PS. Kolego Harry - nie wiem czy się znamy, ale uwierz mi że mam jako takie (chociaż wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną) pojęcie o jeździe konnej - świadczą o tym, mam nadzieję moje wyniki na zawodach kawaleryjskich. A to że nie było mnie w Detling czy gdzie tam jeszcze to nie znaczy, że konia widziałem tylko w cyrku (swoją drogą dziwne rozumowanie). Aha, nazywam się Krzysztof Mijakowski (o czym niektórzy na tym forum zapewne wiedzą)...
Raczej się nie znamy, ale to do nadrobienia. Jestem Przemysław Pawłowski i podejrzewam że w kwestii pojęcia o jeżdzie mógłbym się od Ciebie dużo nauczyć. Nigdy nie zapomniałem że jesteśmy w tym samym obozie, ale będę stał po stronie Karola, z racji że sam tak jeżdżę. Być może, obie strony mogłyby się czasami lepiej zachować. Przepraszam za formę moich niektórych wypowiedzi.
Pozdrawiam
Ok, mam nadzieję, że przy jakimś kieliszku się spotkamy i pogadamy na temat. Jak już wspominałem wcześniej nie mam nic przeciwko takiemu czy innemu dosiadowi (niech każdy jeździ jak chce)., irytują mnie tylko pewne rzeczy o których pisałem wcześniej.
Pozdrawiam
KM
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 178 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-25, 23:16
Czołem
Z całej tej szamotaniny wniosek taki, że dosiad historyczny
wcale nie jest taki historyczny jak nam się wcześniej zdawało.
Ja osobiście zanim stałem się "nieomylny" zachodziłem w głowę
czy aby nie popełniam błędu porzucając dosiad nabyty
jeszcze w XX wieku, całkiem nowy i niezużyty (patrz załączone zdjęcie).
Żarty na bok, wygląda na to, że doszliśmy do końca szkoły jazdy,
szperanie w archiwach XX wieku miało na celu wykazanie tego,
że nie ma się czego wstydzić podążając śladem Marszałka i Jemu współczesnych.
Ponieważ ja uczyłem się w odwrotnej kolejności, czego w sumie żałuję,
tą drogą nabywając "nieomylność", czego nie żałuję, uważam,
że to dosiad historyczny jest podstawą do bezpiecznego jeżdżenia,
do dalszego zawężania w kierunku skoków czy ujeżdżenia a nie na odwrót.
Efekt będzie zależał od waszych chęci i pracy a nie od krasomówczych wyczynów
i zaangażowania ideowego.
Pozdrawiam
KT
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 178 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-26, 22:00
Czołem
http://polskalokalna.pl/g...duze,1111391,10
Tekst o nieomylności był oczywiście
sarkastycznym żartem, jakby ktoś tego nie zauważył.
Co do szkoły jazdy jako tematu, to naprawdę sporo się nauczyłem
przy okazji tej mało uporządkowanej dyskusji.
Moje wnioski mogą nie podobać się koleżankom i kolegom
ale nie lansuję samego siebie a przekazują doświadczenia
nabyte w przed i czasie jej trwania. Stąd moja twarda postawa wobec oponentów.
Podsumowując, kilka razy pojawiał się wątek siodła w powiązaniu ze sposobem jazdy.
Podałem wcześniej przepis jakie powinno być siodło i już sugestia wymiany
siodła może być zarzewiem konfliktu choćby ze względu na jego koszt gdyż sprzedaży siodła
z reguły towarzyszy strata finansowa, presja środowiska też ma swoje znaczenie.
Gdy zaczynałem jeździć w Zaborowie nie miałem swojego siodła, w stajni było stare zdezelowane siodło żołnierskie wz.36,
czasami z braku innego musiałem na nim jeździć i naprawdę głupio mi było dyskutować z tymi którzy nim gardzili i dziwili się, że wolę taki rupieć ( wysiedziany zatem wygodny) od sportowego nowoczesnego.
Gdzieś po drodze wymieniłam siodła na których jeździłem, by w końcu trafić, zupełnie przypadkiem na Whitemana
(kuzyna terlicy ze zdjęcia) które subiektywnie, choć nie od razu uznałem za najlepsze siodło na świecie ( któreś w końcu musi być najlepsze) .
Nasza dyskusja, nawet jeśli chaotyczna, w moim przekonaniu zwróciła nam sporą część naszej historii.
Z mgły i mitów wyrwaliśmy obraz jeszcze niekompletny ale niezbędny przy odbudowie przyszłej pozycji naszego jeździectwa.
