Plan uroczystości 2012
25 lutego 2012
- 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców
- 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy
-...
Super akcja szkoda że tak niedziałają na serjo jak podesłałem kiedyś namiar na niemiecki bombowiec to tak działali że wylądował na złomie i tyle natemat ich działań. Był to wrak He 277 a znaleziony...
Pogodna jesień, ale też i uroczystości dni minionych sprawiają, że w sposób zupełnie niezauważony przechodzi 199 rocznica ostatniej wielkiej bitwy kampanii moskiewskiej Napoleona, bitwy nad Berezyną, gdzie od 25 do 29 listopada 1812 roku bój toczyła Wielka Armia Napoleona, otoczona z trzech stron przez armie Kutuzowa, Wittgensteina i Cziczagowa:
"Napoleon postanowił przeprawić się przez Berezynę pod Borysowem, gdzie znajdował się most. Jednak 21 listopada Rosjanie zdobyli Borysów i most, broniony przez 17. Dywizję gen. Jana Henryka Dąbrowskiego który został zdobyty, a wobec kontrataku zniszczony. Napoleon postanowił przeprawić się w Studziance, o kilkanaście kilometrów na północ od Borysowa, gdzie saperzy francuscy gen. Eblé (zmarł z wyziębienia pod Berezyną) przy współudziale polskich znaleźli dogodny bród i zbudowali 26 listopada dwa mosty. Prace utrudniała nagła odwilż, która spowodowała załamanie się kry lodowej i wylanie rzeki. Napoleon nie przewidział odwilży i w Orszy kazał zniszczyć jadące z armią pontony, a konie dać artylerii. Przez to budowa zamiast trwać pół dnia trwała 48 godzin.
Każda wizyta w księgarni, w dziale poświęconym historii pozwala znaleźć dziesiątki, a w większych, nawet setki pozycji poświęcone drugiej wojnie światowej. Tylko pojedyncze zaś poświęcone okresowi wojen napoleońskich. Tym bardziej więc cieszy każda kolejna pozycja na ten temat. Jedną z ciekawszych ostatnio wydanych jest "Napoleon i Wellington - Długi pojedynek" angielskiego autora Andrew Roberts'a. Jak pisali zachodni krytycy „Andrew Roberts wkroczył przebojem w poczet historyków napoleońskich, starł się z najwybitniejszymi z nich i odesłał do domu z połamanymi kośćmi. Mogą już nigdy nie wrócić do dawnej formy” (Allan Mallinson, „The Times”). Czy to opinia trafna możecie przekonać się sami, czytając wybrane fragmenty tej książki. Recenzja Arsenału i konkurs już wkrótce.
Miłej lektury.
Andrew Roberts
Napoleon i Wellington - Długi pojedynek
(fragmenty)
Wstęp
"To nie rzymska armia podbiła Galię, lecz Cezar; to nie kartagińska armia przed bramami Rzymu sprawiła, że całe Wieczne Miasto drżało w lęku, lecz Hannibal"
Napoleon
Cesarz Napoleon zdawał się być pewny zwycięstwa , gdy jadł ze swoimi starszymi dowódcami śniadanie na farmie Le Caillou przy drodze z Charleroi do Brukseli o ósmej rano, w niedzielę 18, czerwca 1815 roku. Obawiał się, że anglo-sprzymierzona armia pod dowództwem księcia Wellingtona mogła wycofać się ze swoich obronnych pozycji na szczycie Mont St Jean podczas nocy, ale o świcie okazało się, że wciąż tam są. Posiłek podano na srebrnych talerzach opatrzonych imperialnym herbem i po tym, jak wyniesiono ostatnie z nich, na stole rozłożono mapy i rozpoczęła się narada wojenna.„Armia przeciwnika jest od nas liczniejsza o jedną czwartą”, oświadczył Napoleon (błędnie, bowiem w rzeczywistości 72 tysiące Francuzów przewyższało liczebnie 68 tysięcy anglo-sprzymierzonych oddziałów). „Mimo to mamy dziewięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo i nawet nie dziesięć na przegraną”. Na te słowa marszałek Ney – „najdzielniejszy z dzielnych” – który właśnie przybył po przeprowadzeniu rekonesansu linii przeciwnika, ostrzegł: „Sire, nie ma co do tego wątpliwości, jeśli Wellington okaże się dość prosty, by po prostu czekać. Jednak muszę poinformować, że zadecydował już o odwrocie i jeśli nie przyspieszymy ataku, wróg zdoła uciec”. „Źle patrzyłeś”, odparł mu pewny siebie cesarz, „a teraz jest już zbyt późno. Wellington wystawi się na pewną porażkę. Rzucił już swoje kości i wynik jest dla nas korzystny”.
Gminny Ośrodek Kultury w Jonkowie zorganizował w dniach 19-20 marca 2011-ego roku "Napoleoniadę" w Jonkowie. Już po raz V. Pełne informacje o wydarzeniu znaleźć można na stronie www.1807jonkowo.pl Jest to przedsięwzięcie cykliczne, nawiązujące do dramatycznych wydarzeń z okresu pierwszej wojny polskiej, które dzięki ciekawej historii i znakomitej organizacji, z roku na rok przyciąga coraz większe rzesze rekonstruktorów z Polski i z zagranicy.
Wyrażając podziękowanie organizatorom (tak gospodarzom, jak i Horhemu), jak też koleżankom i kolegom ze stowarzyszenia Arsenał i innych zaprzyjaźnionych stowarzyszeń i grup miłośników żywej historii, warto w ślad za publikacją Gminnego Ośrodka Kultury w Jonkowie[1], przypomnieć historyczne wydarzenia:
„W nocy z 31 stycznia na 1 lutego do kwatery głównej Bennigsena w Morągu dotarły francuskie meldunki przechwycone przez oddział kozacki płk. Jurkowskiego pod Lidzbarkiem Welskim. Była to depesza marszałka Alexandra Berthiera do marszałka Jeana Bernadotte'a pisana w Przasnyszu, w której mowa była o podjęciu generalnego ataku na pozycje rosyjsko-pruskie. Dla naczelnego dowódcy sprzymierzonych stało się jasne, ze plan ewakuowania armii na prawy brzeg Łyny nie jest już realny. Bennigsen w obawie przed odcięciem odwrotu wojskom gen. Lestoq'a i księcia Bagrationa, podjął decyzję o skoncentrowaniu swych wojsk w rejonie Jonkowa do czasu przybycia oddziałów awangardowych. Wybór tej miejscowości na tymczasową koncentracje nie był przypadkowy. Front ewentualnych działań został ustalony na wzniesieniu, wzdłuż drogi Węgajty - Jonkowo - Matki. Ukształtowanie terenu miało sprzyjać przyszłej obronie, gdyż obszar pomiędzy linią wyznaczoną przez wsie Gutkowo - Warkały - Giedajty - Wrzesina, a Jonkowem stanowiła sporej wielkości zabagniona dolina (o szerokości około 2,5-3 km), przez którą prowadziła jedyna droga na Gutkowo i dalej do Olsztyna. Sam dowódca opuścił Morąg drugiego lutego i pospiesznie udał się w rejon Olsztyna, by samemu nadzorować przebieg koncentracji. (…) Tymczasem pod Jonkowem sukcesywnie zbierały się rosyjskie jednostki. Doraźny front, o długości około 8 kilometrów obsadzony został przez 12 batalionów piechoty i 6 baterii artylerii. Pozostałe wojska, które cały czas nadciągały zostały umieszczone na pobliskich polach oraz w lasach pomiędzy Łomami a Polejkami. Według naocznego świadka, sir Roberta Wilsona, do 3 lutego udało się zgromadzić pod Jonkowem około 80000 żołnierzy i ponad 540 armat. (…)
Szymon Askenazy: "Książe Józef Poniatowski - Od Moskwy do Lipska - 1810—1813"
Wpisany przez Arsenał
niedziela, 02 stycznia 2011 14:58
ROZDZIAŁ I.
NIEDOSZŁA KONWENCJA PRZECIW POLSCE. — WZMOCNIENIE ARMJI KSIĘSTWA. — KŁOPOTY FINANSOWE. — TAJNA OFERTA ALEKSANDRA PRZEZ CZARTORYSKIEGO. — ODMOWA KS. JOZEFA. — PRZESTRZEŹENIE NAPOLEONA. - PODRÓŻ DO PARYŻA.
Już ery napoleońskiej ostatnia następowała faza, już zbliżał się kres. Rok ledwo upłynął od ostatniej wojny austrjackiej, a już zawisł w powietrzu nieskończenie groźniejszy zatarg francusko-rosyjski. Wyrastał on właśnie z polsko-rosyjskich zatargów tamtej wojny. Stanowił dalszą, szybko dojrzewającą, .konsekwencję całego jej przebiegu i rozwiązania w zakresie warszawsko galicyjskim. Był w bezpośrednim związku przyczynowym z tutejszą akcją wojenną i polityczną ks. Józefa.
Wnet po zawarciu pokoju schoenbruńskiego wszczęte zostały w Petersburgu z inicjatywy i pod kierunkiem osobistym cesarza Aleksandra nader znamienne rokowania poufne z Francją względem zawarcia formalnej antypolskiej i antywarszawskiej konwencji francusko-rosyjskiej. Taka konwencja miała rzekomo położyć tamę groźnemu wezbraniu zapędów odnowicielskich polskich, ujawnionych w czasie minionej kampanji, dostarczyć poręki w pierwotnym ograniczającym duchu tylżyckim, wzamian za nadmierny jakoby przyrost, przyznany Księstwu przez świeży traktat schoenbruński. Mała, słowem, zabezpieczyć Rosję raz na zawsze przeciw odbudowaniu Polski wogóle, a dalszemu rozwinięciu Księstwa w szczególności. Miała tym sposobem przywrócić i utrwalić szczęśliwą harmonję sprzymierzeńczą między Napoleonem a Aleksandrem. W gruncie rzeczy jednak te rokowania petersburskie miały na celu wydobycie od Napoleona zobowiązań wyraźnych, kompromitujących go nieodwołalnie wobec opinji polskiej, która ledwo ochłonęła od dotkliwych zastrzeżeń, [ rzuconych przez niego strapionym wysłańcom galicyjskim, która była poniekąd zniechęcona otrzymanym z jego ręki połowicznym wynikiem pokojowym, a która niezawodnie zostałaby całkiem do niego zrażona na wypadek jego zgody na podsuwaną mu konwencję.
Pośród perełek starego kina obejrzeć można w sieci film niemy Napoleon autorstwa Abla Gance nakręcony w roku 1927. W roku 1995, z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne. Całość dostępna jest na stronie Napocinepedia jak też w serwisie YouTube. Zapraszamy do oglądania.
W ślad za nieodległymi rocznicami wybuchu powstania listopadowego (180-tą), szarży pod Somosierrą (202-gą), czy bitwy pod Austerlitz (205-tą), idzie kolejna, nad wyraz znacząca: 206-ta rocznica koronacji Napoleona na cesarza Francuzów, która odbyła się w katedrze Notre-Dame de Paris, 2 grudnia 1804 r. w Paryżu.
Jak pisał Émile Marco de Saint-Hilaire:
"Doprawdy trudno o większą zmianę niż ta, jaka nastąpiła we Francji, kiedy zmieniła się forma rządu. Zmieniły się przede wszystkim zwyczaje tego, który począł nią rządzić. Do pałacu Tuilleries wprowadzono ścisłą etykietę. Zniknęła poufałość, z jaką dawni koledzy zwracali się do Napoleona-konsula. Napoleon-cesarz nie życzył jej sobie, pragnąc aby widziano w nim przede wszystkim monarchę. Cierpkie uwagi zazdrosnych ustąpiły teraz miejsca pochlebstwom arystokracji usiłującej odzyskać dawne stanowiska przy dworze. Ten chciał być szambelanem, inny znów starał się, żeby jego syna przyjęto jako pazia. Wiadomość o koronacji wywołała wszędzie radość, cieszyli się nią zwłaszcza kupcy paryscy przewidując duże zyski. Tłoczono się u złotników, oglądając klejnoty przeznaczone do koronacji, berło, rękę sprawiedliwości i korony, które swym kształtem przypominały koronę cezarów, a nie królów. Napoleon hojnie obdarował katedrę, przesyłając jej w darze wiele sprzętów kościelnych ze złota i ornatów haftowanych złotem, co przypominało zwyczaje pierwszych królów francuskich. Posyłali oni biskupom, których chcieli odwiedzić, nakrycia stołowe i srebro. Co prawda po odwiedzinach odbierali je, czego Napoleon nie uczynił.
W najbliższy weekend odbędą się uroczystości rocznicowe upamiętniające bitwę pod Lipskiem. Jak zawsze przypominamy rys historycznych zdarzeń. Sięgnijmy po niezawodnego Mariana Kukiela i jego wykład poświęcony tej najkrwawsze do czasów wielkiej wojny, bitwie stoczonej w Europie:
"Cała kampanja jesienna 1813 r. prowadzona jest po linjach wewnętrznych, przeciw koncentrycznie działającym armjom sprzymierzonych: Bernadotte'a od północy, Blucherà od wschodu, Schwarzenberga od południa. Napoleon chce trzymać w szachu wszystkie; jedną zaatakować i zniszczyć. Sprzymierzeni nauczyli się uchylać od jego ciosów. Wymykają się przed bitwą, gdy stwierdzą obecność Napoleona na danym froncie; ale tymczasem pozostałe ich armje zadają częściowe porażki operującym przeciw nim grupom Wielkiej Armji. Raz tylko, pod Dreznem, udaje się Napoleonowi dopaść sprzymierzonych in flagranti operacji zaczepnej i pobić; ale zwycięstwo to jest zrównoważone szeregiem niepowodzeń, których doznali jego marszałkowie. Ośm razy Napoleon z Drezna, będącego dlań ośrodkiem działań, czyni wyprawy zaczepne przeciw armjom nieprzyjacielskim; żadna z nich nie daje rozstrzygającego zwycięstwa. Nakoniec na połączenia jego, na Lipsk, maszeruje od południa armja Schwarzenberga, od północy, sforsowawszy Łabę, armja Bilicherà. Napoleon przerzuca się do Lipska i koncentruje tu siły na nowy wypad przeciw Schwarzenbergowi. Tak przychodzi do bitwy pod Lipskiem w dniach 16—18 października 1813 r. W operacjach tej kampanji brał udział Poniatowski, występując zawsze z zadaniem samodzielnem, używany do działań dywersyjnych, przesłaniania poruszeń siły głównej, wiązania i zatrzymywania przeważających sił przeciwnika; za te właśnie walki otrzymał buławę marszałka Francji.
Szymon Askenazy: "Książe Józef Poniatowski - MINISTER WOJNY KSIĘSTWA WARSZAWSKIEGO 1806"
Wpisany przez Arsenał
wtorek, 14 września 2010 12:22
ROZDZIAŁ I. POKUSA ROSYJSKA. — PROPOZYCJE PRUSKIE. — FRANCUZI W WARSZAWIE. — MURAT I DAVOUT. SPÓŁZAWODNICTWO DĄBROWSKIEGO. OBJĘCIE WYDZIAŁU WOJNY. PRZYBYCIE NAPOLEONA.
Jak gdyby z długiego letargicznego uśpienia zbudziły ks. Józefa podstępujące coraz bliższą i górniejszą falą potężne odgłosy epopei napoleońskiej, coraz jaśniej, coraz konieczniej ogniskowane ze światowej zachodniej oddali w samym ośrodku ziem i rzeczy polskich. Ale przyszły one do niego nasampierw wprost z przeciwległego wschodniego krańca.
Od lata 1805 r. gotowała się trzecia wielka wojna koalicyjna, austro-rosyjska wyprawa przeciw Francji. Lecz jej ostrze od strony rosyjskiej kierowało się naprawdę nie tyle przeciwko młodemu cesarstwu Bonapartego i jego odległym zdobyczom wojennym, ile przeciw sąsiedniemu królestwu Hohenzollernów i jego dawniejszym nabytkom podziałowym, mierzyło nie tyle gdzieś daleko nad Ren i Sekwanę, ile tuż pod ręką nad Narew i Wisłę. Podniesienie sprawy polskiej w najszerzej zrozumianym interesie rosyjskim, w duchu pierwotnej wszechobejmującej koncepcji Piotra Wielkiego, przemyśliwającego o zagarnięciu wszystkiej Polski, a wbrew rozbiorowej praktyce Katarzyny II, dopuszczającej dwóch sąsiadów do spółki podziałowej, stanęło na porządku dziennym. Rachowano w tym względzie na pomocne współdziałanie samej Polski, na porwanie za sobą zagarniętych i uciskanych przez Prusy najrdzenniejszych dzierżaw byłej Rzeczpospolitej. Rachuba taka w owej chwili nie była pozbawioną niektórych podstaw wcale poważnych. Zdawały się przemawiać za nią okoliczności zewnętrzne i wewnętrzny nastrój kraju. Mgliste, tajemnicze, a ożywcze i Świetne, zapowiedzi z tej strony znajdowały grunt podatny w zmęczonej próżnym oczekiwaniem Warszawie. Po tylu zawodach od Europy, tylu rozczarowaniach od Pierwszego konsula, zabójcy legionów, wciąż jeszcze za siódmą rzeką widziano nieznanego imperatora Zachodu. A tymczasem dobrodzieja Litwy, imperatora Wschodu, widziano nadciągającego na Wilno i Brześć na czele licznych i bitnych wojsk, z łaskawym słowem na ustach, otoczonego urokiem zbrojnej potęgi i wspaniałych zamysłów restytucyjnych, niosących niebawne wyzwolenie od znienawidzonych rządów pruskich. Poruszyła się stolica, zatrwożyły się miejscowe władze pruskie. Zjawił się tutaj także ks. Antoni Radziwiłł, główny rzecznik polsko-pruskiego porozumienia, wyczuł groźne oznaki niebezpiecznego nastroju duchów i niepokojące wieści zawiózł do Berlina.
Szymon Askenazy: "Książe Józef Poniatowski - PRZYMUSOWE WYWCZASY 1795—1806
Wpisany przez Arsenał
wtorek, 06 lipca 2010 07:04
Rozdział I. Troski materjalne. — Podróż do Wiednia. Zgon Stanisława Augusta.
Tymczasem dokoła waliło się wszystko. Król wybierał się do Grodna po abdykację. Ks. Józef, jak Dąbrowski i wielu innych niezabranych do Petersburga, pozostał na wolnej stopie w Warszawie, obsadzonej przez Suworowa. Był z wizytą u feldmarszałka, podobnie jak inni generałowie polscy. Miał sobie od niego zostawioną zupełną swobodę, z której korzystał z wielkim taktem, ze zrezygnowaną godnością.
Po uciszonej wielkiej burzy znów odnajdywał się rozbitkiem, zupełniejszym niż kiedykolwiek, już i wiarę u swoich i wiarę w siebie utraciwszy tym razem w rozbiciu. Znów powracał z musu do życia człowieka prywatnego, tym razem, zdawać się mogło, na zawsze, a istotnie na bardzo długo, na lat z górą dziesiątek najlepszego męskiego wieku, idącego na marne.
Napoleon skoncentrował wojska swoje w Polsce i Prusiech Wschodnich, między Królewcem i Gąbinem. Pod koniec wiosny roku 1812 odbył przegląd niektórych korpusów. Przemowy jego do żołnierzy były wesołe, częstokroć szorstkie i rubaszne; wiedział bowiem dobrze, że w stosunku do tych prostych, a jak stal hartowanych ludzi szorstkość jest szczerością, rubaszność - siłą, wyniosłość - pańskością; że przeciwnie, salonowe formy i wykwint obejścia uważane są przez nich za objawy słabości i zniewieściałości; że miodowe słówka brzmią w ich uszach jak obca, równocześnie niezrozumiała i śmieszna gwara.
Przyjętym przez się zwyczajem pieszo obchodzi szeregi. Pamięta doskonale ile, kiedy i w jakich kampaniach brał udział każdy pułk. Interpeluje najstarszych żołnierzy, przypominając im ubiegłe lata: Piramidy, Marengo, Austerlitz, Jene, Friedland. Ze wspomnieniem łączy niekiedy szorstką pieszczotę, zaś stary wiarus - wzruszony pamięcią cesarza - dumny spogląda z góry na młodszych, mniej zasłużonych, a zazdroszczących mu kamratów!
Napoleon zaś idzie dalej, nie pomijając nikogo, aż do najmłodszych rekrutów, którym szczególnie okazuje zainteresowanie; znane mu są najdrobniejsze ich potrzeby; wypytuje się o wszystko: o żołd i zwierzchników, o pożywienie i ubranie, przegląda nawet zawartość ich tornistrów.
Dotarłszy wreszcie do środkowych szeregów - informuje się o najgodniejszych kandydatach na wakujące stopnie. Sam wypytuje kandydatów: „Ile lat służby? Ile odbytych kampanii? Wiele razy ranny? Gdzie się odznaczył?". Po czym niezwłocznie mianuje ich oficerami, asystując osobiście przy odnośnych formalnościach. Wszystko to podnosi jego urok i zjednywa mu serca żołnierzy. Szepcą wśród szeregów, że ten mocarz nad mocarzami, który całą ujarzmił Europę i wszystkim ludom przewodzi, interesuje się dobrotliwie każdą drobnostką, losu żołnierzy dotyczącą; że oni są jego najdawniejszą, jego prawdziwą rodziną. W ten sposób powstawał kult wojny i sławy, i osoby cesarza!
Tymczasem armia posuwała się od Wisły ku Niemnowi.