| Tags: I Rzeczpospolita Ten tekst kieruję do tych, którzy piszą o historii naszego kraju, proszę nie mylcie Polski z Rzeczpospolitą dwojga narodów, nie utożsamiajcie kraju w którym żyli i żyją w większości Polacy z tworem politycznym jakim była Rzeczpospolita. Dziedziczymy z braku innych chętnych ten dumny tytuł ,nadal jesteśmy Rzeczpospolitą ale jeszcze wiele razy to powtórzę, Polska to nie synonim Rzeczpospolitej i na odwrót.
A przecież Rzeczpospolita Obojga Narodów to państwo tak naprawdę czterech narodów : Białorusinów, Litwinów, Polaków i Rusinów. Nie żałujmy państwa w którym nasz kraj był tylko częścią składową, a którego upadek otworzył drogę do odbudowy niepodległości Polski ! Nigdy więcej nie nazywajmy Polską państwa, które od początku było „nieustającą prowizorką” korzystną dla Polaków w pewnych warunkach ale w sumie bardzo „kosztowną w realizacji” , w którym tak naprawdę Polska i Polacy stanowili zaplecze Litwy, Białorusi i Ukrainy. Nie odwracam głęboko zakorzenionego poglądu że było inaczej , odrzucam go jako błędny i krzywdzący dla nas, utrwalany przez naszych wrogów i tych którzy chcieli się im przypodobać. Pomimo 400-et lat istnienia wspólnego państwa w którym Polska z konieczności była „numerem 1”, nie wytworzyła się jednolita polska świadomości narodowa od jej zachodnich granic po zadnieprze. Wręcz przeciwnie, od momentu tworzenia wspólnego państwa do jego upadku, te cztery narody żyły obok siebie i przenikały się wzajemnie, wspierały militarnie i gospodarczo, ale potrafiły działać na szkodę państwa które było ich wspólnym domem w imię własnych interesów.
Polska „kolonizacja” kresów wschodnich nigdy nie była porównywalna do np. Brytyjskiej w Afryce ,Azji czy Ameryce , a w efekcie wielowiekowych zmian geopolitycznych została odrzucona i w gruncie rzeczy wspierała całkowicie nieświadomie walkę o fizyczne przetrwanie naszych trzech sąsiadów. Unia z Litwą spowodowała pogłębienie więzi ze wschodem, co stanowiło 100% zmianę „wektora” zainteresowań i priorytetów naszych przodków. Z obrony przed barbarzyńskimi najeźdźcami ze wschodu (póki Litwy nie ochrzczono) na pełną współpracę z „drugim” narodem , przy czym to raczej Polacy osiedlający się na wschodnich terytoriach przyswajali sobie wschodnie zwyczaje , wschód nie dał się na trwałe spolonizować. Koegzystencja, która wymagała stałego wspierania (obrony) kresów wschodnich ze szkodą dla interesów polski rodzimej. Zamiast bronić granic „piastowskich” Polacy zaangażowali się w działanie na wschodzie, gdzie wszystko co robili procentowało dla innych, nie dla Polski położonej w naturalnych granicach etnicznych i geograficznych. Nie ośmielam się pisać Polaka dla Polaków, piszę cały czas o tym samym , że od Władzia Jagiełły (Jogajły) po kochasia Katarzyny Wielkiej, Rzeczpospolita to nie Polaka , to wspólne państwo w rozkroku pomiędzy zachodem i wschodem i zamiast żałować że się rozpadło, należy dziwić się, że przetrwało tak długo. Zresztą , już od XVII wieku, do ostatecznego upadku Rzeczpospolitej w 1794 , nasi przodkowie tj. Ci którzy mogli decydować o jego losie nie rozumieli zmian zachodzących wokół nich i nie potrafili zreformować państwa które już z nawiązką spełniło swoje zadanie . Od upadku tego zadziwiającego organizmu politycznego, ktokolwiek by nie tknął tematu jego istnienia i rozpadu popełnia ten sam błąd logiczny, nie odróżnia Polski od Rzeczpospolitej. To uproszczenie jest tak głęboko zakorzenione w naszej świadomości że wręcz nas ogłupia, a u potomków współobywateli budzi żal, za świadome i nieświadome pominięcie, wręcz anihilację roli i znaczenia w jego bycie Białorusinów i Rusinów. W „Historii jazdy polskiej” Górskiego wydanej w Krakowie w 1894 i wznowionej w 2004 z załączonych listach chorągwi widać, że bardzo często u Rusinów pocztowymi bywali Polacy i na odwrót , Lisowski podał się za szlachcica litewskiego choć pochodził z polski a dobra na Litwie dzierżył z nadania. „Naród” przemieszczał się i wrastał w kresy, bogacił się na nich, ale to nadal była Ruś a nie Polska, Polacy stawali się Litwinami i Rusinami. Litwini, jeśli się dobrze przyjrzeć historii naszego wspólnego państwa „istnieli” jako podmiot równorzędny, jako część składowa o sporej sile oddziaływania na losy całości, bez względu na rodzaj tego oddziaływania pozytywnego czy negatywnego , co zależy od punktu widzenia tzn. pztrzymy z naszej czy ich strony. Współcześnie, Litwini zdecydowanie odcinają się od wspólnej przeszłości ceniąc w niej jedynie to, co ich zdaniem było korzystne dla Litwy, jako niezależnego państwa!, starają się nie dostrzegać co naprawdę osiągnęli sami a co przyszło z zewnątrz i jaką faktycznie rolę odgrywała Litwa w ramach Rzeczpospolitej obojga narodów. Będę złośliwy, jeśli powiem, że nie chcą się zastanowić czym była by Litwa bez polskiego wsparcia dzisiaj, a jeszcze bardziej gdy powiem że bez Litwy byłoby nam może lepiej!. Litwa w czasach I-ej Rzeczpospolitej to bardziej Białoruś niż Litwa dzisiejsza, zresztą nie bez powodu zaraz po upadku ZSSR herbem Białorusi była Pogoń, i dopiero prezydent Łukaszenka wrócił do symboli sowieckich. Nie wolno o tym zapominać bo może przyjdzie jaszcze dzień gdy Pogoń wróci na Białoruś. Dopóki nie wyznaczymy linii pomiędzy historią Polski a historią Rzeczpospolitej będziemy powielać błędne schematy i nie uda się nam rozliczyć z nami samymi i z naszymi sąsiadami. Aby zrozumieć różnicę pomiędzy tamtą Polską i tamtą Rzeczpospolitą wystarczy dziś pojechać do Kijowa i Mińska, należy porozmawiać z ludźmi tam mieszkającymi i spróbować spojrzeć na historię naszego wspólnego państwa ich oczyma. Na skrajnie nacjonalistyczną wobec nas w odniesieniu do historii postawę Litwinów wyraźnie wpływa fakt spolonizowanie się w przeszłości litewskich elit, dzisiejsze odpolszczenie Litwy jest jak sądzę rodzajem odwetu za przeszłość. Przymusowa zmiana nazwisk jest tego najjaskrawszym przejawem , no bo któż to taki - Mickiewiczjus ?. Mniej bolesne ale niestety i mniej znane, pomimo konfliktu p.Łukaszenki z Polakami na Białorusi i zdecydowanie ciekawsze są właśnie nasze relacje z Białorusią. Lata rusyfikacji i wpajania pogardy dla pańskiej polski nie odebrały Białorusinom świadomości bytu historycznego w ramach Rzeczpospolitej, choć w innym niż nasz wymiarze. Przekonałem się o tym na własnej skórze podczas wielu podróży po Białorusi. Gdy Białorusini z Gomla (Homla) szczycili się pałacem i parkiem znanego Polaka Paskiewicza!, i gdy zadali mi jedno z pierwszych pytań które brzmiało : Kim był Mickiewicz, Polakiem czy Białorusinem? Trzeciej możliwości wg nich to jest, że był Litwinem, nie wymienili!. Ha, Ha. Moja odpowiedź brzmiała, że nie jest istotne gdzie się urodził i gdzie mieszkał, gdyż wg. mnie decyduje to, że myślał i pisał po polsku!. Ale to, co logiczne dla mnie, dla mich było odpowiedzią niepełną, wręcz wymijającą, choć dostatecznie mocną, bo rozmawialiśmy po … rosyjsku. Dzisiaj, zarówno w Mińsku jak i w Kijowie językiem powszechnie używanym jest j. rosyjski i jest to potwierdzenie działania mechanizmu przyswajania języka i zdobyczy kulturalnych stolicy, choć dla obu narodów Moskwa przestała być stolicą parę lat temu. W czasach Mickiewicza i dla niego samego językiem stolicy, językiem ojczystym był nadal polski, choć Rzeczpospolita nie istniała od lat kilku. Jednak dla Niego nadal obok wielkopolski była Litwa, Białoruś, czy Ruś, połączone pierwiastkiem wspólnego ponadnarodowego państwa. Mickiewicz dla Litwinów, to Litwin bo obywatel wielkiego księstwa, swój dla Białorusinów bo pochodził z Białorusi ,dla nas Polak bo choć nie Małopolan ani Wielkopolanin ale pisał i myślał po polsku. Miał wybór, mógł stanąć po stronie tych Białorusinów, Litwinów i Rusinów którzy walczyli przeciw mam w powstaniu listopadowym po stronie Moskwy. Wystarczy spojrzeć na skład jednostek walczących w bitwie pod Grochowem , w których do przybycia Dybicza z głębi Rosji, Moskale stanowili mniejszość. Zadziwiające, że do tej pory zawsze Armia moskiewska z tamtego czasu przedstawiana jest w naszej historii jako rosyjski monolit a przecież nim nie była. W powstaniu listopadowym walczyli przeciw sobie byli obywatele i synowie obywateli I-ej Rzeczpospolitej, Polacy (znowu Paskiewicz !!!) Białorusini, Litwini, Rusini przeciw Polakom, Białorusinom, Litwinom i Rusinom . Moskale liczyli na rekruta z podbijanych terytoriów i nie przeliczyli się gdyż pułki ułanów liniowych i pułki piechoty zaczęli formować na kresach praktycznie nazajutrz po ostatnim rozbiorze, pomijając tych „Polaków” którzy już u nich służyli. A walczyły te półki dzielnie przeciw Napoleonowi a potem przeciw powstaniu listopadowemu. Nasza walka o niepodległość dla nich była buntem przeciw legalnej władzy w dodatku kulturowo im bliższej niż nasza polska. Kolejni przywódcy powstanie listopadowego nie wierzyli w jego sukces, gdyż jego cel, czyli odbudowa Rzeczpospolitej w granicach sprzed 1791roku był po prostu nierealny. Realna była walka o niepodległy byt królestwa Polskiego nawet w okrojonych granicach, cel jedyny, którego nie dostrzegli a którego realizacja otwierała drogę do odzyskania tego, co nasze, polskie na Prusach i Austrii. Prusacy nie z nadmiaru miłości wspierali Rosjan, ale z strachu że, niepodległe Królestwo Polskie będzie w stanie odebrać im Wielkopolskę, Pomorze, i Prusy Królewskie. Nieświadomym współtwórcą Królestwa Polskiego był Napoleon. Człowiek, który nie miał wizji europy centralnej, jak wielu mu współczesnych i jak wielu po nim , uważał że Rosja jako największy terytorialnie kraj tej części Europy jest siłą, z którą należy się liczyć, mylił się i przegrał, ale to przy jego boku Polacy walcząc od Hiszpanii po Moskwę wywalczyli dla siebie prawo do bytu pod postacią Królestwa Polskiego. Może to Walewska pytając Cesarza „A co z Polską Sire …” natchnęła Go tą myślą, tym rozwiązaniem oczywistym i jedynym a niechcianym przez wszystkich, także przez Polaków uwikłanych sentymentem i majątkiem na kresach. Napoleon upadając nie zapomniał o najwierniejszych, Aleksander poczuł się Europejczykiem i „dał” nam królestwo, które dobrze zarządzane zagroziło Rosji !. Tej wierności do końca, zazdroszczą nam teraz Niemcy, gdy w dobie tworzenia Zjednoczonej Europy, Napoleon postrzegany jest jako prekursor jednoczenia właśnie, jak Cesarz jednoczył to jedno, jak współcześnie to robimy drugie, ale porównanie zgrabne i warto było czekać na to uznanie. Obyśmy jeszcze potrafili oderwać się od mitów i zabobonów.
Myślę, że bez ustalenia, kim byli ludzie Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie określimy jakie naprawdę było to państwo. Rusini działali w ramach korony polskiej i liczeni są w poczet Polaków z własną zgodą i bez niej. Np. taki Branicki, przyjaciel nieudolnego króla-kurwiarza, hetman, targowiczanin, zięć carycy Katarzyny, dla nas zdrajca a dla dzisiejszej Ukrainy jeden z ojców Ojczyzny, … obok Chmielnickiego, Jarosława Mądrego i innych. Jeśli zdradził to nie Polskę a Rzeczpospolitą, patrząc z ich strony to właściwie związał los Rusi z Rosją, wystąpił jak wielu jemu podobnych wielkich Panów z Rusi w interesie własnej ziemi. Nawet, jeśli miał polskie korzenie(jak wielu innych) to o jego postawie zdecydował interes krainy, interes majątku, który zdobył w ramach służby dla Rzeczpospolitej, a że biedaczek nie przewidział Lenina i Stalina, nie on jeden. Po latach, jeśli nawet żałował upadku Rzeczpospolitej to szybko pocieszył się korzyściami jakie Ukraina zyskiwała w tym czasie, wchodząc pod protekcję Rosji. Czy to nie dziwne że początek konfederacji Barskiej , powstania przeciw królowi wspieranego przez moskali, wywołanego pod hasłem „za swobody starodawne i wiarę”, zbiega się z rzezią w Humaniu , dotąd nikt nie powiązał tych zdarzeń ze sobą, gdyż dostrzegamy jedynie Bar i działania „naszych” w interesie, no właśnie Polski czy Rzeczpospolitej? Czy Pułaski starszy (ojciec Józefa) parł do powstania za kopniak od Repnina , czy chciał zatrzymać proces odpadania Ukrainy od Rzeczpospolitej, którego on i jemu współcześni byli od lat świadomi?. Dla nas konfederacja Barska może być kołtuńska i zacofana, ale o Coś im wtedy chodziło i to z ich punktu widzenia należy na nią właśnie spojrzeć, aby nie popełnić pomyłki przy jej ocenie. A jeśli spojrzeć na Rzeczpospolitą tamtych lat to nie jest to takie oczywiste, kto jej bronił a kto wiódł do upadku. Przeciw miernemu królowi, który siadł na Polskim tronie (był tylko jeden na całe państwo, właśnie Polski) przechodząc przez łoże Katarzyny, a którego bronią moskiewskie wojska, występuje „ciemna” szlachta pragnąca przywrócić czasy chwały i wielkości Rzeczpospolitej, tak rozumiem swobody pradawne i wiarę, ich gwarancję. Taki cel wyłania się z „mętnych, kołtuńskich” haseł konfederacji, a że im nie wyszło to wiemy. Szlachta rzeczywiście przyczyniła się do upadku Rzeczpospolitej, ma rację Górski i wszyscy inni pomstujący na nią jako na klasę, która nie chciała ustąpić miejsca innym warstwom społecznym, ale jednocześnie nie można odmówić sporej części szlachty świadomości stanu rzeczy i chęci jego odmienienia. Nasza szlachta uniknęła losu szlachty francuskiej zdziesiątkowanej przez rewolucję, ale zapłaciła wysoką cenę za błędy przodków, walcząc w kolejnych powstaniach o odzyskanie niepodległości już tylko Polski. Sterowanego czy nie, procesu odchodzenia Ukrainy w stronę Rosji nie dało się jednak powstrzymać, był dostrzegany przez współczesnych, ale Horodła nie dało się powtórzyć, trzeci naród miał własne plany na przyszłość. Także magnaci kierowali się swoimi własnymi interesami, potrafili dogadać się z moskalami, co wydarzyło się w zarówno czasie konfederacji Barskiej i podczas wojny w 1792 roku. Szczególnie jej przebieg na terenie Ukrainy, w świetle wielu relacji z tamtego okresu wygląda jak nieźle przygotowane przejęcie kontroli nad terytorium tego oczekującym a nie jak wojna zaborcza. W trakcie kampanii, armia koronna ustępuje z terytorium, w którym nie ma oparcia, jakby to ona była okupantem i wrogiem. Nie wiemy czy Moskali w roku 1792 witano jako wyzwolicieli na terenie całej Ukrainy, wiadomo jednak, że w czasie kampanii 1812 roku Ukraina nie wystąpiła przeciw Rosji a wręcz przeciwnie po jej stronie przeciw Napoleonowi, pisze o tym np. Broeker (Pamiętniki z wojny hiszpańskiej str.164 i 165 wydanie z 2004 r. ) opisując spotkanie z pułkiem piechot z Ukrainy na Moskiewskiej służbie. To, co dla nas Polaków było i nadal jest upadkiem Ojczyzny, to dla Białorusi i Ukrainy było i jest niczym więcej jak zmianą układu politycznego, w tamtym czasie być może na korzystniejszy. Ten sam ciąg zdarzeń historycznych, ale minimum dwa przeciwstawne punkty widzenia, przy czym nasz polski wcale nie musi być tym właściwym, gdyż związek z polską mógł być korzystny dla kresów w XV, XVI może w XVII ale niekoniecznie na przełomie wieków XVIII i XIX. Tak długo jak długo my, Polacy, będziemy patrzeć na problem historycznych relacji z wschodnimi sąsiadami wyłącznie z naszej własnej perspektywy, póki dominować będzie pogląd, że wszystko, co dobre to wyłącznie nasza Polska zasługa, tak długo nie dostrzeżemy, co nią było a co nie, co było „nasze a co nie nasze”. Innymi słowy, która część historii Rzeczpospolitej jest wyłącznie nasza polska, a, która jest zasługą Białorusinów i Ukraińców. Nie da się jednak „rozparcelować” historii I-ej Rzeczpospolitej i to nie my Polacy musimy to zaakceptować, to Białorusini i Ukraińcy muszą się z tym pogodzić, że mają wspólną historię z nami, że w tej wspólnej przeszłości to ich przodkowie odgrywali często decydującą rolę w ramach wielkiego państwa. I to jest zdecydowanie najzabawniejszy element moich rozważań gdyż po 60-ciu latach sowieckiej indoktrynacji i zaakceptowaniu wyższości kultury rosyjskiej , przepraszam braci Białorusinów i Ukraińców ale z naszej strony to tak wygląda, być może wkrótce będą musieli zaakceptować to, co przez lata było oficjalnie obce i wrogie. Należy spodziewać się próby podziału „łupów” to jest ustalania jaka część dziedzictwa Rzeczpospolitej (Mickiewicza już rozparcelowano) jest ich a jaka nasza. Jeszcze nie dostrzegają, że Rzeczpospolita łączyła ich z zachodem, a jeśli będą chcieli dołączyć do wspólnoty europejskiej to bez związku z dziedzictwem zachodu im się to nie uda. Tylko czy naprawdę chcą?. W przypadku gdy zwyciężą związki z Rosją problem podziału „spadku” po Rzeczpospolitej przestanie istnieć, przetrwa schemat że Rzeczpospolita to Polska, „więzienie narodów”. Kim byli wielcy tamtego państwa np. Żółkiewscy, Wiśniowieccy , Kisielowie, Czarneccy, Sobiescy, Radziwiłłowie , Pacowie, Poniatowscy ,Braniccy?. Chmielnickiego i Branickiego Ukraina już zaliczyła w poczet Ojców Ojczyzny. Kim jednak byli we własnym mniemaniu, Polakami czy Rusinami ? Wg dzisiejszych podziałów politycznych byli Ukraińcami, wystąpili przeciw Rzeczpospolitej z różnych partykularnych powodów, i nie ma znaczenia czy było to wystąpienie zbrojne Chmielnickiego czy ugoda z moskalami jak w przypadku Branickiego. Przypadek Chmiela może tłumaczyć bunt społeczny kozaków i presja katolicyzmu na prawosławnych, chęć wprowadzenia trzeciego narodu na należne mu miejsce, ale przecież przeciw porządkom panującym wewnątrz Rzeczpospolitej wystąpiła także szlachta ruska wspierająca powstanie i kto wie czy to jej postawa wtedy i później nie zadecydowała o losie Rzeczpospolitej. Żaden z historyków nie zdobył się na odwagę sformułowania tezy, że to właśnie postawa szlachty ruskiej podczas wojny 1792 roku zaważyła o losie dogorywającego państwa ,w dokumentach opisujących kampanię jest dość informacji o zawieraniu cichej ugody z wkraczającymi Moskalami. Czy „Ukraina” była wtedy po stronie „Polski”, czy jej obojętna postawa nie świadczy o wybieraniu pomiędzy starym złym i nowym lepszym?. Kampania na Ukrainie nie wygląda jak typowa wojna zaborcza, bo opór był zbyt słaby nawet jeśli wynikał z „obróbki” zafundowanej opornym przez targowiczan, wygląda wręcz na zaplanowaną zmiana administracji w której ogromną rolę odegrali magnaci, choćby Branicki, nawet jeśli po wszystkim byli zaskoczeni efektem swoich działań . Polityka jest grą, jeśli do tej gry siadają ludzie niezdecydowani muszą przegrać. Stanisław August, kochanek carycy liczył na wspomnienia, ale się przeliczył. Pierdoła czy zdrajca na królewskim tronie?, czy tylko narzędzie w moskiewskich rękach ?. Pochowany na wschodzie nie dość godny by spocząć pomiędzy godniejszymi od siebie poprzednikami. Bratanek przerósł go wielokrotnie. Od dziesięcioleci my Polacy nie możemy pogodzić się z upadkiem „ojczyzny” Branickiego i Poniatowskiego, upadkiem państwa, w którym obaj doszli do najwyższych godności i zaszczytów a którą, widzieli od wschodu, ze strony, która dla nich, ludzi omaszczonych zachodnim wykształceniem była jednak bliższa. Rzeczpospolita postawiła Polskę połączoną z Litwą plecami do Europy i na wieki zaangażowała w politykę awantur wschodnich, prowadzonych przez obywateli państwa, które było wszystkim, ale nie Polską od morza do morza jak nadal myśli wielu śniących o potędze rodaków. Polskę mamy dzisiaj, kraj, w którym, liczą się tylko nasze narodowe interesy, w Rzeczpospolitej liczyły się przede wszystkim interesy kresów wschodnich , dla których Polska była wołem roboczym ,a „korzyści” płynące z przyłączenia do Korony Ukrainy z perspektywy stuleci okazały się złudą. Klucz do rozwiązania problemu istnienia i upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów leży właśnie w tym, kto tak naprawdę skorzystał na jej istnieniu i na jej upadku.
Polska poszukująca rozwiązania problemu naporu Krzyżackiego obciążona została balastem sojusznika zaangażowanego militarnie i politycznie na wschodzie, sojusznika, nie zawsze lojalnego, ale zawsze dbającego o swoje własne interesy, którego popieranie nie wyszło nam na dobre. Połączenie królestwa Polskiego i W. Księstwa Litewskiego skierowało polską myśl polityczną z zachodu na wschód, poszerzyło horyzont, ale czy to był nasz kierunek zainteresowań?. Teza, że upadek Rzeczpospolitej to początek drogi do wolnej Polski jest bardzo śmiała, i dla wielu Polaków będzie trudna do zaakceptowania, ale poczekajmy parę lat, nie ja jeden szwendam się po świecie, nie ja jeden rozmawiam z Białorusinami i Litwinami i Ukraińcami, czas pokaże czy nie mam racji. Nie żałujmy I-szej Rzeczpospolitej gdyż ten twór polityczny epoki Jagiellońskiej był i jest nadal „więzieniem” Polski i Polaków, więzieniem naszej myśli o tamtych czasach.
Warszawa 11.09.2005
Karol Tomczyk
OD REDAKCJI: Niniejszy tekst Karola Tomczyka dość długo czekał na publikację. Autor, w odróżnieniu od wielu z nas jest częstym gościem na wschodzie, a całość jest efektem wynikających ze wschodnich kontaktów przemyśleń. Z drugiej strony, niektóre wyrażone w nim poglądy są zasadniczo odmienne od tych, które sam wyznaję. Planowałem więc zamieścić ten tekst w formie dwugłosu. Jako że czas płynął, a zajęcia nie pozwalały na rzetelne doń ustosunkowanie, zamieszczam go w formie otrzymanej. Podtrzymuję zarazem wolę przedstawienia polemiki. Nieodmiennie zapraszam też do dyskusji na forum. MP
|