| Miesiąc lipiec to dla osoby zajmującej się historią medycyny, a do tego jeszcze, że sparafrazuję myśl A. Gołubiewa „…uniesionej historią…”1 epoki napoleońskiej to okres zamknięty niejako przez dwie daty. Otóż 8 lipca 1766 roku przyszedł na świat w położonym u stóp Pirenejów miasteczku Beaudean Jan Dominik Larrey. Zmarł również w lipcu, wracając z inspekcji szpitali wojskowych w Algierii, której podjął się mimo podeszłego wieku, było to w Lyonie 25 lipca 1842 roku.
Polska literatura przedmiotu jakoś ta postać omija. Najobszerniejszą biografię można znaleźć w trudno dostępnej dla czytelników encyklopedii z początków XX wieku2. Samodzielnych, przy tym równie trudno dostępnych tekstów wypada odnotować siedem, z czego jeden i to powstały przed czterdziestu laty jest pracą oryginalną3, zaś sześć4 pozostałych zaopatrzonych na ogół w szczupły komentarz od tłumacza, stanowią przekłady fragmentów prac, jakie wyszły spod pióra J. D. Larreya. A z pewnością jest to postać, o której warto wiedzieć coś więcej, szczególnie wychodząc poza nieomalże stereotypowo powielane we wszystkich leksykonach5 informacje, iż był wyjątkowo sprawnym chirurgiem - bo nie ma, co zaprzeczać, że takim był, ale w czasach przed wprowadzeniem środków znieczulających biegłość techniczna była warunkiem sine qua non powodzenia wielu operacji - dość przy tym radykalnym w działaniu i poza amputacjami praktycznie nie uznawał innych metod. To temat na oddzielne rozważania, ale chirurgia wojenna nigdy nie była specjalnością, że sięgnę do kolokwializmu, lekką, łatwą i przyjemną.
O tej postaci można pisać na wiele sposobów. Rzeczywiście był „…zacności niezrównanej…”6. Już w 1797 roku stworzył podwaliny adekwatnego do możliwości swojego czasu systemu ewakuacji rannych [wiele centrów naukowo - badawczych zajmujących się medycyną ratunkową uważa się za Jego spadkobierców7 wyróżniając ten fakt w okolicznościowych artykułach], przez wiele lat pełnił obowiązki profesora w paryskiej szkole Val - de - Grâce prowadząc wykłady z anatomii - pierwszy wygłosił mając 30 lat w 1796 roku. I nawet dziś w dobie wszechstronnej diagnostyki obrazowej lekarz, któremu te elektroniczne media spłatały niemiłego psikusa, mógłby podpisać się pod Jego słowami „…prawdy o ciele człowieka można szukać tylko w nim, ze skalpelem w ręku…”8.
Przed dwustu laty, jesienią 1806 roku Jan Dominik Larrey pierwszy raz dotarł do Polski. Był w Poznaniu, później dość długo w Warszawie, zakosztował „…okropnego błota…”9 polskiej jesieni oraz mrozów kapryśnej zimy 1806/1807. Po raz drugi przejeżdżał przez nasz kraj późna wiosną 1812 roku i wówczas Towarzystwo Lekarskie Wileńskie zaliczyło Go w poczet swoich członków10.
Są to fakty mniej czy więcej znane, lecz mało, kto wie, iż Jan Dominik Larrey cudem uniknął śmierci po bitwie pod Waterloo.
Chirurdzy ówcześni w większości byli ludźmi odważnymi, choć doskonale wiedzieli, czym ryzykują idąc z ambulansem tuż za oddziałami - czego właśnie On wymagał od swoich podkomendnych i czemu sam wielokrotnie dawał przykład, o lazarecie pod Borodino wręcz napisał, iż „…był pod nosem nieprzyjaciela…”11 [zachowała się mapa rysowana przez J. B. Sarlandiere, jednego z chirurgów Wielkiej Armii z zaznaczonymi drogami i rozmieszczeniem ambulansów12]. W 1800 roku wraz z Fr. Percy przedłożył, wielokrotnie zresztą ponawiany, memoriał13 o przyznaniu wojskowemu personelowi medycznemu gwarancji nietykalności, ale rzecz cała upadła z powodu sprzeciwów generalicji m. in. armii austriackiej.
Wielu spośród Jego kolegów zginęło bezpośrednio na polu bitwy, wielu zostało zamordowanych, kiedy zdecydowali się zostać z rannymi i chorymi, gdy nie istniała możliwość ewakuacji szpitala. Tak działo się nie tylko w Hiszpanii14. Z 826 lekarzy, jacy wraz z Wielka Armią przekroczyło Niemen w czerwcu 1812 roku zginęło 413 15.
On - można powiedzieć miał szczęście, [choć był dwukrotnie ranny, zaś pod Frydlandem dotkliwie potłuczony po upadku z konia], aż do ostatniej wielkiej bitwy, ostatecznej klęski Napoleona
Pod Waterloo urządził swój lazaret na fermie La Belle Alliance16, jak się później okazało ok. 400 metrów od linii walk. I był tam praktycznie sam z jednym tylko chirurgiem dr Reveille - Parise. Szybko zorientował się, że drogi ewakuacji są odcięte nie tylko przez nieprzyjaciela, ale też przez osuwiska błota i ziemi po ulewnych deszczach. Zabudowania farmy stały się celem niekończących się ataków artyleryjskich - to właśnie o La Belle Alliance opowiada owa na pół legendarna historia, iż Wellington dowiedziawszy się, co mieści się w tych zrujnowanych budynkach kazał Anglikom przerwać dalszy ostrzał mówiąc, iż tylko w ten sposób może uczcić poświęcenie i lojalność J. D. Larreya, który zobowiązał się zawsze nieść pomoc rannym i chorym nawet z narażeniem własnego życia.
Gdy nadarzyła się chwila spokoju J. D. Larrey postanowił jednak dotrzeć do cesarza i prosić Go o przerwanie walki, która przemieniła się już w bezlitosną - i bezsensowną - rzeź. Jakimś cudem zjawił się przed Nim, lecz usłyszał tylko by nie zawracał głowy i wracał do rannych.
Jeden z oficerów świty cesarskiej dał mu konia i J. D. Larrey ruszył w drogę powrotną do ruin farmy. Gdy jechał na przełaj polami został otoczony przez Prusaków. Miał broń - dosiadał konia oficera, więc w olstrach były pistolety [sam poza szpadą honorowa praktycznie nie używał i nie nosił broni - na pomniku dłuta Davida stojącym do dziś przed kościołem Val - de - Grâce w Paryżu szpada także leży u Jego stóp] - próbował jakoś powstrzymać napastników, lecz koń potknął się na rozmiękłej ziemi i przewrócił wraz z jeźdźcem.
Prusacy poranili i ograbili nieprzytomnego - zabrali Mu nie tylko pieniądze, obrączkę i zegarek, ale nawet zdarli buty i mundur.
Zimno i padający deszcz ocuciły J. D. Larreya, ale drogą nieopodal, której leżał przeciągały kolejne pruskie oddziały…
No i teraz zaczyna się coś dla każdego - nawet nie zawodowego historyka, bo ja siebie do takich nie zaliczam - jest wielka przygodą. Rekonstrukcja prawdy…
Upał zapędził mnie do księgarni z wyjątkowo dobrą klimatyzacją [pomijam, że w mieście gdzie znalazłam się nie z własnej woli ale...] i tam na stelażu z nowościami wpadł mi w ręce bardzo gruby tom P. Hofschröera „Waterloo - niemieckie zwycięstwo”17, w którym, natrafiłam na taki oto passus „…za fizylierami 15 pułku maszerowały elementy 1 pułku pomorskiego kapitana Von Łosickiego oraz śląskiej Landwehry dowodzone przez kapitana Ehrhardta…to ich miał na myśli, Golz, który wziął do niewoli sławnego lekarza wojskowego Larreya, którego potraktował szorstko, nim go rozpoznał, być może, dlatego, że sądził, iż pomylił go z samym Napoleonem…”18.
Żadna klimatyzacja nie wywołałaby takich dreszczy, jakie przeleciały mi po plecach w czasie tej lektury...
A jak było...
...żołnierze wędrujący gościńcem i już świętujący zwycięstwo zabrali ze sobą pokrwawionego i obdartego jeńca. Narzucili Mu na plecy jakiś szary płaszcz, czy nawet worek, kpiąc, że teraz to przypomina samego Napoleona - J. D. Larrey był rzeczywiście niewysokiego wzrostu, poza tym przez lata pracy nabrał zwyczaju pochylania głowy [i tak sportretował Go Guerin], lecz z pewnością był wyższy od cesarza. Dowódcy oddziałów, którzy również uczestniczyli w tej upokarzającej „zabawie” przypuszczalnie nie zadali sobie nawet trudu, by zapytać kogo mają przed sobą, zaś J. D. Larrey mógł porozumiewać się dość swobodnie w języku niemieckim.
Wreszcie postanowiono rzecz całą zakończyć w definitywny sposób, czyli zabić niewygodnego jeńca rozstrzeliwując pod pierwszym lepszym drzewem.
I właśnie wówczas, przeklinając pewnie na barbarzyństwo, iż skazańcowi przed egzekucją nie zawiązano nawet oczu podszedł pułkowy lekarz, który w Berlinie uczestniczył w wykładach, jakie J. D. Larrey prowadził w tym mieście wiosną 1812 roku. W jeńcu - przedmiocie żołnierskich drwin - rozpoznał swojego nauczyciela „...który nawet w obliczu śmierci zachował zwykły dla siebie spokój...”19.
W podobnych słowach, owo cudowne ocalenie opisują R. Debenedetti20, J. H. Dible21, R. G. Richardson22 oraz J. Marchioni23, a więc autorzy prac powstałych tylko na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat.
Sam J. D. Larrey opisał owo wydarzenie w dokumencie znajdującym się do dnia dzisiejszego w archiwach Fort Vincennes24 wspominając bardzo oględnie, iż uniknął rozstrzelania rozpoznany przez swojego dawnego ucznia niemieckiego chirurga, który uwolniwszy Go pod słowem honoru pojechał wraz z Nim do generała Bülow, ten zaś odesłał ich do marszałka Blühera.
I tu mamy kolejną ciekawą historię. Otóż to właśnie J. D. Larrey uratował syna marszałka, kiedy ten ciężko ranny pod Toeplitz dostał się do niewoli francuskiej25.
Stary marszałek, przezywany „...Vorvarts...” potraktował jeńca dość życzliwie, kazał Go opatrzyć, dał mu jakieś ubranie i wyprawił w towarzystwie adiutanta do Louvain. Ale oficer, chcąc ułatwić sobie zadanie - no i z pewnością nie znając dobrze francuskiego, zamiast pojechać do samego miasta, zostawił jeńca, którego nazwiska nawet nie znał [pod opieką mieszkańców jednej z farm.
I tak szczęśliwie zakończyła się dla J. D. Larreya ostatnia bitwa po dwudziestu trzech latach w służbie cesarza Napoleona.
Maria J. Turos
1 tu za: W. Stembrowicz - …kilka słów od tłumacza w: „Arch. Hist. i Fil. Med.” 1999,62,3 s.242
2 Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana - serya I t.XLI - II Warszawa 1908/9 s.967 - 969
3 A. Wybieralski - Dominique Jean Larrey [1766 - 1842] w 200 rocznicę Jego urodzin w:, „Arch. Hist. Med.” 1966,XXIX s.313 - 320
4 D. J. Larrey - Fragmenty pamiętników dotyczące kampanii rosyjskiej cz. I - tł. W. Stembrowicz w: „Med. Dyd. Wych.” 1995, XXVII, ½ s.100 - 124, j.w. - cz. II w: „Med. Dyd. Wych. 1995, XXVII, ¾ s.101 - 115, D. J. Larrey - O ranach worka osierdziowego i serca - przekład z opracowania niemieckiego W. Stembrowicz w: „Arch. Hist i Fil. Med.” 1995, 58, 3 s.312 - 328, J. D. Larrey - Ambulanse ruchome - tł. W. Stembrowicz w: „Med. Dyd. Wych.” 1997, XXIX ½ s.79 - 82, D. J. Larrey - Pamiętniki związane z chirurgią wojenna i kampaniami wojennymi. Kampania w Saksonii - tł. W. Stembrowicz - w: „Med. Dyd. Wych.” 1998, XXX, ½ s.66 - 75, D. J. Larrey - Kampania francuska, siódma część „Memoires de chirurgie militaire et campagnes” [ostatnia] - tł. W. Stembrowicz w: „Arch. Hist. Med. I Fil. Med.” 1999, 62, 3 s.233 - 241
5 R. Bielecki - Wielka Armia Napoleona s.155, R. Bielecki - Encyklopedia wojen napoleońskich s.351
6 Op. cit. - Encyklopedia s.967
7 m. in. internetowe centrum nauczania i diagnostyki urazów - www.trauma. org., oraz brytyjskie www.surgical - tutor org.uk.
8 tu: J. Marchioni - - Place a Monsieur Larrey „Babel” 2006 s.84
9 Ibid - s.355
10 Op. cit. - Encyklopedia s.967
11 R. Richardson - Larrey: Surgeon to Napoleon’s Guard „J. Murray” London 1974 s.160 - 164
12 Ibid
13 Op. cit. - Marchioni
14 Op. cit. - Wielka Armia Napoleona s.157
15 Op. cit. - Marchioni s.533
16 J. H. Dible - D. J. Larrey. A Surgeon of the Revolution, Consulate and Empire “The Osler Club Papers” 1958 May s.106
17 P. Hofschröer - Waterloo - niemieckie zwycięstwo „Armagedon” Gdynia 2006 „Biblioteka Napoleońska”
18 Ibid - s.478
19 Op. cit. - Dible „Osler” s.106
20 R. Debenedetti - Eloge de Jean - Dominique Larrey a l’occasion du bi - centenaire de sa naissance w: “Bull. De l’Acad. de Medicine” 1966, 150 s.488 - 506
21 J. Dible -Napoleon’s Surgeon „William Heinemann” London 1970 s.235
22 Op. cit. - Dible s.221 - 222
23 Op. cit. - Marchioni s.499
24 Dossier - Dominique Jean Larrey - Services historique de l’armee de terre Château de Vincennes ref.Y - h - 166
|