Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Somosierra 2008
Koroniarz 
bywalec
Lekkokonny



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 1608
Wysłany: 2009-06-02, 17:35   

Zenobi napisał/a:
Mocno zdziwił mnie zaznaczony na zdjęciu bieg "drogi królewskiej, czyżby biegla tak wysoko a nie u podnóża góry w "defile", a do tego jeszcze ten stromy spadek w dół.

Na miejscu wszystko wygląda nieco inaczej niż na zdjęciach. Do tego stopnia, że po powrocie zastanawialiśmy się jakie prawa optyki tak zakłócają perspektywę. Jak rzekłem: szerzej o tym w artykule w Nowym Przeglądzie Kawaleryjskim, od wyjątku z którego, pozwalam sobie zacząć:
Marcin Piontek w NPK Nr 28 napisał/a:
Nad wąwozem dominują szczyty La Cebollera i Cerro Barrancal. Skała, o której pisze Kossak, to punkt wyjścia do historycznej szarży. Droga tam wiodąca mniej więcej do tego miejsca kryta jest asfaltem. Tuż za pierwszą baterią El Camino Real skręca ostro na prawy stok doliny, a położona później droga asfaltowa odbija na stok przeciwległy. Linia obu dróg: historycznej i współczesnej ogranicza teren rekonstrukcji. Krocząc po jej terenie zaczynamy dostrzegać zwodniczość jego zdjęć i obrazów. Już dwieście lat temu był nieprzejezdny. Od tego czasu historyczna droga popadła w zupełną ruinę, zaś nieuprawianą ziemię pocięły wąskie i niezbyt głębokie, ale za to zdradliwe, bo słabo z marszu widoczne łożyska rozlicznych, spływających do Duraton strumieni. Widać je dopiero w ostatniej chwili. Dno doliny to nieregularnie rozrzucone skały, ze skalistym gruntem, łachy zieleni, która w czasie dreszczów niejednokrotnie zamienia się w trzęsawisko. Całość okolona rosnącym nieregularnie ostrokrzewem. „Kilka metrów na wschód od szosy obrzeżony gęstymi zaroślami wynosi się niewysoki nasyp. Ma regularne kształty. To jakby ziemna platforma. Trójkątne czoło zwrócone na północ góruje na jakieś dwa metry nad drogą. Łagodną pochylnią schodzi na południe. To nie wygląda na naturalny pagórek. Czy to jest pierwsza bateria? Czy to jest miejsce, w którym szwoleżerowie roznieśli na szablach hiszpańskich kanonierów i osłaniających działa piechurów? Jako jedyna w dolinie była wzmocniona przez Hiszpanów ziemnym nasypem. Według opisów bitwy był on ulokowany zaraz za pierwszą dwudziałową baterią. To na tym nasypie na chwile zatrzymała się szarża." (...) zastanawia się Jacek Smura.

Odcinek między pierwszą a drugą baterią wznosi się lekką stromizną pod górę i tak jak to pamiętamy ze źródeł jest położony pod kątem do odcinka drogi przed pierwszą baterią. Nawierzchnia to po części w miarę równy ślad drogi, po części wykruszone kamienie i dziury. Odcinek między drugą a trzecią baterią jest już z znacznie gorszym stanie: wiedzie trawersem poniżej obecnej autostrady i do szczerb dochodzą ostrokrzewy, a sama droga miejscami znika pod osypiskiem, które wiele lat mieć musi, bo się od reszty stoku specjalnie nie odcina. Odcinek między trzecią a czwartą baterią ginie po autostradą. Czwarta bateria była prawdopodobnie położona zaś w miejscu, w którym się zbiega wspomniana droga i autostrada, lub tuż powyżej niego na stoku (nie ma co do tego zgodności).
szwoleżer1808 napisał/a:
A ilu szwpleżerów szarżowało i w jakim szyku?

Liczba szwoleżerów jest przedmiotem nie kończących się dyskusji. Z pamiętników, ale i z ostatnich ustaleń polskich i hiszpańskich (dr. Andrzej Nieuważny i Płk Juan José Sañudo Bayón) wynika, że pułk włączał się do szarży stopniowo: najpierw połowa trzeciego szwadronu z Kozietulskim, potem druga z Niegolewskim, pierwszy szwadron Łubieńskiego stanowiący drugą falę, a na koniec szwadrony 2 i 4 wraz z marszałkiem Bessieres. Łącznie daje to przybliżoną liczbę 125-250-500-900 szwoleżerów, którzy uczestniczyli w różnych fazach bitwy. Co się tyczy szyku, to odpowiedź na to nietrudno znaleźć. Zgodnie z relacją Niegolewskiego zawartą w liście do Zwierkowskiego: "szwadron szybko podążał czwórkami w górę, na czele z Kozietulskim. Widząc, że mój szwadron zaczyna szarżę, wskoczyłem na konia i z ludźmi, którzy towarzyszyli mi w czasie patrolu próbowałem dołączyć do kolumny i ustawić się na czele plutonu...szwadron kontynuował pochód, bez rozkazu walki, rzucił sie do ataku z okrzykiem "Naprzód, niech żyje Cesarz!", nie zważając na grad wystrzałów, który spadł na czoło i flanki ani na bezlitosny ogień hiszpańskiej piechoty z pobliskich szczytów … miejsce poległych natychmiast zajmowali inni, później następni, nikt nie zwracał uwagi na martwych towarzyszy... po usunięciu przeszkód w postaci czterech baterii dotarliśmy na szczyt, gdzie szablami zaatakowaliśmy artylerzystów, którzy nie mieli szans by ponownie naładować swoje działa...właśnie wtedy dotarły jeszcze trzy polskie szwadrony i strzelcy konni z Gwardii Napoleońskiej w pościgu za wrogiem."
Z relacji tej wynikają następujące wnioski: uderzenie rozpoczęto zgodnie z regulaminem i ze względu na ukształtowanie terenu w kolumnie czwórkowej. Potem w miarę narastania strat, szyk z konieczności musiał stawać się luźny. Wbrew pojawiającym się szereg lat po bitwie (niektórym cokolwiek bałamutnym) relacjom, nie było możliwości porządkowania szyku. Po pierwsze uniemożliwiał to intensywny ogień przeciwnika, po drugie warunki terenowe: stok z prawej i urwisko z lewej strony drogi wraz z nieuniknionym wymieszaniem koni, z których część już musiała stracić jeźdźców. I dodatkowa obserwacja: do czasu przybycia na miejsce nie bardzo rozumiałem co Niegolewski miał na myśli pisząc o strzelaniu ze szczytów. Donośność ówczesnej broni ręcznej nie pozwalała na prowadzenie skutecznego ostrzału z La Cebollera i Cerro Barrancal, a działa strzelały ogniem na wprost. Fakt, że począwszy od pierwszej baterii droga idzie trawersem, może wskazywać, że szczególnie dokuczliwy był ogień piechoty ulokowanej powyżej drogi, oraz ogień położonych wyżej armat.

szwoleżer1808 napisał/a:
Natomiast co do dalszych "prawd" z opisu szarży z 2008 roku nadal trudno mi sie pogodzić z oczywistym faktem, iż w dniu 30 listopada 1808 roku pod Smosierrą były polskie oddziały piechoty. Dlatego komentarz obrażonego na mnie Pana uważam za lekko przesadzony. Bo to z jakich korzystał regulaminów piechoty, ma się w tym przypadku tak do tematu, jak pięść do nosa.

Nie jestem pewien, czy ta część wypowiedzi odnosi się do tego co pisałem wcześniej ja czy MARO. Jeśli do moich słów, to odpowiedź trzeba podzielić na trzy części:

1. Popełnia Pan dość rażący błąd rzeczowy. Przytoczone regulaminy, to regulaminy kawalerii. Dokładnie te, z których korzystali szwoleżerowie gwardii. Jak wspomniałem: oryginał jednego z nich, należący do Niegolewskiego (i z jego własnym na pierwszej stronie podpisem) zobaczyć można było na późniejszej wystawie.

2. Obserwacja, że w bitwie nie uczestniczyła polska piechota, a w pokazie tak, jest oczywiście trafna. Tak się składa, że tak szwoleżerowie, szaserzy, jak i obie największe jednostki piechoty francuskiej, które tego dnia brały udział w bitwie, są obecnie rekonstruowane. Mieliśmy więc możliwość ograniczenia wojsk francuskich do tych właśnie historycznych jednostek, reprezentowanych, przez odtwarzające je współcześnie grupy. Przedyskutowaliśmy sprawę dość dokładnie i stwierdziliśmy, że jakkolwiek tylko takie rozwiązanie pozwoliłoby zachować możliwą w obecnych warunkach wierność historyczną, to dwusetna rocznica szarży pod Somosierrą jest świętem nas wszystkich i nie będziemy jej prywatyzować.

Pierwsze rozwiązanie było zarazem organizacyjnie prostsze i tańsze z przynajmniej dwu względów:
- należąca do stowarzyszenia grupa szwoleżerów gwardii działa w ramach szerszego porozumienia, określanego mianem 3-ego korpusu, składającego się z 37 grup napoleońskich z całej Europy, dysponujemy więc możliwościami i zapleczem do zorganizowania dowolnego przedsięwzięcia rekonstrukcyjnego od strony napoleońskiej, a po wtóre
- koszt przejazdu trzydziestu szwoleżerów jest niższy niż koszt przewozu ponad stu dwudziestu ludzi wraz ze sprzętem (grupy obce podróżowałyby na koszt własny).
Zdecydowaliśmy się na rozwiązanie drugie, ze względów, które trafnie podał niepij:
niepij napisał/a:
Polacy pojechali tam głównie by uczcić przodków i idee narodowe

Informacja o zgłoszeniach została podana do publicznej wiadomości, w terminie i na zasadach uzgodnionych z hiszpańskimi gospodarzami. Do udziału zgłosiło się szereg grup: od Śląska po Pomorze. Z dumą mogę powiedzieć, że zabraliśmy wszystkich zgłoszonych co do jednego. Również z listy rezerwowej. Jako, że była to kwestia wyboru krytykę z tego tytułu biorę na siebie.

3. Rzeczowej krytyki nikt nie ma za złe (j.w.). Mieszanie jej z epitetami już w pierwszej wypowiedzi na forum zdecydowanie jednak osłabia wymowę poczynionych przez Pana obserwacji. A szkoda, bo poważnej rozmowy na tematy związane z historią zawsze brak i nie chciałbym by rozmowa taka została sprowadzona do poziomu t.zw. trolli zanim na dobre się zacznie. I bynajmniej nie obraziłem się. W czasie prac nad upamiętnieniem Somosierry zaczynałem od sytuacji, w której Polaków tam miało w ogóle nie być, potem próbowano za pomocą Rosjan przejąć organizację przedsięwzięcia, dostałem anonim z pogróżkami, by na koniec zostać okradzionym z szabli, którą dostałem od rodziny na tę okazję. Proszę mi wierzyć, że dorzucenie do tej listy miana "nawiedzonego durnia" wielkich emocji już nie budzi. Wrażenie robiła natomiast znakomita postawa obecnych, którą dostrzegli gospodarze oraz przedstawiciele grup z Europy zachodniej. Za to jestem nieodmiennie wdzięczny. W tym również koleżankom i kolegom z piechoty, którą Pan skrytykował i artylerii, którą raczył Pan w swej krytyce pominąć.

Co się tyczy obserwacji mundurowych, to najprościej ograniczyć się do faktów: szarży pod Somosierrą nie namalował poprawnie nikt poza Byliną i Michałowskim. Pierwszy starał się oddać znane mu fakty co do mundurów, drugi ducha (bo obraz Michałowskiego jest czystą alegorią). Co do faktów, to ustalenia z natury rzeczy są niepełne. Wiemy jaki był mundur regulaminowy. Wiemy, że szwadron służbowy zawsze był w mundurach wielkich. Pozostałe na ogół w mundurach małych. Ten obraz komplikują jednak pamiętniki i pamiątki pozostałe po uczestnikach szarży: frak mundurowy, który był elementem tyle popularnym co nieregulaminowym. Dalej, pokrowce na czapkach, które szwadron służbowy powinien był zdjąć, a czego ze względu na pogodę nie uczynił, czy toedwenowski płaszcz, "który zwykle zawieszaliśmy na sobie w kształcie chustki złożonej na krzyż na piersiach i związanej w tyle" (choć regulaminowo powinien być troczony przy przednim łęku siodła, pod czaprakiem). Na wszystkich znanych mi obrazach szwoleżerowie są pod Somosierrą ukazani w mundurach wielkich. Czy tak było tego dnia w przypadku szwadronów 1-ego, 2-ego i 4-ego? A może te dwa ostatnie, które weszły do boju prosto z marszu, miały mundury małe? Podle jednych relacji cały pułk, miał już granatowe spodnie, podług innych szwadron Łubieńskiego jechał z karmazynowymi, z którymi szwoleżerowie wyszli rok wcześniej z kraju (Lejeune). Wątpliwości jest wiele. Skoro jednak już jesteśmy przy barwach, to ponownie, nie ma co mnożyć bytów ponad potrzebę i wystarczy sięgnąć po Załuskiego (zresztą po wielekroć na tym forum cytowanego):
Józef Załuski w Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I, przez cały czas od zawia̧zania pułku w r. 1807, aż do końca w roku 1814 napisał/a:
Z początku, gdy ochotnicy więcej mieli upodobania w mundurach, niż doświadczenia wojskowego, postanowiono dwie barwy mundurów: paradny biały, służbowy granatowy; a te dla oficerów znowu podzielono: na wielki i mały mundur; wielki był polski, to jest kurtka, mały francuski, to jest frak: prócz jeszcze surdutów dla oficerów, szpencerów dla szeregowych, płaszczów i różnych dodatków. Sadziły zapewne wnuki dawnych usarzy, że kolebki i skarbniki czterokonne będą za niemi ciągnąć. Miał więc cały pułk jednostajne polskie czapki, karmazynowe sukienne pikowane, z przodu me- talowem złoconem pół-słońcem ozdobione, a w środku tego promienistego pół-słońca, była na białem dnie litera N złocista, z podobnąż koroną cesarską. Potrzeby wszelkie u czapki, były u oficerów srebrne; u podofi cerów półsrebrne, półjedwabne karmazynowe; u brygadyerów i szeregowych białe; toż ma się rozumieć o szlifach i axelbantach, które ostatnie, w wojsku francuskiem były oznaką gwardyi lub żandarmeryi. Okucie daszka czapki, łańcuszek do podpinania, i inne metalowe przybory, u oficerów srebrne, u reszty posrebrzane. W paradzie zakładali wszyscy do czapek pióra białe, wykwintne, strusie lub kapłonie. Oficerowie starsi aż do szefa szwadronu włącznie, mieli czapki karmazynowe axamitne pikowane srebrem, i kity z piór czaplich. — W marszu chowały się wszelkie ozdoby, lub pokrywały pokrowcami — prócz szlif i axelbantów — a czapki osłaniały się ceratą czarną.
Atoli oprócz czapek jednostajnych, miały być od parady, kurtki białe z wyłogami karmazynowemi bogato srebrem haftowanemi, i spodnie karmazynowe z lampasami srebrnemi; — zaś balowo. fraki. podobnież białe. z wyłogami karmazynowemi i takim samym haftem jak kurtki. Kiedy te paradne mundurv białe postanowiono, nie spodziewano się zapewne, że nim połowa pułku opuści Warszawę, pierwsze oddziały będą się już biły w Hiszpanii, w Madrycie d. 2 maja, i pod Rioseco d. 14 lipca 1808. Gdy więc wkrótce okazało się, że nasza gwardya nie do salonów dworskich, ale do obozów i wojny stworzona, i że przy pułku nikt prócz starszych oficerów sztabowych, bryczki mieć nie może, przeto wkrótce zaniechano tych mundurów paradnych białych, i przyjęto jednostajne kurtki granatowe z wyłogami karmazynowemi rozpiętemi, a spodnie granatowe z lampasami karmazynowemi, za strój od parady; wyłogi miały u oficerów wszelkiego stopnia lekki haft srebrny nakształt łańcuszka; zaś u pod-oficerów i szeregowych, galonki srebrne;— na paradę były wyłogi rozpięte, kurtki na haftki zapinane, a oficerów szarfy srebrne, karmazynem przerabiane; na służbę i marsz, były kurtki na krzyż zapięte i rajtuzy skórą podszyte. Spodnie karmazynowe, pozostały tylko u sztabsoficerów do ich woli. Rzemienie, to jest: pasy do pałasza, na klamrę z orłem francuskim, pas do ładownicy, owo zgoła wszystkie rzemienie białe, starannie czyszczone; to samo wszystko u oficerów srebrne, safianem czerwonym podszyte. Płaszcze były u oficerów granatowe, surduty takież, furażerki oficerskie były to konfederatki karmazynowe z barankiem czarnym. Podoficerowie i szeregowi mieli płaszcze białe z kołnierzem karmazynowym, furażerki zaś kroju francuskiego, o trzech kolorach polskich. — Trębacze byli zrazu ubrani całkiem karmazynowo, z wyszywaniami srebrnemi i białemi, lecz później przybrali czapki białe z piórami czerwone- mi, i kurtki białe z wyłogami karmazynowemi, zresztą podzielali ozdoby właściwe całemu pułkowi, — siedzieli na koniach siwych, czapraki mieli karmazynowe. Zaś czapraki w całym pułku były granatowe, ozdobne z frontu po obu bokach literą N. z koroną, a po tylnych końcach orłem cesarskim także z koroną; to wszystko u oficerów srebrem, u niższych rang i szeregowych suknem białem i sznurkiem karmazynowym wyszywane; rzęd na konie ozdobny, mantelzaki karmazynowe. — To wszystko, jakkolwiek tylko w skróceniu opisane, sprawiało i z osobna, a więcej jeszcze w masie, widok zajmujący ; żaden pułk gwardyi francuskiej konnej nie miał tyle i tak gustownego blasku; te pióra strusie na ślniących karmazynowych czapkach, te barwy, niegdyś mundur województwa krakowskiego stanowiące, tak pięknie dobrane, biała, granatowa i karmazynowa, sprawiały nietylko w paradzie, ale nawet i w marszu, widok ujmujący; gdy do tego przybyły jeszcze proporce, pół- białe, pół-karmazynowe, postawa pułku stała się jeszcze bardziej zachwycającą.

Co do poszukiwań kroju i barwy, to osobiście jestem zwolennikiem popularyzowania wiedzy, aniżeli jej ukrywania. Ponownie: i krój i barwę ustaliliśmy na podstawie eksponatów muzealnych z MWP w Warszawie, Instytutu Sikorskiego w Londynie oraz Muzeum Armii w Paryżu. Wszystkie te trzy źródła uważam za miarodajnie, a zarazem wzajemnie się weryfikujące. Są zresztą zgodne z materiałem ikonograficznym (Rousselot i inni). Dopóki nie zajdzie jakaś rewolucja, która obali wiarygodność tych źródeł ustalenia stąd płynące pozostają w mocy. Członkowie grupy szyli mundury na tej podstawie. Ograniczeniem były i pozostają jedynie koszta sięgające sumy dziesięciu tysięcy i więcej na osobę, gdyby zechcieć wykonać wszystkie regulaminowe sorty mundurowe, wraz ze sprzętem i oporządzeniem. Jak łatwo policzyć przy dwudziestu czterech osobach łączny koszt dochodziłby do ćwierci miliona złotych (nie liczę tu członków z Wielkiej Brytanii, którzy na dobranie całości mieli piętnaście lat, a więc siłą rzeczy dysponują całością godną pozazdroszczenia). Takimi środkami nie dysponujemy, a nie widać by ktoś czuł palącą potrzebę by nas nimi obdarować w całości lub w części. Były więc i braki: brak haftów na niektórych czaprakach, czy zrobiona na ostatnią chwilę, bądź pożyczona czapka. Był też mundur trębacza z późniejszego okresu (w 1808 trębacze mieli barwy zgodne z Kawalerią Narodową, my dysponujemy mundurem trębacza wg. wzoru z 1810 r.). Jeśli ma Pan dobry pomysł skąd pozyskać środki, z chęcią przeczytam. Póki co musimy miarkować chęci możliwościami. Niestety.
Od wzoru odbiegały mundury delegacji grup kawaleryjskich, która do nas dołączyła (łącznie pięć osób), w tym: 1P szwoleżerów JP, 12 PUł. Podolskich, 7-ego pułku ułanów lansjerów Legii Nadwiślańskiej, 2ego pułku ułanów XW. Osoby, które dysponowały mundurami z okresu innymi niż szwoleżerskie dostały od nas zapasowe sorty, a tam gdzie ich było brak układały mundury tak by barwą się ze szwoleżerami nie kłócić. Dwie, które takimi mundurami nie dysponowały uszyły na tę okazję mundury szwoleżerskie w barwie karmazynu przedwojennego. Stąd pewne rozbieżności. Nie zgadzam się z tym doborem karmazynu, Pan jak rozumiem, uważa go za trafny. Oczywiście mogliśmy wykluczyć wszystkich spoza grupy z udziału. Wpisywałoby się to zresztą w "nową świecką tradycję" zyskiwania pozornych przewag kosztem innych. Skoro jednak przyjęliśmy, że rocznica jest świętem nas wszystkich, to dość oczywistą była obserwacja, że dla kawalerzystów, jest to święto zupełnie szczególne. Ponownie: krytykę z tego tytułu biorę na siebie.

Na koniec: przebieg szarży śledziliśmy na podstawie mapy z lat trzydziestych (być może tej, o którą Pan pyta, a którą za pośrednictwem kol. Piotra M. Zalewskiego Panu polecałem), z zaznaczonymi przez Balagnego pozycjami baterii. Na miejscu ze zwykłą mu swadą, całość prezentował dr Nieuważny.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
  
 
     
Zenobi
początkujący


Dołączył: 25 Wrz 2008
Posty: 13
Wysłany: 2009-06-02, 21:22   

Dziękuję za piękne zdjęcia. Nareszcie ktoś spróbował konkretnie przedstawić obraz pola bitwy. Jeszcze pytanie - Gdzie można kupić Nowy Przegląd Kawaleryjski?
Pozdrawiam!
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 312
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2009-06-02, 22:58   

Po powtórnym przeczytaniu swojego i innych postów musze zaznaczyć, że Koroniarza i jego grupę cenię bardzo wysoko. Mój malkontencki stosunek do całości ruchu rekonstrukcyjnego przesłonił chyba to co jednak chciałem pokazać. Nasi szwoleżerowie, szczególnie w osobie Koroniarza, którego znam najlepiej, należą do grup, których praca jest dobrze widoczna i właśnie z efektów ich starań korzystałem wielokrotnie ja sam, choćby czytajac materiały zawarte na samym Arsenale i tym forum.
Niemniej nie staram się odwołać moich pogladów na wartość ogólną ruchu rekonstrukcji polskiej. Nie ma żadnych programów badawczych, nie ma grup skłonnych do systematycznej pracy nad regulaminem,badania eksperymentalne nawet gdyby je przeprowadzono nie byłyby miarodajne głównie dlatego że nie ma grup, które miałyby pełny ekwipunek, nie mówiąc już o jednolitym wysokim poziomie wiedzy. To co udaje się nam zrobić ma wartość jeszcze połowiczną, bo próbujemy maszerować ale nie wszyscy mamy właściwe buty, czy pełny plecak. Biwakujemy ale nie wszyscy wiedzą jak należałoby to zrobić zgodnie z realiami historycznymi. Czyścimy broń ale prawie nigdy przy użyciu oliwy, octu i pyłu ceglanego. Jemy ale trudno się zdobyć na sumienne odtworzenie posiłków jakie znamy ze źródeł. Droga jest jeszcze daleka, niemniej chcę zaznaczyć, że wbrew wrażeniom, które mógłby odnieść ktoś oglądający popową rekonstrukcję, lub zdjęcia z takiej imprezy, ta praca jest wykonywana w kilku grupach i z czasem zacznie napewno przynosić efekt w postaci naukowych informacji. Szwoleżerowie zaś moim zdaniem są takiego właśnie, prawodłowego rozwoju przykładem. Nawet jeśli znajduje Pan na zdjęciach jakieś niedociągnięcia.

Nipi
 
     
M.A.R.O. 
bywalec
P4PXW


Wiek: 48
Dołączył: 02 Lut 2007
Posty: 172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-03, 01:18   

Alez Drogi Niepiju,
mimo, ze cenie Cie i szanuje jako rekonstruktora to los jakos zlosliwie wciaz nam wyznacza role dyskutantow broniacych dwoch roznych stron barykady. :-)
Nie bardzo wiem skad sie bierze ta niechec do polskiej rekonstrukcji.
Niemozliwe zebys nie dostrzegal olbrzymiego postepu jaki sie dokonal zarowno w wiedzy jak i wyszkoleniu wiekszosci grup istniejacych od kilku lat. Zajmujesz sie tym hobby od lat jedenastu ja od nieco ponad pieciu. Kiedy ja zaczynalem swoja przygode wszystko wokol nas bylo nieporadne, smieszne i umowne.
Dopiero od ok trzech lat mozna zaobserowawac znaczacy przelom i ciagly postep. Poczatkowo niesmialy lecz z kazdym kolejnym rokiem coraz lepiej widoczny.
Byc moze dlugotrwala nieobecnosc na duzych krajowych "bitwach" powoduje bledne postrzeganie calosci zjawiska okreslanego umownie jako "polska rekonstrukcja napoleonska".
"Stare" grupy maja sie niezle i wciaz sie ucza rozwijajac swoje umiejetnosci.
Najlepszy dowod, ze na tegorocznym Austerlitz tzw "polski batalion" zlozony z grup nalezacych do CENS Polska oraz z dobrze znanej grupy z Pomorza wywolal wsrod Czechow absolutne oslupienie i nieklamany podziw. Nawet w prywatnych rozmowach po batalii, starzy czescy rekonstruktorzy wyraznie mowili, ze przez jeden tylko rok Polacy osiagneli postep, ktory Czechom kiedys zabral blisko 10 lat. Z gory uprzedzam, ze nie byly to zdania grzecznosciowe ani wypowiadane w pijanym widzie.
A wiec postep sie dokonuje i przyspiesza coraz wyrazniej. Kilka grup calkiem przyzwoicie radzi sobie z musztra i jesli sytuacja polowa tego wymaga sa w stanie wykonac wiecej niz 2-3 manewry.
Jesli zas chodzi o nabijanie na 12 tempow to rowniez wiekszosc ma to opanowane. Oczywiscie obraz moze byc nieco znieksztalcony przez fakt, ze zawsze w jakiejs grupie znajduje sie jeszcze swiezy zolnierz, ktory mimo, ze po szkoleniu, nadal w ferworze walki uklada nogi oraz korpus w pozycji dalekiej od idealu. Ciekawe, ze na cwiczeniach nie ma tego problemu. To zjawisko mija kiedy adrenalina pierwszych bitew powoli zostaje zastapiona przez spkojna, wywazona rutyne. I to chyba zwykla "zolnierska" rzecz....
Natomiast co do braku aktywnosci na polu badawczym, to nadal sa organizowane dlugodystansowe marsze pozwalajace sprawdzic nie tylko wlasna wytrzymalosc ale rowniez sposob noszenia wyposazenia.
Ponadto ( z nieco innej beczki) nigdy wczesniej sie nie zdarzalo aby grupy rekonstruktorskie zajmowaly sie odnajdywaniem i ponownym wydaniem ksiazek istotnych dla ludzi, ktorzy albo juz rekonstruuja albo rekonstrukcja chca sie zajac.
Fundacja P4PXW wywodzaca sie z GRH P4PXW wydala np cos co jest nieocenione dla grup odtwarzajacych wyglad po reformie z 1810. Jest to 100% reprint CALEGO regulaminu ubiorczego dla wszystkich formacji i osob funkcyjnych Armii XW. Piekne wydanie, stara czcionka, stary jezyk, znaki akcentowe a co najciekawsze ,podobnie jak w oryginale , zamieszczona teblice z rozrysowanym wygladem epoletow, haftow dla poszczegolnych specjalonosci, dokladnego wygladu galonow, galonkow, guzikow itp.
Kto chce odtwarzac "regulaminowy" wyglad po 1810 nie musi juz sie glowic i kombinowac. Tam jest wszystko napisane i rozrysowane.
Fundacja wydala rowniez dla pasjonatow szermierki ksiazke instruktarzowa dotyczaca walki na bagnety. Jest to co prawda reprint z 1827 dla wojsk Krolestwa Polskiego, bo dla armii XW nie udalo sie dotad znalezc, ale jednak jest to ciekawa pozycja.
Fundacja wydala takze doskonala ksiazke o Pulku Jazdy Legionowej i Pulku Lansjerow Nadwislanskich oraz niezwykle ciekawy album wszystkich obrazow Chelminskiego przedstawiajacych wojsko Xiestwa, zaopatrzony w obszerne przypisy.
GRH P2PXW wydala ostatnio bardzo przydatna ksiazeczke, przepisana z oryginalu, ktora dokladnie opisuje sposob zachowania oraz obowiazki i powinnosci sluzbowe szeregowych, kaprali, sierzantow i feldfebli.

Jak widac ostatnie dwa lata to prawdziwy "wysyp" owocow dzialalnosci poszczegolnych grup rekonstruktorskich.
Cztery czy piec lat temu o takim rozmachu nawet nie marzylismy.
Nie mozna wiec pisac, ze w rekonstrukcji nic sie nie dzieje, ze nikt nic nie robi i ze brak jest checi do rozwoju wiedzy i umiejetnosci.
 
     
Koroniarz 
bywalec
Lekkokonny



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 1608
Wysłany: 2009-06-03, 08:13   

Zenobi napisał/a:
Gdzie można kupić Nowy Przegląd Kawaleryjski?

Ostatni raz widziałem w empiku. Okładkę zobaczyć można w Aktualnościach. Parę zdjęć drogi królewskiej, które dostałem od Jacka Smury kładę niżej.
niepij napisał/a:
Nawet jeśli znajduje Pan na zdjęciach jakieś niedociągnięcia.

Niepiju, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że widzę Cię ponownie na forum i już ostrzę sobie zęby (bo głupio pisać o ostrzeniu klawiatury) na kolejne dyskusje. Osobiście niedociągnięć widzę mnóstwo. Ostatnio jedne ugięły mi nogi. Z drugiej strony ich świadomość dopinguje do działania. Po każdym wyjeździe pokazuję je w gronie kolegów i liczę, że się wszyscy z nich czegoś nauczymy.
Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
  
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 312
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2009-06-03, 12:01   

Na wstępie przepraszam za odejście od tematu, ale to na skutek nieokiełznanej chęci poględzenia ze Znajomymymi, z którymi nie ględzilem od lat. W razie czego proszę o przeniesienie offtopowych postów do odrębnego wątku.

Koroniarzu,
Dzięki za miłe powitanie. Znasz mnie. Postaram się Was trochę podrażnić, bo jeszcze pomyślicie, że moje Złośliwe Oko przysnęło.

Drogi Maro,
Jak najbardziej dostrzegam postęp. Wyraźnie podkreśliłem to, zwłaszcza w drugim poście :) Poszczególne grupy rozwijają swoje umiejętności i swoje postrzeganie samej definicji rekonstrukcji historycznej. Poszukują informacji. Gromadzą materiały by wreszcie poszyć sobie właściwe mundury, właściwe kolorem, krojem, sposobem uszycia... Ale to nie jest etap w którym można mowić o tworzeniu wiedzy naukowej. Póki co jest to gromadzenie wiedzy. Nie odpowiemy jeszcze na pytania, których wcześniej nie objasnił Gembarzewski, Bielecki, Kukiel, Pachoński. Bazujemy na pracy naukowców i narazie nie jesteśmy w stanie tej pracy w żaden sposób wzbogacić. Zauważ, że całość pracy badawczej nad regulaminem wykonuje za polskie grupy Czech Jakub Samek. Dopiero gdy wstąpiliśmy do CENSu polskie grupy przyjęły do wiadomości, że musztra była i że była określona ściśle. Przypominam nasze własne dyskusje o regulaminie zanim przyjęliśmy warunki CENSu... Czesi gromadzili wiedzę, latami ćwiczyli, dorozumieli się co właściwie napisano w tych regulaminach. Jakub przygotował nawet słowniczek porównawczy pojęć i komend pojawiających się w regulaminie francuskim w językach aliantów francuskich. Trudno tu mówić o naszej pracy nad regulaminem. Dla wielu grup dopiero miniony rok był rokiem zrozumienia i przyjęcia do wiadomości, że musztra była skodyfikowana jednoznacznie. (Przy okazji warto wspomnieć, że z rozmaitych względów CENS unika ognia trójszeregowego, a przecież, takiego wtedy używano, więc znowu nie jesteśmy w stanie ani sprawdzić pełni informacji ani opublikować doświadczeń).
W związku z tym nie spodziewajmy się, że już dziś którakolwiek z tych grup jest w stanie poszczycić się pełną znajomością regulaminów. Dla mnie jakimś sukcesem byłoby gdyby każdy polski piechur potrafił samodzielnie wykonać to nieszczęsne ładowanie, które nota bene wymaga solidnego przeszkolenia. Jak sam piszesz zawsze znajdzie się ktoś, kto nie umie albo szarpie nim adrenalina...
W związku z tym nie tworzymy naukowej informacji, bo nie sprawdzimy jak szybko w rzeczywistości strzeli pluton prawidłowo wyszkolonych żołnierzy, nie sprawdzimy też jaką powierzchnię zajmie podczas strzelania, bo niektórzy staną nieprawidłowo i efektem domina cała reszta też się przesunie. Jest jeszcze troszkę pracy.
To tylko ładowanie, a co z batolionami złamanymi, w linii,, w kolumnie, kontmarszem, ogniem postępującym, ustępującym, całą gamą odłamań rot, plutonów. Nie ćwicząc i nie znając tych niuansów nie możemy mówić o jakichś imponujących wynikach. Zauważ, że zachodzenia, marszu i obrotów można nauczyć nawet konia. Ludzie mają większe możliwości.

Piszesz z innej beczki...
Przepis ubiorczy jest dla wielu sporą pomocą nie przeczę, ale na forum Arsenału był znacznie wcześniej, z tego co widzę został przygotowany przez Marcina Ochmana w listopadzie 2006 roku. Warto dodać, że najistotniejsze fragmenty są w Gembarzewskim od okresu międzywojennego, a wypis jest też w "Polski Mudur Wojskowy" Wielecki, Żygulski jun. z końca lat osiemdziesiątych XX wieku. Oczywiście regulamin ten jest w Muzeum Wojska w Warszawie i jesli ktoś rekonstruując Polskie Wojsko pomyślal o wizycie w Muzeum Polskiego Wojska to miał okazję się i z nim zapoznać. W zasadzie więc trudno tu mówić o generowaniu wiedzy naukowej. Twój Pułk faktycznie pomógł tę wiedzę rozpowszechniać jednak w zakresie jaki można było bez trudu zdobyć już wcześniej choćby na rzeczonym Arsenale. Dlatego zaznaczyłem popularyzatorską wartość Arsenału, a nie Waszej Fundacji, choć nie odmawiam jej zasług. (Piszesz, że tam jest wszystko napisane... To może znaczyć że są tam wykroje, opis materiałów użytych na poszczególne części ubioru, a przecież obaj wiemy, że nie ma tam tych informacji. Nie ma wykrojów, nie ma informacji o rodzajach podszewek. Mało tego nie ma informacji o kolorach poszczególnych oddziałów. Kiedy szyliśmy nasze pierwsze mundury mieliśmy w rękach ten sam przepis, 10 lat temu i niewiele nam to pomogło niestety).
Pasjonaci szermierki są pewnie zadowoleni, ale rekonstruktorom niestety nie przyda się regulamin walki na bagnety. Chyba, że ma się powtórzyć ten nieszczęśliwy wypadek z Pułtuska, wynikający właśnie z nieudolnej walki na bagnety. Rekonstrukcja i tak jest dość niebezpiecznym zajęciem a ludzie którzy z trudem panują nad emocjami przy ładowaniu karabinu nie powinni chyba nawet myśleć o szermierce bagnetami. Nie mówiąc już o tym, że jest to regulamin Królestwa Polskiego, więc rekonstrukcji Księstwa Warszawskiego nie dotyczy.
Pozostałe książki też nie są wynikiem pracy badawczej Waszej Fundacji, a jedynie śwadczą o pracowitości autorów książek i Waszej jako Wydawców. Bo przecież Chełmiński jest znany i reprodukowany już od około stu lat w wielu książkach. Ciągle nie widzę dowodów pracy badawczej naszych grup a jedynie wielką chęć rozpowszechniania znanych już opracowań, co też ma bezsprzecznie wartość.
6kompania faktycznie wydała przydatną książeczkę, ale ani jej sama nie wyszukała, ani póki co, nie słyszałem o zastosowaniu zawartej tam wiedzy. Choćby formowanie ariergardy czy awangardy w mniejszych oddziałach byłoby ciekawe, jednak nie sądzę abyśmy się już o to pokusili. Przypomnę że była fragmentarycznie publikowana kilka lat temu na forum Arsenału i na stronie Kompanii Woltyżerów i od lat jest dostępna w Bibliotekach Narodowych, CBW i Muzeum Wojska. Trudno tu mówić o generowaniu wiedzy, ale owszem jest to wiedzy propagowanie.

Wspomniane marsze będą miały walor badawczy dopiero gdy wykona się je we właściwym mundurze, według regulaminów, na właściwych dystansach. Przejście w przebraniu 20 kilometrów jest tylko koleżeńską wycieczką, nie ukrywam, że bardzo przyjemną, bo kilka razy uczestniczyłem w tych marszach. Jednak upieranie się, że wspieramy w ten sposób historyków byłoby chyba nadmiernym samozachwytem. Norma dzienna to około 30 kilometrów przez trzy dni, potem dzień przerwy. Często po trzydziestu kilometrach dochodzi do bitwy albo trzeba założyć obóz, więc dopiero wtedy, gdy tak będzie wyglądał marsz, wtedy wypadnie uznać, że sprawdziliśmy jak to było naprawdę. Wcześniej nie warto specjalnie zawracać naukowcom głowy, bo i oni mogą się przejść :)

Wysyp owoców, który opisujesz faktycznie zaistniał, ale jak wiesz... każdy lubi inne jabłka. Jedni wcześniejsze inni późniejsze, które póki co jeszcze są za kwaśnie :) ja czekam na te późniejsze.
Nie pisałem że nikt nic nie robi i nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie pisałem że są grupy, które się rozwijają, skoro zapewniasz, że Wasza też, to wypada mi się zgodzić, ale jak sam napisałeś ja nie bywam często na imprezach, więc trudno mi rzetelnie coś powiedzieć. Znam Ciebie i Piotrka, wiem, że jesteście fascynatami i ekspertami w wielu tematach rekonstrukcyjnych, to mogę potwierdzić :)

Ja mam duże wymagania wobec rekonstrukcji, właśnie dlatego, że od lat marzę o tym rozmachu, o którym, jak piszesz wtedy jeszcze nie marzyłeś. Więc połowiczne sukcesy mnie cieszą tylko troszkę :) - "prawie" czyni różnicę.

Pozdrawiam
Nipi
 
     
Koroniarz 
bywalec
Lekkokonny



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 1608
Wysłany: 2009-06-10, 12:45   

Ponieważ dyskusja o Somosierze straciła rozpęd, powrócę do sprawy płaszcza szwoleżerów. Przypomnę:
Koroniarz napisał/a:
"Co do faktów, to ustalenia z natury rzeczy są niepełne. Wiemy jaki był mundur regulaminowy. Wiemy, że szwadron służbowy zawsze był w mundurach wielkich. Pozostałe na ogół w mundurach małych. Ten obraz komplikują jednak pamiętniki i pamiątki pozostałe po uczestnikach szarży: (...) pokrowce na czapkach, które szwadron służbowy powinien był zdjąć, a czego ze względu na pogodę nie uczynił, czy toedwenowski płaszcz, , "który zwykle zawieszaliśmy na sobie w kształcie chustki złożonej na krzyż na piersiach i związanej w tyle" (choć regulaminowo powinien być troczony przy przednim łęku siodła, pod czaprakiem).

W innych pamiętnikach pojawia się sformułowanie "zgodnie ze zwyczajem". Przez pewien czas zastanawiałem się czy chodzi o obyczaj polski, czy kawaleryjski z tego okresu. Prawdopodobną odpowiedź znalazłem u de Bracka, w tłumaczeniu Mierzby, wydanym w Lipsku w 1864 r., który pisze, że "Zwijanie płaszczów i przewieszanie ich przez siebie ma w boju trzy zalety: po pierwsze, odkrywszy olstry; po drugie, możemy lewą rękę więcej naprzód wysunąć, co ułatwia prowadzenie konia; po trzecie tak zwinięty płaszcz chroni nas od kuli i cięcia. Trzeba jednak, by żołnierz na dwie rzeczy uważał: naprzód, by tak zwinął i przewiesił płaszcz przez siebie, żeby w ruchach nie zawadzał; po wtóre, żeby w szarży nie dał się za płaszcz chwycić, bo nieprzyjaciel mógłby go wtedy łatwo z konia ściągnąć i wziąść do niewoli." Wartość tego cytatu wzrasta, jeśli umieścimy go w kontekście: de Brack był oficerem huzarów ze szkoły gen. Lasalle. Podobnie i szwoleżerowie, którzy pierwsze nauki służby w polu również odeń pobierali. Jak pisał Załuski: „jeżeli więc nauczyliśmy się karności, porządku, manewrów, owo zgoła służby od starej gwardii konnej, wykształciliśmy się wojennie między najdzielniejszą jazdą lekką i pod najpierwszym jenerałem tej broni przez całe pięć miesięcy”. Być może zagadka została więc rozwiązana.
Pozdrawiam!
:ulan:
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpbb3 Assistant forum phpbb