witam !
szukam ikonografii przedsawiajacej umunurowanie konfederatow barskich oraz jednostek regularnych z lat 1768-1770,bede b.wdzieczny za wszelkie wskazowki
pozdrawiam
Aiuto
Ikonografia konfederatów barskich jest nader rozproszona, ale i oni sami stanowili bractwo nader barwne. Najwięcej ilustracji im poświęconych znaleźć można w pozycjach monograficznych takich jak praca prof. Władysława Konopczyńskiego pt. "Konfederacja Barska". Często autorami obrazów są malarze nieznani. Pojedyncze prace można znaleźć u Grottgera, Brandta, Chełmońskiego czy Kossaka. Z reguły pokazują wojsko nieregularne, ubrane na wzór pospolitego ruszenia, czyli po szlachecku. Wspomniany wyżej
Władysław Konopczyński w pracy 'Konfederacja Barska' napisał/a:
Żołnierz barski rozmaitego był pochodzenia. Nie jest to nigdy pospolitak w zwykłym znaczeniu; raczej ochotnik-powstaniec idący na plac „z Boga ordynansu..."; wśród takich ochotników elitę stanowi w początkach zakon kawalerów Krzyża Świętego. Obok żołnierz wyprawny, tj. pachołek, asystujący swemu panu kawalerzyście albo innemu towarzyszowi szlacheckiej krwi; obok milicjant, przydzielony do służby przez Radziwiłła, Lubomirskiego czy Sułkowskiego; dalej wzięty do służby żołnierz komputowy, zawodowiec; wreszcie żołnierz zaciężny, często zbieg z wojska austriackiego, saskiego, pruskiego, nawet rosyjskiego. W oczach Dumourieza, a czasem i w swoim własnym mniemaniu, taki dezerter ma większą wartość niż polski towarzysz lub rekrut. Wiek żołnierza waha się u Pułaskiego od 15 do 28. Wielu z nich wraca po rozproszce do pługa, niektórzy przechodzą przez różne formacje. Każdy umie w niewoli zaprodukować zeznanie, że go wzięto do wojska gwałtem. Z tego różnorakiego materiału powstaje konnica, piechota, artyleria. Konnicy — przynajmniej 95%. Nie ma już w niej, rzecz prosta, skrzydlatych husarzy ani staropolskiego typu pancernych czy petyorców; najczęściej trafia się huzar (np. u Szyca i Pułaskiego), dragon (u Zaremby), czasem bośniak (u Pułaskiego), ułan, Turek (w księstwie oświęcimskim!), kozak (u pierwszych barzan), karabinier u Wilkońskiego i u Joachima Potockiego w Turcji. Czym się różnią te rodzaje jazdy, nie zawsze ściśle można określić, ponieważ uniwersały o wyprawach, nawet gdy opisują rodzaj uzbrojenia, nie podają nazwy formowanej konnicy. Stale się powtarza żądanie, aby „konny żołnierz" miał „krzywą szablę", karabin albo sztuciec, parę pistoletów w olstrach. O spisach wzmianki bardzo nieliczne, choć trudno przypuścić, aby się bez nich nawet i w pułkach nieułańskich obywało, skoro pika lub lanca należała do rynsztunku towarzysza. Pamiętajmy zresztą owe dzidki z hakami, którymi towarzysze Bęklewskiego na Litwie myśleli łowić uciekających Moskali.