Mamy jeszcze wiele pracy przed sobą, tj mają ją Ci, którzy nie zadowalają się tym co już osiągnęli,
dla mnie każda jazda jest nową książką, nowym wezwaniem , niby jest tak jak poprzednio ale jednak inaczej.
Każdy z Was poczuje kiedyś, że instruktor już nie jest w stanie nic nowego Wam przekazać, zostaniecie sami z sobą, i jeśli instruktor nie dostrzeże tego momentu , tego, że uczeń dorósł do wolności to jest złym instruktorem.
Ja miałem szczęście, mogłem zgubić się pomiędzy drzewami Starej Miłosnej i szukać własnej równowagi na koniu.
W tej dyskusji nie ma zwycięzców i przegranych, spójrzcie na początkowe posty i te ostatnie, jak zmienił się ich temat, jeszcze 10 lat temu siodło żołnierskie było zdezelowany gratem dziś odzyskało dzięki naszej postawie szacunek i uznanie, wierzę, że dosiad historyczny zostanie uznany za nasz własny, za podstawę wyszkolenia każdego jeźdźca, z korzyścią dla nas wszystkich.
Pozdrawiam
Karol Tomczyk
To tak a propos galopu do tyłu. Pamiętam, że przed laty widziałem jego film - chyba "Mazeppa", w którym bohater w skutek jakiegoś zakładu, miał galopować przez 1/2 godz. przez 20m plac w jedną stroną (praktycznie więc galopował w miejscu), a przez drugie 1/2 h. wracał bez odwracania konia, galopując do tyłu. Chodziło oczywiście o kobietę, chyba że mnie pamięć myli.
Nie muszę dodawać w jakim dosiadzie siedzi Bartabas.
pozdrawiam,
Damian
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 178 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-28, 23:04
Czołem,
Zarzewiem niepotrzebnych konfliktów jest szufladkowanie sposobu jeżdżenia wg uogólniając ubioru.
Zielona kawaleria ma jeździć tylko tak nie inaczej, ujeżdżenie, kowboje i cała reszta, każdy po swojemu.
Porównania jakich do tej pory szukałem były niezbędne by wykazać, że to po swojemu musi mieć wspólną podstawę.
Jazda konna jest sposobem podróżowania, przemieszczania ludzkiego ciała w przestrzeni, dla którego gdy "leci" 2m nad ziemią z prędkością 10,15,20, 30 km/h nie ubiór jest najważniejszy a zachowanie zasad mechaniki ruchu dwu żywych organizmów.
O siłach działających na jeźdźca w czasie ruchu pisałem już wcześniej, załączyłem także rysunki w idei podobne do poniższego zdjęcia.
Pisząc te słowa świadomie podważam zasady przyjęte np. dla ujeżdżenia, gdzie by zaprezentować dobry ruch konia nie patrzy się na brzydki ruch człowieka . 3 lata jeździłem w siodle ujeżdżeniowym, oglądałem zawody i często nie nie mogłem pogodzić się z przegraną jeźdźca jadącego w stylu zbliżonym do hiszpańskiej szkoły jazdy z kimś, kto w drgawkach był wieziony na grzbiecie konia z dobrymi papierami.
Na załączonym jakiś czas temu filmiku kowboj zamienia się koniem z ujeżdżenieowcem, wg. mnie pod kowbojem ujeżdżeniowy koń idzie zdecydowanie lepiej , płynniej, w kłusie wyciągniętym ZAGARNIA WIĘCEJ TERENU NIŻ POD UJEŻDŻENIOWCEM, czyli nie ubranie czyni jeźdźca.
Pozdrawiam
K
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 178 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-29, 19:21
Czołem,
Piękna piosenka, i ciekawy film,
ganiają cały czas galopem
ale żaden nie jedzie pół siadem !!!
Na początku ruszają kłusem identycznie jak Anglicy
na http://www.britishpathe.com/record.php?id=9483.
Jeżdżą jak na amerykańskich czarno-białych filmach.
A z 9 krzyży, tylko jeden jest prawosławny, to mówi samo za siebie.
Krzeszunowicz w swojej książce o wojnie polsko-bolszewickiej,
opisywał scenę gdzieś z zachodniej Ukrainy, jak konia siłą odciągali od grobu
w którym pochowali żołnierza z którym się wychował od źrebaka.
Pozdrawiam
K
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 178 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-29, 20:10
Czołem
Senat, dzięki za link na ciekawą muzykę!, a to jedna z moich ulubionych.
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Byłem 30.X. na koncercie huru Aleksandrowa,
jak zaśpiewali Czerwone maki na Monte Casino
cała sala wstała.
Pozdrawiam
K
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum