Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 1572
Wysłany: 2007-01-17, 09:28
Przypomniał mi się dość rubaszny wierszyk o szyszce, ale ze względów, o których wyżej przytaczać go nie będę. Skoro omówiliśmy kolejną część ciała, to przejdę do zębów. Kiedyś w komiksie widziałem ilustrowaną historię szczoteczki do zębów: od kija z końcem rozgniecionym na pędzel po szczotkę w kształcie przypominającym dzisiejszy, wynaleziona ileś tam tysięcy lat temu w Chinach. Może niekoniecznie mam ochotę pogrążać się w dosłowności, ale wiedzieć warto, więc zacytuję, co znalazłem:
Najstarsza znana szczoteczka do zębów powstała tysiące lat temu. Tę znaną pod nazwą "patyczka do żucia", szczoteczkę wykonywano, żując lub rozgniatając małe gałązki lub korzenie roślin tak długo, aż włókna na jednym z końców były na tyle luźne, że przypominały twardą szczotkę. Mogło to nieco przypominać efekty żucia wykałaczek. Niektórzy rdzenni mieszkańcy Australii czy Afryki, żyjący według starych zasad, nadal czyszczą zęby "patyczkami do żucia".
Także starożytni mieszkańcy Chin oraz Rzymianie i Grecy byli ponoć zagorzałymi entuzjastami higieny jamy ustnej.
Pięć tysięcy lat temu, Chińczycy uważali, że przyczyną próchnicy zębów były białe robaki z czarnymi główkami, które można było zobaczyć po wyrwaniu zęba. W tamtych czasach, przeciw bólom zębów stosowano środki przeczyszczające, płukanki, masaże i tabletki. Te ostatnie, wykonane z utartego czosnku i saletry potasowej, wkładano do ucha przeciwległego do bolącej części twarzy.
Również Rzymianie mieli swoje preferencje w kwestii higieny jamy ustnej. Pliniusz Młodszy (61-113 A.D.) ogłosił nawet, że używanie pióra sępa jako wykałaczki może powodować nieprzyjemny oddech, podczas gdy stosowanie igły jeżozwierza było już akceptowane, gdyż "wzmacniało zęby".
Grecy, z kolei, byli o wiele bardziej nowocześni. W trzecim wieku p.n.e. Arystoteles doradził Aleksandrowi Wielkiemu, by ten codziennie rano nacierał swoje zęby "cienką, nieco szorstką lnianą ściereczką". Stosowanie lnu do czyszczenia zębów zostało udokumentowane w 1602, kiedy to William Vaughan napisał w swoim dziele Piętnaście Przykazań dla Zdrowia, że chcąc zachować "białe i nieskażone zęby powinno się płukać usta po każdym posiłku, spać z nieco uchylonymi ustami oraz każdego ranka dobrze natrzeć zęby lnianym płótnem wewnątrz i na zewnątrz".
W XV-wiecznej Europie, dłubanie w zębach było powszechnie akceptowane do czasu, kiedy filozofowie zaczęli przestrzegać przed tak nieestetycznym zachowaniem. Dla przykładu, Rhodes pisał: "Nie dłub w zębach swoim nożem, za to weź patyczek lub inną rzecz czystą, a nikogo nie urazisz".
Tak naprawdę pierwszą nowoczesną szczoteczkę podarowali światu Anglicy w roku 1780. Jej rączka wykonana była z kości, a włókna mocowane były za pomocą drutu w wywierconych przez środek otworach.
W Wikipedii obok podobnego hasła jest i zdjęcie:
.
Wikipedia: Szczoteczka do zębów napisał/a:
Od wieków ludzie używali różnych metod w celu utrzymywania higieny jamy ustnej. Jest to potwierdzone poprzez liczne wykopaliska archeologiczne, w których znaleziono takie narzędzia jak: gałązki drzew, wykałaczki, nici lniane, pióra ptasie, ości rybie, itd. (...) W krajach arabskich używano narzędzia o nazwie miswak lub siwak wykonanego z gałązek lub korzeni roślin wykazujących własności bakteriobójcze. Popularnym było również pocieranie zębów kredą lub sodą oczyszczoną.
Najprawdopodobniej pierwszą szczoteczkę do zębów produkowaną masowo stworzył w 1780 roku William Addis z Anglii.
Pierwszy patent na szczoteczkę do zębów przyznano w roku 1850 H. N. Wadsworth'owi z USA, ale produkcja masowa została rozpoczęta dopiero w 1885. Konstrukcja produkowanej szczoteczki była dość skomplikowana: rączka wykonana była z kości w której wywiercono dużą liczbę otworków, w których z kolei umieszczono sierść niedzwiedzia. (Nie było to jednak najlepsze rozwiązanie, ponieważ sierść zawierała bakterie, nie schła zbyt dobrze, a pojedyncze włosy często wypadały).
To z kolei przypomina, że dość długo używano proszku do mycia zębów.
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 185 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-01-22, 09:33
Hm, a czego ci Chińczycy nie wynaleźli...?
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 1572
Wysłany: 2009-05-15, 08:29
Czytam od pewnego czasu "Avant-postes de cavalerie légère" znanego niegdyś oficera napoleońskich huzarów Antoine Fortuné de Brack, który całe rozdziały poświęca sprawom codziennym. Codziennym dla żołnierza lekkiej kawalerii w trakcie kampanii, choć żyjąc w czasach pokoju nie wiem czy można to zakwalifikować jako "Zwyczajne życie". Rozdział "De la Pipe" ("O fajce") rozpoczyna słowami: "Il faut tâcher de donner le goût de la pipe au cavalier léger.", czyli, że każdy kawalerzysta winien palić fajkę. Na pytanie dlaczego, odpowiada, że fajka kawalerzystę ożywia. Pozwala mu nie odrywając się od swoich obowiązków, na zabicie nudy, zapewnienie rozrywki, przemyślenie niezbędnych napraw ekwipunku, zajęcie się koniem własnym i towarzysza broni, który w tym czasie przynieść mu może wodę. Fajka powstrzymuje przed zaśnięciem na posterunku, straży i na wedecie. Ogrzewa w najzimniejszą godzinę, pozwala na uporanie się z pragnieniem i głodem. Zapewnia źródło ognia do rozpalenia ogniska na biwaku (w sumie myślałem, że raczej odwrotnie ). Jednym słowem same zalety (chroni również przed kradzieżą furażu!). Wywód swój kończy więc nieprzypadkowo słowami: "Quoi qu'en dise Aristote et sa docte cabale, fumez et faites fumer vos chasseurs.", co tłumacząc swobodnie znaczy tyle, co: "Czego by Arystoteles w swej kabale nie pisał, pal sam i spraw by palili inni." Jakżeż to inne do czasów współczesnych i obecnego prześladowania palaczy. Zaczynam się zastanawiać, co czynić jako osoba niepaląca, która stara się ukazać lepiej tamte czasy.
Pozdrawiam!
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
...imć Mości Koroniarzu.
Nosić w zębach fajkę jak ja i umieć wytłumaczyć, gdzie zaczyna się "...palący problem..." z jakim borykamy się dziś. Tytoń naturalny, suszony bez obróbki chemicznej był czyms innym niż współczesny [ pytanie może nie typu "...ile jest cukru w cukrze..." ale jeśli był "...dla mocy..." doprawiany - nawet - to suszonymi liśćmi np. bielunia dziedzierzawa (lub dziędzierzawego - są dopuszczalne obie pisownie) który ma działanie rozszerzające oskrzela - wchodził w skład mieszanek przeciwastmatycznych praktycznie do końca XX wieku, lub temu podobnych ziół, dzisiejsza mieszanka "...wanilia z cynamonem..." - widziałam napis na opakowaniu - przypuszczalnie ani wanilii ani rzeczonego cynamonu nie ogladadała]. Podobnie jest przeciez z herbatą "...naturalną o smaku śmietankowym..." lub "...toffi..." .
Zapomniał nasz Autor o jeszcze jednej rzeczy - fajka i to drewniana a nie gliniana jak chce tradycja, służyła za najprostszy środek może nie tyle znieczulający [o czymś co chirurdzy używali właśnie do fajek dla rannych żołnierzy szczególnie przed amputacjami, choć cytują to i "Pharmacopea extemporanea" Berlin 1809 i Hufeland mało nasz Gudeit w "Przepisach lekarstw dla woysk Księstwa Warszawskiego" z racji publicznego forum pisać mi nie wolno] co odwracający uwagę. To rzeczywiście był sprawdzian stanu świadomości operowanego - jeśli mdlał no to różnie bywało... . Ale można było na tym drewnie zacisnąć zęby - był to często korzeń jałowca i metalowy ustnik. Owe "...bursztyny z Carogrodu..." i inne "...stambułki..." służyły bardziej do parady i w domu lub na kwaterze.
Zachwycające jest w tym temacie muzeum tabakologiczne Niemeyer'a w Holandii oczywiście, gdzie mamy i "...morską piankę..." i fajki z różnych rodzajów korzeni i właśnie takie [jedna autentycznie z ambulansu co prawda lata 30 - te XIX wieku - oblężenie Antwerpii] z metalem, bardzo twarde.
Ta moja mała jest repliką zachowanej na Val - de - Grace.
Ale...no właśnie kulturowe "...ale...". Dziś i na tym przedmiocie ciąży odium. A ja myślę...właśnie w duchu "...zwyczajnego życia...", mało staram sobie wyobrazić taka scenę, kiedy jakiś "...chirurgien en chef..." rozpala fajeczkę i wkłada w zęby rannemu...
Jednak duch Prof. Sławińskiej unosi sie gdzieś nad moim życiem "...w rekonstrukcji..."
Pozdrowienia.
Wiek: 47 Dołączył: 02 Lut 2007 Posty: 172 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-05-15, 22:54
To ze kazdy kawalerzysta winien palic fajke to ciekawa sprawa. Ale cos w tym jest chociaz jednych ona "ozywia" a innych uspokaja, pozwala im sie wyciszyc i poswiecic rozmyslaniom. jako czlek na co dzien palacy fajke (w domu) potwierdzam raczej jej wplyw na wyciszenie i pomoc w rozmyslaniach. A rzeczywiscie jak juz mysli zaczynaja krazyc to wiele spraw nie zrobionych, nie zalatwionych zaraz sie przypomina. Z przyczym czysto technicznych fajka wymaga kontrolowanego "pykania" w celu stalego utrzymania minimalnego zaru w palenisku, przez co palenie fajki malo sprzyja rozmowie lecz wlasnie nastraja do "wnijscia w siebie" Rowniez w pewnym sensie odpedza sen bo czlek jednak wykonuje jakas czynnosc, ktora w pewnym stopniu chocby automatycznie go zaprzata.
Tyton jesli nie do konca wypalony a wyrzucony/wydlubany z paleniska ma w sobie duzo zaru i temperatury przeto o niebo latwiej nim rozpoczac ognisko nizli hubka i krzesiwkiem.
Co zas do jakosci "tytoniow" wszelakich, co slusznie zauwaza medyk/ Pani Doktor, zapewne naonczas jak i dzisiaj byla rozna. Dzisiaj mozna kupic tanie aromatyzowane tytonie wszelakich smakow i aromatow, ktore z pewnoscia w duzej mierze aromatyzowane sa chemicznie. Ale mozna takze nabyc kosztowniejsze odmiany wykonywane wedlug scislych receptur sprzed wielu, wielu lat. Niegdyc tak popularny tyton holenderskiej firmy A.....a nadal swoj topowy czerwony "model" wykonuje wedlug przepisu z lat 40-tych XIX wieku. Zaluje ze nie mozna aktualnie nabyc modelu zielonego ktory byl wytwarzany wedlug receptury z 1768 roku.
Natomiast nadal sa w sprzedazy tytonie preparowane scisle naturalnie i nie sa one wcale rzadkoscia a wrecz sa w przewadze. Wtajemniczeni zapewne wiedza, ale nie wtajemniczonych spiesze uwiadomic, ze te "inne" tytonie sa daleko smaczniejsze i piekniej pachnace niz wspomniana i popularna firma na A.
Inna sprawa, ze taka fajka dla kawalerzysty to rowniez rzecz fasonu. Tak jak wasy i faworyty. Potraficie sobie wyobrazic szwolezera czy huzara lub hulana (historycznego) bez takiego zarostu? Wygladalby niemodnie i wrecz smiesznie wsrod kolegow wasaczy.
Toz samo w piechocie grenadyer czy woltyzer.
W Gembarzewskim zachowal sie rozkaz dowodcy jednego z litewskich pulkow jazdy, ktory scisle okresla jaki Hulani maja miec zarost i nawet czy przyciemniany czernidlem czy nie.
I ta fajka i zarost i czapka na bakier....ot moda, fantazja, fason... I tyle.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum