Plan uroczystości 2012
25 lutego 2012
- 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców
- 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy
-...
Super akcja szkoda że tak niedziałają na serjo jak podesłałem kiedyś namiar na niemiecki bombowiec to tak działali że wylądował na złomie i tyle natemat ich działań. Był to wrak He 277 a znaleziony...
Dziś święto niepodległości. Warto przy tej okazji przypomnieć ostatnie dni pierwszej Rzeczypospolitej, która zniknąć miała z map Europy na lat sto dwadzieścia i trzy. Okazję po temu daje mi lektura, którą znalazłem w małym antykwariacie na jednym z warszawskich bazarów: "Dawna Polska w opisach podróżników" pióra Mieczysława Smolarskiego. Wydana w roku 1936 przez Książnicę ATLAS Lwów-Warszawa jest sama w sobie pamiątką czasu minionego. Tym bardziej cenną, że jest głosem II Rzeczypospolitej. W rozdziale XIII jest to omówienie wspomnień dwu francuskich podróżników. Oddajmy jednak głoś autorowi.
"W roku 1792 z Rosji, drogą ze Smoleńska jechało do Polski jeszcze dwóch turystów.
Byli to dwaj emigranci, arystokraci francuscy, hrabia de Piles i kawaler de Boisgelin, którzy dwa lata temu opuścili ojczyznę, uciekając przed płomieniem rewolucji. Uczynili to w czasie, gdy mogli swobodnie zabrać z sobą część dostatku, i od tej pory jeździli po świecie, chcąc zapomnieć o własnym kraju, z którego coraz posępniejsze dochodziły ich wieści.
Przebyli Niemcy, Danję, Szwecję, Rosję. Zwiedzali z namiętnością, choć powierzchownie, wszystko, co wydało się im uwagi godnem. Zapytywali się o liczbę ludności w miastach, przepisywali inwentarze zbiorów, prosili w obserwatorjach o spostrzeżenia meteorologiczne, bywali na dworach książąt, oglądali nowe pałace i spoglądali nieco zgóry na stare zabytki, dowiadywali się o przeszłości przebywanych krajów i przypatrywali się obyczajom.
Uwagi ich były często cierpkie, krytyczne, wypowiadane z wielką pewnością siebie, sądy niekiedy trafne, nieraz zupełnie fałszywe. Nie mieli pogody w duszy, choć oddawali się nauce i podróżom z takim pozornym spokojem, jakby nie obchodziło ich nic więcej. Owocem ich wędrówki stała się książka p. t. „Voyage en Allemagne, Danemark, Suede, Russie et Pologne, fait en 1790—1792". Wyszła w Paryżu w roku 1796, gdy z ulic spłynęła krew i nie było już króla, królowej, Dantona ani Robespierre'a. Napisał ją hrabia Fortia de Piles, wypełniając wspomnieniami ze wspólnej podróży pięć niewielkich tomów. Część ostatniego z nich poświęcona była przejazdowi przez ziemie Rzeczypospolitej.
Dzięki uprzejmości p. Anny Oszczepalskiej, Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Daleszyckiej, otrzymaliśmy artykuł o zapomnianej już postaci Józefa Sas-Obertyńskiego. Jedyny znany Towarzystwu ślad zawiera się w publikacji z połowy XIX wieku. Członkowie Towarzystwa będą czytelnikom strony Arsenału zobowiązani za wszelką dalszą informację w tej mierze. Wszelkie wzmianki proszę kierować na adres mailowy stowarzyszenia, tudzież na forum Arsenału w wątku "Józef Sas-Obertyński".
„Gazeta Lwowska „ z 1852 roku [1]informowała o śmierci i pogrzebie Józefa Sas Obertyńskiego: Dnia 11 lutego w Daleszycach, powiecie kieleckim, odprowadzono na miejsce wiecznego spoczynku zwłoki najstarszego wiekiem z żyjących dotąd b. wojskowych polskich w Królestwie, Józefa Sas Obertyńskiego b. pułkownika b. wojsk polskich. Urodzony w 177... r. na Podolu, w familijnym majątku Obertyn, utraciwszy ojca w czasie konfederacji Barskiej, na opiece brygadyera Gierlicza zostający, w 19 roku życia wszedł w służbę wojskową (…) Brał czynny udział w bitwach pod Połonnem, Zieleńcami, Dubienką i Warszawą. Emigrował do Stambułu, Bukaresztu i Francji, gdzie służył tworzącym się Dyrektoriacie.
(Tekst ten stanowi wersję drugą poprawioną i uzupełnioną.)
Po przegranej 1792 roku, w powszechnej świadomości zaczął przeważać pogląd o możliwości zbicia Moskali.
Dalsze wypadki oraz ewidentna zdrada dotychczasowego sojusznika pruskiego, wzbudziły chęć przeprowadzenia zmian.
Możliwość taką dawało jedynie powszechne zbrojne wystąpienie.
Na początku maja 1793 roku w Warszawie, na jednym ze spotkań towarzyskich u Ignacego Działyńskiego, szefa 10 Regimentu Pieszego, poruszono kwestię uchwał sejmu grodzieńskiego. Zgodzono się z tym iż jego uchwały przynoszą jedynie szkodę krajowi. Aby zaradzić złu zaprzysiężono spisek mający na celu zbrojne wystąpienie przeciw rosyjskim niegodziwościom. W skład komitetu założycielskiego weszli: Ignacy Działyński, Franciszek Aloe - Włoch z pochodzenia będący sekretarzem Ignacego Potockiego, Jan Czyż - mjr Kawalerii Narodowej i Józef Pawlikowski - syn kowala z Rozprzy, znany ówczesny publicysta.
Niebawem, dołączyli kolejni spiskowcy między innymi jeszcze w maju przyłączyli się podkomorzy nurski Jan Zieliński i jego krewny Aleksander Zieliński. Ten ostatni był swoistym kurierem pomiędzy brygadierem Antonim Madalińskim a warszawskim sprzysiężeniem. Aleksander konsultował z brygadierem drezdeńską instrukcję Kościuszki, ostatecznie przekonując mającego jeszcze wątpliwości Madalińskiego do podjęcia natychmiastowego działania.
Tymczasem w stolicy zaczęto aresztować spiskowców. Działyńskiego zaaresztowano na Wołyniu w trakcie omawiania szczegółów powstania na tych terenach. Madaliński zagrożony redukcją swej jednostki jak i możliwością aresztowania podnosi sztandar insurekcji.
W literaturze dotyczącej schyłku Rzeczpospolitej brak mi analizy ilościowej materiału artyleryjskiego jaki miała do dyspozycji nasza armia. Opisano już prawie wszystko tylko nie działa. A to one były ostrzem królowej wojny. Na początku postaram się policzyć iloma i jakimi działami spiżowymi dysponowało nasze wojsko. W przypadku braku jednoznacznych danych, wszelkie założenia dotyczące produkcji ludwisarni będę formułował tak, by pomniejszać jej produkcję. Robiąc te zestawienie liczę na poprawki czytelników i ich uzupełnienia. Jako amator pasjonata nie dysponuję fizycznymi możliwościami dotarcia do dokumentów źródłowych (zwykła proza życia), choć wiem gdzie się one mogą znajdować. Tym samym liczę na wspólne wymazanie, tej białej plamy z chlubnej historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Tekst ten stanowi wersję drugą poprawioną i uzupełnioną.
Stanisław August i jego Rzeczpospolita. Dramat państwa, odrodzenie narodu
12 października 2010 - 8 grudnia 2011
Naprawa sianu politycznego mojej Ojczyzny oraz rozwój geniuszu mojego narodu są głównymi celami mojej ambicji - pisał Stanisław August w 1755 r.
Król, który przez cale życie dążył do odrodzenia państwa polskiego, zmarł 12 lutego 1798 r. w Petersburgu, gdy państwo to przestało istnieć. Była to tragedia Stanisława Augusta, ale także tragedia całego narodu.
Czy echa tamtych wydarzeń mają znaczenie dla dzisiejszego pokolenia Polaków? Czy ostre spory o Stanisława Augusta, toczone w okresie międzywojennym i zakończone odmową pochowania króla w najważniejszym narodowym sanktuarium, a odnowione w latach osiemdziesiątych XX w, byłyby dziś jeszcze możliwe? Czy też ostatni król Rzeczypospolitej zastygł w przypisanym mu, stereotypowym i uproszczonym wizerunku, który najcelniej zdefiniował wielki badacz tego okresu, Emanuel Rostworowski: „Stanisław August został zaklęty w marionetkę narodowej szopki, czy to jako nikczemny zdrajca, czy to jako przemądry »polityk realny«, czy to jako uróżowany król Staś. Trzeba go odczarować. I nie tylko jego. Trzeba pokazać we właściwym kształcie poczynania ludzi XVIII wieku, których postacie zostały wielokrotnie powleczone gęstym pokostem interpretacji romantycznych, pozytywistycznych i nacjonalistycznych oraz ubarwione tanim beletryzmem"?
Tak właśnie - jako próbę owego „odczarowania" - można określić cel wykładów, których cykl inicjuje Zamek Królewski w Warszawie. Zapraszając do udziału w nich wybitnych znawców epoki z Polski i z zagranicy, chcemy zachęcić publiczność do poznania lego oblicza monarchy, które dobrze zna już nauka, ale które z dużymi oporami dociera do świadomości społeczeństwa, przegrywając zarówno z zakorzenionymi od dwu wieków uprzedzeniami, jak i w konkurencji z Internetem, przodującym dziś w rozpowszechnianiu anachronicznych opinii na temat Stanisława Augusta.
Autorzy wykładów poprzez rozważania o tytułowym bohaterze będą mówić o kwestiach, które stawiano wówczas w centrum politycznego dyskursu, ale aktualnych po dzień dzisiejszy: o powinnościach człowieka wobec narodu i państwa. Bowiem spór o Stanisława Augusta to także, a może przede wszystkim, spór o definicję patriotyzmu. Koncentrując się na tematach politycznych, organizatorzy starali się nic zaniedbać także ważnych dla epoki stanisławowskiej zagadnień sztuki, kultury, obyczaju dnia codziennego, jednym słowem tego, co stanowiło treść i decorum ówczesnego życia. Mamy nadzieję, że powstanie w len sposób obraz, żywy, inspirujący do głębszego poznania historycznego dziedzictwa I Rzeczypospolitej.
Współczesna technologia pozwala na samodzielne uzupełnianie braków, które odczuwamy oglądając telewizję i tworzenie materiałów i filmowych opracowań, których tam zdecydowanie brakuje. Przykładem sięgnięcia po taki zapomniany temat jest opracowany przez Adama Zwoińskiego materiał o wojnie polsko - rosyjskiej z roku 1792, zwanej również wojną o konstytucję. Zachęcamy do obejrzenia i do uwag na naszym forum, w wątkach temu poświęconych: FILM oraz Wojna w obronie konstytucji 3-ego maja. Warto również zestawić ten film z innymi pozycjami na naszej stronie:
W najbliższą niedzielę przypada 218 rocznica bitwy pod Dubienką, gdzie 18 lipca 1792 r. „5-tysięczny korpus generała Tadeusza Kościuszki wyposażony w 24 działa starł się z liczącym 25 tys. żołnierzy korpusem rosyjskim pod wodzą generała Michaiła Kachowskiego. (…)
Bitwa ta nie została do końca rozstrzygnięta, gdyż obie strony uważały się za zwycięzców. Jednakże przewagę uzyskali Polacy, ponieważ skutecznie przeciwstawili się czterokrotnie liczniejszej armii, zadając Rosjanom znaczne straty, przy dużo mniejszych stratach własnych, a także wycofując się w uporządkowanym szyku.
Polacy zawdzięczali sukces fortyfikacjom polowym, mistrzem wznoszenia których był sam Kościuszko (…). 26 sierpnia 1792 roku w uznaniu za tę bitwę w wojnie o obronę swobód konstytucyjnych Kościuszko został obdarzony tytułem honorowego obywatela Francji.[1]
W sobotę 8-ego maja 2010 odbędzie się pokaz nawiązujący do bitwy pod Racławicami. Warto przy tej okazji przypomnieć wydarzenia historyczne. Sięgnijmy więc do Mariana Kukiela*:
1. PLANY I PRZYGOTOWANIE INSUREKCJI
Myśl wznowienia walki powstała w obozie księcia Józefa jeszcze przed zawieszeniem broni w 1792 r. Nie zrealizowano jej wtedy, odłożono walkę do pomyślniejszej chwili. Jako wodza i naczelnika narodu wysunięto już wtedy Kościuszkę, jednego z bohaterów amerykańskiej rewolucji narodowej. Od razu zaczęła się rozwijać tajna organizacja spiskowa wśród działaczy obozu patriotycznego i wojska. W 1793 r., pod wpływem ciosu rozbiorowego i zagarnięcia połowy prawie pułków polskich, sprzysiężenie zaczęło przeć do wybuchu. Liczono jeszcze wojsko polskie na 36.000, z czego do 14.000 w Krakowskiem, ponad 5.000 w Warszawie. Na lewym brzegu Wisły było Rosjan zaledwie 8—9.000, ogółem 23.000 w Koronie, 6.000 na Litwie, około 30.000 w ziemiach nowo zabranych; Prusaków około 8.000 rozprószonych w całym nowym zaborze.
Książę Józef Poniatowski na manewrach pod Bracławiem 1791 r. Kopia W. Kossaka wg Bacciarellego.
ROZDZIAŁ I. WEJŚCIE W SŁUŻBĘ POLSKĄ — ROZRYWKI WARSZAWSKIE — ŻYCIE OBOZOWE — USTAWA 3 MAJA
Uchwała Sejmu Wielkiego warszawskiego o wojsku stutysięcznem spowodowała konieczność wezwania oficerów rodaków z obcych służb, w myśl uchwały sejmowej z grudnia 1788 r. Ks. Józef podczas ostatniej swojej bytności w kraju musiał ponowić przed stryjami, królem i prymasem, pierwotne zobowiązanie, dane przy wstąpieniu do armji austrjackiej, że wróci na pierwsze zawołanie. Zresztą zdaje się także, iż w ówczesnej niezwykłej i obiecującej konjunkturze krajowej miano na niego głębsze widoki polityczne. Chciano podobno użyć go w sejmie, a nawet zaślubić z jaką możną dziedziczką polską. Jego te widoki, te rachuby, wytrącały zupełnie z równowagi. „Czyliż dlatego, — pisał boleśnie rozżalony do starszej jedynej siostry Tyszkiewiczowej latem 1788 r. — że nie posiadam nic, że żywię gorące i serdeczne uczucie wdzięczności do króla za jego tkliwość i dobrodziejstwa, że jestem z należnym respektem dla mojej rodziny, winieniem zostać jej ofiarą? Krępują mnie w przyszłej mojej egzystencji, mówią mi o ślubie, o obowiązkach". Tych obowiązków prywatnych, familijnych, partyjnych, on obawiał się najwięcej.
Józef Poniatowski urodził się d. 7 maja 1763 r., o godzinie trzeciej z rana, w Wiedniu, w pałacu Kinskych przy Herrengasse. Rodził się z 29-letniego ojca Andrzeja, starosty ryckiego, generała, potem feldcechmistrza wojsk austrjackich, młodszego brata stolnika litewskiego, późniejszego króla Stanisława-Augusta, i z 23-letniej Teresy z Kinskych. Ochrzczony tegoż dnia tamże w sąsiedniej Schottenkirche, otrzymał imiona Josephus-Antonius; chrzcił go ksiądz Lambert Gsponn, do chrztu trzymał wuj, pułkownik Józef Kinsky. Szczegół to mało znany: książę Józef Wiedeńczykiem, choć dotychczas we wszystkich biografjach podawano mylnie jako miejsce jego urodzenia Warszawę. Ale bo też w rzeczy samej, ten nasz książę Józef, choć po raz pierwszy otworzył oczy w Wiedniu jako generałowicz austrjacki, a po raz ostatni zamknie je pod Lipskiem jako marszałek francuski, choć było mu przeznaczonem pierwsze i ostatnie tchnienie wydać na obczyźnie, jednak naprawdę sam się uczynił rodowitem, ukochanem dzieckiem tej naszej Warszawy. Uczynił się, co więcej, wcieleniem pewnych najrdzenniejszych, nieśmiertelnych czynników swojej narodowości i został nietylko jednym z najświetniejszych, lecz z najbardziej swojskich, najbardziej polskich, jej przedstawicieli.