Plan uroczystości 2012
25 lutego 2012
- 11.00 Plac Szembeka - koncentracja wojsk i odprawa dowódców
- 12.00 Przegląd wojsk historycznych, raport komendanta placu składany władzom dzielnicy
-...
Super akcja szkoda że tak niedziałają na serjo jak podesłałem kiedyś namiar na niemiecki bombowiec to tak działali że wylądował na złomie i tyle natemat ich działań. Był to wrak He 277 a znaleziony...
11-ego listopada 1918 roku, po 123 latach niewoli, Polska odzyskała niepodległość. Nie trzeba się było kryć z tym, że jest się Polakiem. Przynajmniej przez kolejnych lat dwadzieścia. Dziś w dyskusji nad kształtem III Rzeczyspolitej, zastanawiamy się jakie znaczenie ma nasza tradycja i jak ten dzień świętować. Czy jest balastem, z okowów którego trzeba się wyrwać, czy też fundamentem na którym należy budować przyszłość. Pytanie nie nowe, choć każde pokolenie musi je sobie na nowo zadawać. W nie tak dawnych czasach PRL-u zadawał je sobie Jacek Kaczmarski w piosence pt. "Tradycja".
Zapewne wielu kolegów rekonstruktorów zastanawiało się, tak jak ja, co miał żołnierz epoki napoleońskiej (i nie tylko!) w kieszeniach (jeśli tylko miał w mundurze kieszenie). Zapewne myślimy, o tym samym: kluczyki od samochodu, dokumenty, karty kredytowe, „komórki”….. No, te przedmioty to raczej nie!
Drodzy Koledzy tymi przedmiotami to my mamy wypchane kieszenie! Ale, mamy jeszcze w kieszeniach inne przedmioty, których przeznaczenie pozostało takie samo od 200 lat, choć wygląd i konstrukcja często zmieniły się radykalnie.
Spróbujmy zajrzeć jeszcze raz do naszych kieszeni. Po wyrzuceniu dwudziestowiecznych gadżetów, o których pisałem wyżej, zostanie nam:
-portmonetka z brzęczącym i papierowym pieniądzem (przypominam, że pierwsze polskie pieniądze papierowe pojawiły się w 1794 roku, w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej), - składany nóż zwany często kiedyś kozikiem, oraz -zapalniczka, która prawie wyparła zapałki.
Dziś zapalniczka, bez której nie wyobrażamy sobie chyba życia, właściwie służy tylko palaczom, ale kiedyś możliwość rozpalenia ogniska była warunkiem przetrwania.
Współczesne zapalniczki w formie jaką znamy pojawiły się całkiem niedawno. Przypomnijmy, że za pierwszą zapalniczkę uznaje się skonstruowaną w 1823 roku Lampę Döbereinera, (europejskie zapałki to rok 1806). Czego więc używano wcześniej? Skoro ogień człowiek potrafił rozpalać od tysięcy lat.
Kto czytał w dzieciństwie Bajki J. H. Andersena ten wie! – Krzesiwo!
Odniesienia do malarstwa i literatury przemawiają chyba do większości z nas. I to dzięki nim niejedna osoba trafiła do ruchu rekonstrukcyjnego. Stanowią też ważny krok w całej naszej podróży w czasie, gdyż ta przecież do czytania regulaminów ograniczać się nie może. Niestety, pieśni i muzyki z tamtego okresu w powszechnej pamięci zachowało się niewiele. Przeglądając różne śpiewniki znajduje się głównie utwory polskie wcześniejsze, lub późniejsze. Szkoda, bo Mazurek Dąbrowskiego nie był jedyny, a do lektury sprzydałoby się czegoś posłuchać (zwłaszcza, że sam conradowski medyk ładnie miał przygrywać). By ten brak pomniejszyć nieco i by nasze spotkania zabrzmiały pieśnią niekiedy pozwalam sobie poczynić krok pierwszy i zamieścić do pobrania ŚPIEWNIK STRZELECKI z okresu późniejszego, niemniej przypominający nam (wraz z nutami!) słowa wielu godnych zapamiętania utworów. Tu zaś chciałbym przypomnieć wybrane teksty, które zamieszczam korzystając z wkładu uczestników dyskusji Z pieśnią na ustach, prowadzonej na naszym forum:
Umocnienia padają ofiarą zaniedbania i rabunku. Wydawałoby się, że gorzej być nie może. A jednak może: tam gdzie w grę wchodzi nowa inwestycja. W Świnoujściu rozważane jest bowiem nie mniej ni więcej jak wyburzenie pod zabudowę aquaparku umocnień tamtejszej Plantagenbatterie: kilkanastu pojedynczych bunkrów i zespołów bunkrów, z czego 7 z okresu I wojny!
Zgodnie z zapowiedzią wracamy do tematu I Rzeczypospolitej i wojska tego okresu. Niewątpliwie punktem wyjścia po temu od lat ponad dwustu pozostaje praca Jędrzej Kitowicza "Opis obyczajów za panowania Augusta III", której istotną część stanowi opis stanu żołnierskiego.
Cichy, pracowity tryb życia doznał niespodzianej przerwy i wniósł zamęt niezwykły w ciągu paru następnych miesięcy mego życia szkolnego. Razu pewnego oświadczył mi Kolega Inaszewski (czy Inaszkiewicz), że ma do mnie bardzo ważny interes. Wyszliśmy z godziny szkolnej do wielkiej sali, na dole, przeznaczonej na zawieszanie płaszczów studenckich, i tam, siadłszy w oknie, odbyliśmy konferencję natury politycznej. Z niej się dowiedziałem, że dotąd organizacja narodowa w Kownie szła bardzo tępo, albowiem upoważnieni przez Komitet Narodowy, Chmielewscy, ojciec i syn (ten ostatni lekarz wolno praktykujący, zmarły przed paru laty w Warszawie), nic zgoła nie robili, z czego wynikło podejrzenie, że należą do stronnictwa „białych". Dla tych więc powodów i w celu przyśpieszenia i rozwinięcia organizacji narodowej, Komitet Narodowy odjął im to upoważnienie, a przeniósł je na lekarza Dziczkowskiego. Po tych wyjaśnieniach wstępnych spytał mię: czy podzielam w całej pełni zapatrywanie o potrzebie szybkiej organizacji i czy gotów jestem do niej natychmiast przystąpić. Gdy na oba te pytania lekkomyślnie, prawie bez namysłu, dałem odpowiedź twierdzącą, oświadczył mi, iż będę wkrótce zamianowany dziesiętnikiem, że mam obowiązek zorganizowania tak zwanej „dziesiątki" z kolegów gimnazjalnych, a jako dziesiętnik będę brał udział w tajnych zgromadzeniach i naradach u lekarza Dziczkowskiego, który mieszkał przy Placu Paradnym, tuż naprzeciwko kolumny, wystawionej na pamiątkę wkroczenia Francuzów w granice Rosji w r. 1812. Miłość moja własna niesłychanie była tą, propozycją połechtana: nie tylko . dano mi sposobność służenia sprawie narodowej — jak mniemałem najmocniej, najlepiej — lecz nadto jeszcze zaszczycano mię szczególniejszym zaufaniem, przypuszczano do tajemnic organizacji i robiono od razu „dziesiętnikiem". Było to pierwsze dostojeństwo w życiu mojem i to dostojeństwo w służbie ojczyźnie. Trzeba było żyć wśród ówczesnego nastroju ogółu polskiego, być gorącego temperamentu i mieć lat 17 zaledwie ukończonych, aby pojąć i odczuć jak pierś moja dumą wezbrała, jak urosłem w oczach moich i w oczach tych kolegów, z którymi stykałem się następnie w charakterze organizatora.