Piechota jest w wojsku konfederackim zjawiskiem sporadycznym, a pod koniec używa się jej prawie wyłącznie do obrony fortec. Miał chwilowo Szczawiński regimenty komputowe Schacka i Mangeta; miał Szaniawski pod Dobrą około 400 infanterii, zebranej z różnych wojewódzkich zaciągów. Młoda piechota wielkopolska Malczewskiego przepadła na kępie pod Zbąszyniem; późniejsza formacja Zaremby nie doczekała się bodaj nawet chrztu bojowego. Brali żołd piechurzy krakowscy i sandomierscy (1769—1770). Trochę piechoty warszawskiej walczyło pod Zamościem. Poza tym widzimy piechurów tylko za murami Jasnej Góry, Tyńca, Lanckorony, Wawelu, Bobrka. Uzbrojenie normalne: karabin z bagnetem. Grenadierów się nie wyróżnia. Rozumieli dobrze, nawet bez Dumourieza, i Zaremba, i Pułaski, i biskup Krasiński (który z samego Mazowsza projektował formację 4000 piechoty, głównie kurpiowskiego pochodzenia), że samą kawalerią kraju nie zdobędą ani nie obronią. Rozumiał każdy, że i ekwipunek, i uzbrojenie, i wyżywienie żołnierza pieszego kosztowałoby o 30%, może o 50% taniej niż utrzymanie konnicy; cóż kiedy w braku fortec, po doświadczeniu spod Dobrej, nie śmiano narażać żołnierza na rzeź, a transportu piechoty na podwodach, wzorem rosyjskim, nie umiano na większą skalę stosować. Prawda, byłby jeszcze sposób taniego pomnożenia pieszych falang w postaci pikinierów i kosynierów późniejszego rewolucyjnego typu, ale to rzecz dla dworów niebezpieczna: niech lepiej chłop nie uczy się przekuwać kosy na sztorc!
Z artylerią sprawa nie stała tak źle, jakby można było przypuszczać wobec faktu, że cekhauzy warszawski, wileński, kamieniecki, podobnie jak ludwisarnie warszawska i kamieniecka, znajdowały się w rękach przeciwników konfederacji. Wprawdzie generał artylerii koronnej Fryderyk Briihl używał wówczas wywczasów (jeżeli nie intrygował) nad Łabą, nie kształcąc jeszcze dla swych przyjaciół politycznych ani jednego kanoniera, ale na liczbę artyleria konfederacka przedstawiała się wcale pokaźnie: toż do października 1769 r. Rosjanie liczyli sobie z górą 300 zdobycznych armat. W każdej znaczniejszej bitwie konstatują oni u wroga kilka lub kilkanaście dział, które najczęściej zdobywają, aby żelazne zagwoździć, rozsadzić lub utopić, a „metalowe", tj. spiżowe i miedziane, spożytkować. Pochodziły te armaty z zamków magnackich, czasem z klasztorów lub innych miejsc ufortyfikowanych, a że ich poza tym dużo kryło się w kraju, świadczy kilka następujących przykładów: w samym Nieświeżu po kapitulacji Radziwiłła unieruchomili Rosjanie 60 dział (od 12-funtowych w dół) oraz 9 moździerzy (najcięższy 60-funtowy), w Stanisławowie zajęto dział 47, w Iłży znaleziono 24, dziesiątki dział przywłaszczono sobie w Toruniu itd. Jeżeli poza tym wszystkim jeszcze buntownik Bierzyński kryje na Węgrzech 10 armat, jeżeli Dumouriez prowadzi ich do Lanckorony 18, to znaczy że niezależnie od wielkiego arsenału Jasnej Góry i od pokaźnej artylerii Ogińskiego na Litwie istniały w kraju wielkie zasoby artyleryjskie — na użytek każdego, kto potrafi się z nimi obchodzić. Otóż ani artylerzystów, ani pionierów, ani pontonierów nie można było żadnym hasłem wykrzesać z ochotniczej lub wyprawnej, od pługów oderwanej masy konfederackiej, i o tej potrzebie dopiero instruktorzy Francuzi należycie pomyślą.
Pod jednym względem ta surowa masa góruje nad zawodowym żołnierzem czasów saskich: nie ma tych czterdziestu generałów ani tego nadmiaru oficerów, których wówczas panowie mnożyli dla kaptowania popularności wśród szlachty. Z jednej strony czuwa nad tym Generalność, z drugiej same województwa chcą mieć za swój ciężko uciułany grosz obrońców, a nie gadułów-paradierów. Istnieje wprawdzie w każdym województwie najniepotrzebniejszy, zdaniem Dumourieza, oficer regimentarz, ten nieraz zastępuje w polu marszałka, powołanego do Rady Generalnej. Poza tym przewidziany w „regulamencie" wielkopolskim skład sztabu i korpusu oficerskiego nie razi żadną dysproporcją i mało się różni od tego, który Dumouriez chciał mieć w legii jako normalny. Materiał ludzki zato raczej mizerny, sterany pańszczyzną, gdzieniegdzie zdegenerowany skutkiem nadmiernego picia, bo rosiej szych chłopów wyławiali panowie do służby hajduczej.
Zaopatrzenie — bardzo różne. Czasem tak świetne, że zdumiewa Rosjan, czasami nad wyraz nędzne. Pomorzanie jesienią 1769 r. nie mają nic prócz szabel; Małopolanom, dzięki sąsiedztwu węgierskiej granicy i stałemu kontaktowi z Saksonią, nie brak porządnych karabinów. Partyzanci Kossakowskiego na Litwie mało się różnią od bohaterów Grottgerowskiej Lithuanii; obrońcy Wawelu i Tyńca kończą służbę boso i w łachmanach.
W publikowanych swojego czasu na stronie stowarzyszenia wyjątkach z pracy prof. Mariana Kukiela ZARYS HISTORII WOJSKOWOŚCI W POLSCE konfederacji poświęcony była CZĘŚĆ III EPOKA WOJSKA STAŁEGO (1717—1795), OKRES I, WOJSKO PODŁUG KONSTYTUCYJ SEJMU NIEMEGO (1717—75), rozdział 10. ostatni, pt.: KONFEDERACJA BARSKA. RUINA WOJSKA
Cytat:
Powstanie, podjęte przez Konfederację Barską przeciw popartemu okupacją zbrojną dyktatowi rosyjskiemu (1768—72), walczyło siłą regularnego wojska, w znacznej części przyłączającego się do konfederacji, oraz własną siłą zbrojną. Akt konfederacji wzywał do przystąpienia wojsko, milicje ordynackie, nadworne, "milicję sołtysów z bronią i moderunkiem"; starostom i dzierżawcom dóbr królewskich kazał wystawić jednego pieszego z łanu lub jednego konnego z trzech, dobrze opatrując ich "we wszelkie potrzeby i lenung", powoływał szlachtę na ochotnika, a nakazywał "wyprawy porządne" jednego pieszego z 10 poddanych i jednego konnego z 10 włók i dymów własnej uprawy szlacheckiej; od miast żądał artylerii, broni, amunicji, od żydów nawet żądał " woluntariuszy". Słowem, szło o wielki wysiłek ogólnonarodowy. Akt barski powoływał się na przykład Tyszowiec i próbowano ponowić tamto powstanie przeciw Szwedom.
Walka wyrodziła się w wojnę "szarpaną", jak prowadzona przeciw Szwedom. Tylko powodzenie było mniejsze. Silą zbrojna konfederacji, wciąż niszczona klęskami i znów odrastająca, rozwijała się głównie w kierunku jazdy narodowej; część tylko jazdy organizowano na obcą modłę, jako huzarów (Puławski) i dragonów. Przybyli oficerowie francuscy organizowali nieco piechoty. Na ogół zwartość i sprawność wojska konfederacji nie wytrzymywały starcia z wojskiem rosyjskim, nawet przy przewadze liczebnej Polaków. Mało było jasnych kart, jak napad pułkownika Szyca na Lwów (1770), zwycięska obrona Częstochowy przez Pułaskiego przeciw Drewitzowi (1770-1), zaskoczenie zamku krakowskiego przez bohaterskich Francuzów, Ghoisiego i Viomenila młodszego z garścią konfederatów (1772).
Smutnymi klęskami kończyły się bitwy w otwartym polu: Pułaskich z Suworowem pod Orzechowem (1769), Sawy z Suworowem pod Szreńskiem (1771), Dumourieza z Suworowem pod Lanckoroną (1771), hetmana wielkiego litewskiego Ogińskiego z Suworowem pod Stołowiczami (1771), gdzie 2.500 wojska litewskiego rozgromili Rosjanie w sile 822 ludzi.
Nad całością działań ciążył brak jednolitego i umiejętnego kierownictwa, niezdolność poszczególnych dowódców do uzgodnienia działań i podporządkowania się czyjejś woli, a także zanik dawnego ducha zaczepnego jazdy polskiej.
Gdy walka wygasła, a trzy mocarstwa rozbiorowe zalały wojskami Rzeczpospolitą, wojsko polskie było w ruinie. Część, która walczyła po stronie konfederacji, poległa, poszła w niewolę lub rozprószyła się; resztę zrujnował rozstrój polityczny i gospodarczy. Wypadło przystąpić do odbudowy wojska, na nowych już i lepszych podstawach.
Bardzo dziekuje :)tego mi bylo trzeba na konopczynskiego juz sie Zasadzilem na allegro:) ,mysle ze wkrotce bede mogl pokazac po vco mi to bylo potrzebne i co z tego wyszlo:)
Pozdrawiam
Aiuto
Szukając ilustracji znalazłem stronę wyczerpane.pl a na niej coś takiego jak "druk na życzenie" obu tomów Konopczyńskiego. Z informacji wynika, że
Cytat:
Inauguracja portalu nastąpiła podczas 50 Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. W portalu można znaleźć książki o nakładach wyczerpanych oraz niskonakładowych. Książki drukowane są na zamówienie czytelnika ze zgromadzonej na naszym serwerze bazy tytułów książek udostępnionych przez wydawnictwa. Wybranie poszukiwanego tytułu oraz zamówienie książki następuje za pośrednictwem strony internetowej oraz terminali zainstalowanych w wytypowanych księgarniach.
Ponieważ mowa tam o współpracujących wydawnictwach i księgarniach, zakładam, że można w ten sposób zamówić dodruk, a nie piracką kopię. To wszakże musisz zweryfikować u źródła. Daj znać jak się czegoś dowiesz może warto będzie rzecz dalej polecić.
Pozdrawiam!
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Dołączył: 08 Sie 2011 Posty: 2 Skąd: Międzyrzec Podlaski
Wysłany: 2012-01-27, 12:27
Czołem!
Mam pytanie. W tamtym okresie lancę nazywało się różnie - dzida, proporzec. Akt założenia KB mówi, że "Każdy sprzysiężony rycerz nie powinien mieć więcej koni, tylko parę: pistolety, pałasz i proporczyk". I tutaj pytanie - czy jest jakaś relacja lub rycina z XVIII wieku przedstawiająca konfederatów z proporcami?
_________________ "Każdy z nas musi umrzeć. Gdyby mi przyszło umierać – nie wyobrażam sobie innej śmierci, jak w błysku szabli, tętencie kopyt, w huku armat i kaem-ów i z okrzykiem hurra! – jak w 1920 roku"
Dołączył: 08 Sie 2011 Posty: 2 Skąd: Międzyrzec Podlaski
Wysłany: 2012-01-27, 15:27
Czołem!
Bardzo dziękuję, a czy Szanowny Kolega może jeszcze powiedzieć czyjego to autorstwa i z którego roku? I czy persona na pierwszym planie to jakaś konkretna postać historyczna?
_________________ "Każdy z nas musi umrzeć. Gdyby mi przyszło umierać – nie wyobrażam sobie innej śmierci, jak w błysku szabli, tętencie kopyt, w huku armat i kaem-ów i z okrzykiem hurra! – jak w 1920 roku"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum