Menu strony

Na forum Arsenału

Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831
Forum - Nowe posty
  • [Bitwa] Bitwa pod Możajskiem (Borodino / la Moscova) 1812-2012
    Koledzy, z bólem przypomnę, że termin przesyłania danych mijał 11.05.2012 r. oraz, że przetworzenia danych i wysłania ich za granicę jest stosowna zgoda (j.w.). Ponieważ rzecz organizowana jest w...
  • [Inne] Stroje z epoki
    Nie wiem czy to odpowiednie subforum, szukam wiadomości na temat sprzedawców peruk XVIII w.,epokowych, czy te np. na Allegro są warte zachodu ?
  • [Barwa i broń] Piechota koronna Za Augusta II i III
    Może to coś pomoże, mundury koronne nieco wczesniejsze, z Wojny Pólnocnej, być może w takich mundurach Gwardia Piesza Denhoffa wzięła udział w bitwie pod Kliszowem, ja mam mundur - w założeniu -...
„...człowiek któremu mogłem zaufać...”
Wpisany przez Administrator   
środa, 30 grudnia 2009 14:31
(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Niedawno z przyjemnością obejrzałam w wersji DVD obraz „Jeniec Europy” autorstwa zmarłego w bieżącym roku wybitnego twórcy kina polskiego Jerzego Kawalerowiczai. Możliwość zatrzymania wybranych kadrów pozwoliła mi dokładniej zapoznać się ze sceną pisania testamentu przez ciężko chorego już cesarza. Padają kolejne donacje: dla syna, owego ukochanego „Orlątka”, dla innych ludzi z bliskiego otoczenia, generałów, którzy dzielili z Nim wygnanie. Jedno tylko nazwisko twórca pomija milczeniem, zawieszając jak gdyby w tym momencie akcję dramatu.

Przyznam się, że trochę brakuje mi wypowiedzianych wówczas słów „...człowiek, któremu mogłem zaufać...”ii, co wynika być może z sympatii jaką darzę postać, której dotyczyły – był nią bowiem Jan Dominik Larrey, obdarowany przez cesarza niezwykle hojnie, niebagatelną jak na owe czasy sumą stu tysięcy frankówiii
I wydaje mi się równie, o ile nie bardziej ciekawe, od samego zgłębiania zapisu ostatniej woli Napoleona - choć filmowa kompozycja została jak zawsze u Kawalerowicza po mistrzowsku dopracowana - jest poznanie faktów, które do wypowiedzenia owego zdania doprowadziły.
Po raz pierwszy Napoleon użył podobnie brzmiącego sformułowania podczas kampanii saksońskiej latem, 1813 roku, kiedy Jan Dominik Larrey stanął w obronie skazanych na rozstrzelanie, często już bardzo ciężko okaleczonych, młodych ludzi, którzy padli ofiarą – trzeba tak to nazwać – niezaspokojonych, mimo kolejnych klęsk, wojennych ambicji cesarza.
Po zagładzie Wielkiej Armii na terenie Rosji do Francji powróciły zaledwie niedobitki oddziałów. Jako jednostki zwarte wycofał się jedynie 7 Korpus Reyniera z Wołynia i 10 Macdonaldaiv, zaś zdaniem A. Zamoyskiego w Rosji zginęło około 400.000 żołnierzyv. Jan Dominik Larrey stracił ponad 65% stanu służby medycznej. Z 826 chirurgów i lekarzy, jacy w czerwcu 1812 roku przekroczyło Niemen do Francji powróciło zaledwie 276vi, w śniegach zostało na zawsze wielu Jego przyjaciół i uczniów, ludzi, których znał, darzył sympatią oraz zaufaniem zawodowym. O innych, co dostali się do niewoli nie wiedział nic, więc ich los również zdawał się być przesądzony.
Jako pierwszy powrócił Desgenettes wzięty do niewoli w Wilnie – został uwolniony po osobistym liście do cara, w którym pisał, iż i on i Jego koledzy zajmowali się również rannymi Rosjanamivii.
W całej Francji powołano pod broń praktycznie wszystkich zdatnych do jej noszenia młodych ludzi z roczników przeznaczonych do poboru w 1814 a nawet 1815 roku, których formacje – szczególnie w piechocie – zostały ochrzczone mianem „Marie Luises”viii. Wszystkie tryby machiny wojennej były nastawione na to, by po raz kolejny powstała wielka i świetna armia gotowa znów zwyciężać jak pod Austerlitz. W takiej sytuacji nie zastanawiano się nad i tak krótkim – niejednokrotnie ograniczanym do dwóch tygodniix - czasem wyszkolenia, co przyniosło fatalne skutki, gdyż, co było jeszcze do przeprowadzenia z armią po obozie w Boulognex, tego nie dało się zrobić z szesnasto – czy osiemnastolatkami, po trzech dniach musztryxi, z których wielu pierwszy raz wzięło w ogóle do ręki karabinxii.
I to karabin również wykonany niestarannie, aby szybciej, bo przecież spod Moskwy, jeśli nawet wracali żywi ludzie, to rzadko w pełnym rynsztunku więc należało ich wyekwipować.
W efekcie już po pierwszych strzałach bardzo często dochodziło do katastrofy: szczególnie nagminne były urazy dłoni [wówczas niestety kończące się najczęściej amputacją i to dość wysoko w stawie łokciowym] oparzenia twarzy, a nawet oślepienie.
Pułkowi chirurdzy – tu należy wziąć pod uwagę, iż w 1813 roku z powodu braku kadry byli to albo wszechstronnie wykształceni, świetni lekarze jak sam Larrey, Fabre czy Ribesxiii albo studenci medycyny [niejednokrotnie nawet świeżo upieczeni, wcielani do armii] z tytułem „...sous – aide major...”xiv, którym często zwyczajnie żal było poranionych rówieśników, bo jakże niewiele mogli im już pomóc - musieli zgłaszać każdy przypadek tego typu okaleczenia. Takie były wymogi, ale 9 czerwca 1813 roku na ręce marszałka Oudinot wpłynął list jednego z chirurgów o nazwisku Lapiomont, iż ilość dziwnych urazów zaczyna przybierać niepokojące rozmiaryxv, praktycznie jednocześnie powtórzył te doniesienia Baulan z Drezna i Evexvi.
Raporty o podobnej treści wpływały również do kancelarii cesarskiej i tam dnia 13 czerwca marszałek Berthier oraz P. Daru wpadli na pomysł, aby sporządzić szczegółowe doniesienie dla cesarzaxvii o masowych samouszkodzeniach ciała u nowowzaciężnych Na jego podstawie zapadła decyzję by wszystkich okaleczonych ukarać za próbę dezercji.
Dla przykładu ponad czterdziestu miano nawet publicznie rozstrzelać.
Nie wiadomo jak dowiedział się o tym fakcie Jan Dominik Larrey. Być może od swojego, kolejnego ucznia, wystraszonego studenta, który asystował Mu przy takiej właśnie, zawinionej przez niesprawną broń amputacji, może od samego żołnierza, który bał się wyjawić prawdę - dość, że postanowił coś z tym zrobić. Stanął przed cesarzem i powiedział „...te biedne dzieci są niewinne najjaśniejszy panie...”xviii.
Cesarz, który znał bezkompromisowość Larrey’a doskonale wiedział, że ten raz nabrawszy podejrzeń nie ustąpi, wyraził – choć z oporem - zgodę na powołanie komisji. Miała ona za zadanie przesłuchać i zbadać już uwięzionych, młodych rannych żołnierzy i na tej podstawie albo uznać przypadki za umyślne okaleczenia albo nie, lecz zarazem wyznaczono niezwykle krótki czas jej pracy – zaledwie cztery dni.
Jan Dominik Larrey przystał na warunek cesarza, ale zżymał się na to, iż On sam i Jego koledzy [jak szczegółowo zanotował: „...w skład komisji weszli oprócz mnie Eve, Charmes, Thebault i Becoeur z ambulansów...”xix] musieli przesłuchiwać rannych od piątej rano mając za plecami patrol żandarmerii, często zachowującej się w sposób obcesowy, urągającej i przeklinającej podsądnych.
Dla jasnego i pełnego obrazu potrzebne były również zapisy innych świadków, tu zaś problem polegał na tym, iż raporty, na których podstawie wysunięto zarzuty, były sporządzane niezwykle lakonicznie, chirurdzy nie mieli czasu – trwały przecież działania zbrojne przerwane jedynie krótkim rozejmem w Pielaszkowie – rozwodzić się, co wykonano u danego rannego, a raz postawione podejrzenie, każdą amputacje prawej ręki kazało kwalifikować jako samookaleczenie i tym samym odmowę służby wojskowej.
Już przy pobieżnej lekturze Larrey’a – wyśmienitego chirurga i anatoma – mocno zdziwił fakt, iż tych amputacji przeprowadzano aż tak dużo, gdyż w sumie zanalizował blisko 2300 przypadków zranień okolicy prawej dłoni i przedramieniaxx. Co mogło być przyczyną takich urazów i tylko w obrębie jednej kończyny – a przecież mógł odwoływać się do własnych doświadczeń, gdy zdarzyło Mu się operować podobne urazy [pod tym względem Jego pamiętniki są doskonałą statystyką – operował 282 rannych, z czego dokonał zaledwie cztery bądź pięć amputacji szczegółowo zresztą opisanych xxi], co tym bardziej upewniło go, że tego rodzaju obrażeń po pierwsze nie mógł człowiek zrobić sobie sam, nawet tak zdesperowany jak ci młodzi chłopcy, a poza tym nie powtarzałyby się one z taką częstotliwością i nie byłyby, z punktu widzenia anatomii, aż tak do siebie podobne?
Potrafił znaleźć i na to czas – znów marzenie historyka medycyny, zobaczyć, kiedy, jak i gdzie: pewnie w jakąś letnią burzową noc, zmęczony, zdenerwowany, może smutny [był przy śmierci marszałka Duroc, która głęboko Nim wstrząsnęła] przeczytał wszystkie zapiski kolegów coraz bardziej upewniając się w przekonaniu, iż „Marie – Louises” nie są niczemu winni.
Raport powstał i Jan Dominik Larrey, [o czym szczegółowo napisał „...dnia 19 czerwca o godzinie pierwszej po południu...”xxii] po raz drugi poszedł do cesarza, który przyjął Go jak zawsze z kurtuazją, ale gdy temat zeszedł na zasadniczy cel odwiedzin gwałtownie zmienił zdanie.
Znów nie wiemy jak przebiegała ta rozmowa; dość, że zakończyła się kłótniąxxiii.
I po raz drugi Jan Dominik Larrey postawił wszystko na jedna kartę [pierwszy raz było to pod Iławą Pruską, gdy odmówił opuszczenia rannych by zabalsamować na rozkaz cesarza zwłoki generała Dahlmannaxxiv]. Wyszedł na dziedziniec - rzecz działa się w letnim pałacyku królów Saksonii pod Dreznem - kazał wezwać swojego asystenta, a był nim z pewnością jakiś student, o którym sympatycznie wspomina „...mój uczeń...”xxv, a następnie polecił mu przynieść karabin. Taki zwykły ciężki karabin, jakie mieli liniowi żołnierze.
Cesarz w otoczeniu sztabu przyglądał się temu dość ironicznie, ale po chwili przestał się uśmiechać. Larrey przykazał głośno studentowi, że niezależnie od tego jak ciężko zostanie poszkodowany wyłącznie on ma prawo Go opatrywać – jeśli zajdzie taka konieczność może nawet dokonać amputacji – bo tylko na opiekę podobnych mu studentów „...prawie lekarzy...”xxvi mogli liczyć piechurzy, później kazał wszystkim odsunąć się jak najdalej i zaczął nabijać broń.
Powoli, metodycznie, jeszcze podsypał proch na panewkę i podniósł karabin do twarzy.
W tym momencie cesarz nie wytrzymał. Podbiegł do Larrey’a i wyrwał Mu broń. Teraz wszyscy członkowie sztabu mogli obejrzeć jak wadliwie została wykonanaxxvii. Wystrzał z niej, w najlepszym wypadku skończyłby się rozerwaniem dłoni.
„...to jest człowiek, któremu mogę zaufać...” miał spontanicznie zawołać cesarz.
Jan Dominik Larrey pochylił nisko głowę. W czasie tego ostatniego spotkania – nie licząc epizodu spod Waterloo, o którym w świetle najnowszych danychxxviii tak do końca nie wiadomo, czy rozmawiał bezpośrednio z cesarzem, czy tylko ktoś przekazał Mu wydane polecenie – nie potrafił już patrzeć w twarz Napoleona.
Wieczorem zapisał w swoim notatniku „...to był jeden ze szczęśliwszych dni mojego życia, nie tylko uratowałem życie czterdziestu ośmiu młodych ludzi, ale pokazałem honor francuskiego żołnierza...”xxix zaś o całym zdarzeniu opowiedział dopiero niedługo przed śmiercią swojemu synowi Hipolitowixxx.
...na smaganej atlantyckim sztormem wyspie, chory, zgnębiony człowiek przypominał sobie tamten dzień. Popatrzył na Marchanda i podyktował - „...człowiek, któremu mogę zaufać...”.
i Jeniec Europy reż. Jerzy Kawalerowicz Zesp. Filmowy KADR 1989
ii R.G. Richardson – Larrey: Surgeon to Napoleon’s Imperial Guard „John Murray” London s.228. Ciekawe, iż legat wypłacił dopiero Napoleon III na ręce syna Jana Dominika Larrey – Hipolita, który ufundował za tą sumę szkołę w rodzinnym miasteczku Beaudean
iii A Soubiran – Le baron Larrey chirurgien de Napoleon „Fayard” 1966 s.380
iv R. Bielecki – Encyklopedia wojen napoleońskich TRIO 2002 s.597
v A. Zamoyski – 1812 Wojna z Rosją ZNAK 2007 s.530
vi J. Marchioni – Place a Monsieur Larrey „Acte Sud” 2006 s.533
vii A. Pigeard – Le Service de Sante de la Revolution au I – er Empire „Tradition Magazine” Nr.28. Jak chce legenda Kozacy odprowadzili przywiązanego do konia jeńca do granicy Księstwa Warszawskiego i tam puścili wolno bez żywności i ciepłej odzieży.
viii Op. cit. pkt. 4 s.395
ix La Grande Armee „Tresor du Patrimoine” Paris 2004
x A Pigeard - L’Armee de Napoleon „Tallandier” 2000 za: J. Morvan – Le soldat imperial Paris PLON 1904
xi Ibid
xii A. Fredro – Trzy po trzy TUC Warszawa 1996 s.56
xiii Larrey swoim zwyczajem zawsze zapisywał nazwiska chirurgów, którzy bezpośrednio z Nim pracowali – J. D. Larrey – Memoires et campagnes 1812 – 1840 Tallandier Paris 2004 [reedycja]
xiv Op. cit. pkt. 7
xvOp. cit. pkt.3 s.305
xvi Ibid
xvii Ibid – s.306.
xviii Ibid. Cytuje tą wypowiedź również J. Marchioni – Op. cit. pkt.6 s.547
xix Op. cit. pkt. 13 s.809
xx Ibid
xxi Ibid
xxii Ibid
xxiii J.H. Dible – Napoleon’s surgeon „William Hanemann” Londyn s.210
xxiv Op. cit. pkt. 2
xxv Op. cit. pkt 13 s.953
xxvi J. F. Lemaire – La medecine napoleonienne Noveau Monde Editions 2003
xxvii Ph. Lefrancais – Un jury chirurgical en 1813 w: Miroir l’Histoire” 1958, X, 60
xxviii Op. cit. pkt.6
xxix ten notatnik z kampanii 1813 roku, niezwykle osobisty, ozdobiony na marginesach rysunkami – rozpoczyna go data 1.I. 1813 i jakiś gotycki element budowli starego Królewca – znajduje się w zbiorach Wellcome Library w Londynie. Zamyka go klauzula „...dziennik ten może otrzymać tylko mój syn gdy umrę...”
xxx P. Reclus – Eloge du baron Hippolite Larrey 1898

Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon
Poprawiony: poniedziałek, 04 stycznia 2010 10:37