statutowych. Do GRH 7 pułku lansjerów nadwiślańskich przyjmowani są członkowie stowarzyszenia w wieku minimum 18 lat.
3. Przewidywany etat szwadronu to ok. 10 osób, w tym:
- 1 kapral,
- 9 lansjerów.
4. Formowanie GRH 7 pułku lansjerów nadwiślańskich prowadzi kol. Piotr M. Zalewski.
5. Wymagane będzie od członków stałe szkolenie jeździeckie samodzielne, oraz okresowe szkolenie zbiorowe podnoszące umiejętności indywidualne oraz wdrażające do jazdy w szyku.
Dalsze wymogi przedstawiane będą na forum stowarzyszenia, w miarę napływu chętnych.
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-07-18, 01:00
Przesyłam strony z "Pamiętniki moje w Hiszpani" Kajetana Wojciechowskiego
dotyczące Jovenes, całą książkę nie sposób zeskanować, ale na początek niech
Ci co o lansjerach nie słyszeli mogą sami przeczytać słów kilka.
Po zakończeniu wojen napoleońskich Lansierzy nie mieli takiej "prasy"
jak szwolerzerowie, zniknęli w cieniu paniczyków choć byli
naszą najlepszą kawalerią. Walczyli do końca, do 1-ej kongresówki nie chcieli wrócić,
to oni pokazali Europie jak walczy sie lancą.
Pozdrawiam wszystkich kolegów kawalerzystów.
KT
[ Dodano: 2006-07-18, 01:03 ]
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem!
Świetny przykład błędu dowódcy, za który musieli płacić krwią jego podwładni.
Podobny los spotkał 3 pułk Szwoleżerów pod Śłonimiem i gdzieś wyczytałem, że dowódca pułku umyślnie "dał się podejść" Rosjanom, gdyż obawiał się, że wyjdą na jaw nadużycia finansowe z okresu formowania pułku. Ciekawe ile w tym prawdy?
KT napisał/a:
zniknęli w cieniu paniczyków choć byli
naszą najlepszą kawalerią.
Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości,chociaż za paniczyków należałoby uważać jedynie I szwadron, inne szwadrony były uzupełniane ludźmi z Armii XW, "niestety" Szwoleżerowie byli bliżej Cesarza przez kolejne kampanie i stąd ta "prasa".
Ciekawe swoją drogą czy aby tak długi pobyt w Hiszpanii tak elitarnej jednostki nie był jakby "karą" za Jovenes?
Pozdrawiam
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-07-19, 10:05
Czołem,
Nie karą a koniecznością, francuzi nie dawali sobie rady z hiszpanami i pomimo że Napoleon chciał mięć pułk 7-my w Rosii i wzywał go tam trzy razy, to sytuacja w Hiszpanii nie pozwoliła naszym podążyć za wodzem(poza jednym szwadronem który dotarł
na litwę w drugiej połowie roku 1812).
Co do literskich szwoleżerów to Konopka dał się złapać Czaplicowi po, lub w trakcie wesela
a czy miał dość wojowania czy jak w Hiszpanii zlekceważył sytuację, to dzisiaj pewnie nie da się wyjaśnić.
Najbardziej Konopka wsławił się wożeniem sztandarów pułku w prywatnych bagażach i ich utratą właśnie pod Javenes.
Od dawna zastanawiam się czy jego wpadka na litwie była tylko bestroską
czy chciał miękko spaść na cztery łapy. Zresztą Czaplic był dobrym żołnierzem,
zatem mależało by dobrze poszperać w archiwach zamim oskarży się Konopkę
o coś bardzo brzydkiego, Bielecki pisze że zmarł w Warszawie 1 stycznia 1815.
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem Koledze!
Teorię o "wydaniu sie w ręce Rosjan, ze wzg. na nadużycia finansowe w pułku" stworzył Langeron, francuski emigrant w rosyjskiej słuzbie. Stwierdził, że to zastanawiające, aby tak doświadczony dowódca dał się tak podejść Rosjanom w Słonimiu. Wzmianke o tym można znaleźć wnotce o 3 pułku szwol. w książce pt:"Napoleon mercenaries" i wzeszłym roku wyszła na naszym rynku.
pozdrawiam!
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Gość
Wysłany: 2006-07-22, 09:16
Czołem,
Nie daję wiary słowom francuza na moskiewskiej służbie!!!!!!!
Uważam że nie można Konopki posądzić o nic więcej jak o lekkomyślność gdyż pod Słonimiem został ranny a to znaczy że walczył z rosjanami.
Zlekceważył rozkaz i zboczył z wyznaczonej marszruty , nie słuchał oficerów którzy uprzedzali Go o możliwości szybkiego pojawienia sie rosjan.
Nie wierzę że tak ostentacyjnie podstawił się moskalom.
Nie sądzę także żeby w drażliwej sytuacj 1812 roku, Konopka "oddał się do niewoli"
generałowi "drugiej kategorii". Bo Czaplic był jednym z nielicznych polaków
którzy w tamtym czasie w moskiewskiej armi doszedł do stopnia generała
i tu pytanie, czy dlatego że był dobrym żołnierzem czy dlategoże się mocno zmoskwicił?.
Na zmianę frontu było jeszcze trochę za wcześnie.
Wojciechowski różnie wspomina Konopkę w swoim pamiętniku, zaraz na wstępie nazywa go dworakiem, dalej pisze żę zaraz po Javenes K. zwiewał jak zając a pułk przyprowadził do Mohra Kostenecki,że przez lekkomyślnośc stracił sztandary wożone w bagażach osobistych choć miały zostać w zakładzie w Madrycie.
Ale także pisze dobrze o Konopce.
Powtórzę jeszcze raz, nie wierze francuzowi na moskiewskiej służnie!.
Pozdrawiam
KT
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-18, 13:05
Witam wszystkich
Po Samosierze mamy okazję wziąć udział w 200 rocznicy bitwy pod Albuerą, werbujemy jeźdźców, szkoda czasu na czcze dyskusje.
Bitwa mniej znana ale jedna z najświetniejszych w dziejach naszej kawalerii.
Wzywam wszyskich chętnych, jeżdżących konno pod nasz sztandar.
Pozdrawiam
KT
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-19, 21:00
Cześć
Najlepsze zawsze przed nami Albuera, Albuera ...
Ludzie wyobraźcie sobie jak odtwarzamy scenę prezentacji zdobytych sztandarów,
pod Samosierrą nasi niewiele mówili, Konopka po pierwszej szarży podjechał do piechoty francuskiej i krzyknął :
Mes Amis! Tenez ferme, la victorie est a nous! Voila les drapeaux que mon regiment soul a enleves!
"Przyjaciele! Trzymajcie się.Zwycięstwo należy do nas! Oto sztandary, które zdobył mój regiment!
Ćwiczcie jazdę w stylu spaniolów!!!
Pozdrowienia
KT
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-11, 01:45
Czołem,
Czekając na artykuł o Albuerze, który ma się ukazać w nPK lub ewentualnie w innym czasopiśmie,
zamieszczam rysunki lancy. Jak widzicie drzewce nie jest walcem
składa się ze stożków, jest to ważne ze względu na wyważenie broni.
Po pierwszym skręceniu grot i stopa klekotały, rozkręciłem zatem potwora i skręciłem ponownie
dając pod metal silikon, co by nie przesadzać z rekonstrukcyjnością to raz a dwa nie miałem nic innego pod ręką.
Czym amortyzowano 200 lat temu nie mam pojęcia, może dawali podkładki z miękkiej skóry lub smołą.
Najważniejsze że silikonu nie widać i że nie klekocze podczas używania.
Rysunki zrobiłem na podstawie Gębarzewskiego i francuskiej dokumentacji.
Grot powinien mieć wyraźniejszą ość na boku i lekkie zagłębienia na zbroczach. ale i taki "nożowaty" jest niezły. Lanca z jednorodnym drzewcem jesionowym waży 3,5 kg !!!, z drzewcem wykonanym z olchy klejonej z 4-ech pasków wierconej dodatkowo w środku na całej długości waży 2,5 kg. Przy drzewcu wierconym końce trzeba zaczopować żeby śruby mocujące grot i stopę miały się czego trzymać.
Uwaga !!! Nazwałem ją potworem gdyż , jest bardzo niebezpieczna, do tego stopnia
że człowiek idąc, może się na nią nadziać własnym ciężarem!!! Ostrze nawet tępe musi być noszone zawsze do góry nigdy poziomo. Zabija od pchnięcia i cięcia, jak kosa !!! Wystarczy jedno pchnięcie, grot ma takie kąty ostrzy- jest obosieczny!!!, że może wejść bardzo głęboko!!! Kozacka pika miała grot krótki kolcowy, znajdowano na pobojowiskach rannych ludzi z kilku dziesięcioma nakłuciami którzy to przeżywali. Jedno ukłucie naszej lancy było śmiertelne, rana była zawsze głęboka, cios zadany w ruchu w leżącego człowieka, był szczególnie groźny, gdyż ostrze powodowało półkoliste przecięcie wielu narządów wewnętrznych. Każdy kto wykona rekonstrukcję robi to na własne ryzyko i odpowiedzialność!!! Uważam, że każdy kto chce poćwiczyć obroty lancą powinien wykonać sobie broń ćwiczebną bez ostrego grotu!
Pozdrawiam
K
Pętla lub temblak powinien mieć 0.5 m długości tak by gdy stopa lancy jest w bucie można było w temblak włożyć ramię i zawiesić na nim lancę do przemarszów. Proporczyk jest przykręcony bezpośrednio do drzewca przy pomocy śrub z kulistymi główkami przez pasek skóry wpuszczony w proporczyk, spełniał on także rolę amortyzatora przy uderzeniu szablą
Wiek: 27 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 214 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-11, 13:17
Ja tylko odnośnie tych "kilku" pchnięć piką kozacką. Jeden z żołnierzy 8go pułku ułanów został w 1812 lub 1814 roku ranny 10(!) razy piką kozacką w plecy... poszedł do niewoli, ale potem wrócił do kraju i służył w armii KP. Nie miał bólów krzyża?
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-11, 13:37
Witam
Na szczęście nie mamy okazji odczuwania
po latach bólu zagajonych
ran a we wspomnieniach weteranów
ja nie znalazłem o tym ani słowa.
Pozdrawiam
K
Ja tylko odnośnie tych "kilku" pchnięć piką kozacką. Jeden z żołnierzy 8go pułku ułanów został w 1812 lub 1814 roku ranny 10(!) razy piką kozacką w plecy... poszedł do niewoli, ale potem wrócił do kraju i służył w armii KP. Nie miał bólów krzyża?
...trzy grosze medyka. Czy to były na pewno pchnięcia i co ów delikwent miał na sobie. Jeśli tylko - gołą - kurtkę mundurową to rzeczywiście cud, że przeżył jedno [uraz klatki piersiowej wówczas to było niestety nic przyjemnego i jak pisał Fijałkowski "...rany owe śmiercią grożą..."], jeśli zaś był "...opatulony..." miał na sobie płaszcz, pas od ładownicy czy cokolwiek innego co amortyzowało pchnięcia [też lada jakim grotem] to był mocno potłuczony, owszem posiniaczony, mógł mieć złamane jedno czy drugie żebro, ale jeśli nie doszło do uszkodzenia płuc - to skończyło się na bólu [jeśli to był rok 1812 i odwrót to względnie małym gdyż zimno znieczula] no i przykrym okresie gdy kości się zrastają. Sam kręgosłup Mości Panie Krzysztofie z pewnością nie był uszkodzony, gdyż by zginął, no najdalej zmarł by po kilku dniach.
Odczuwać owe "...przyjemności..." mógł różnie długo, ale współczesne bóle kręgosłupa - to jest opinia wielu neurochirurgów i neurologów - nie mają bezpośredniego przełożenia na dolegliwości XIX - chociażby - wieczne.
Nas gubi - niestety - wygoda i pozycja siedząca prze znaczną część doby.
Pozdrowienia.
...a tak a propos lancy.
Moi Drodzy.
Nie wiem jak o tym pisać, ale jedno z moich "...trofeów wojennych..." to jest tylec lancy. Wyrzucony, bo "...się złamała...". Po obejrzeniu okazało się, że nie, po prostu górna część wypadła przypuszczalnie na skutek złego zamocowania.
Dostać czymś takim - to już by było nie do śmiechu. To naprawdę mogło zabić.
...
Ale tak - po drobnym montażu - stoi w moim pokoju jeszcze jeden "...rupieć..." [aż się rumienię] czyli lanca.
Dziękuję za wzór proporczyka.
Pozdrowienia.
PS.
Co do zatapiania i oblewania grota - nie wiem czy można porównywać, ale widziałam na Białostocczyźnie [okolice Suraża] jak oprawiano różne metalowe części zalewając je żywicą zmieszaną [śmierdziało potępieńczo] z rozgotowanymi kośćmi.
Raz jeszcze pozdrowienia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum