|
Marcin Piontek Historia szwoleżerów gwardii opisana jest nieporównanie lepiej niż dowolnej innej jednostki polskiej kawalerii okresu wojen napoleońskich. Liczne wspomnienia, opisy współczesnych zdawałoby się, że opisują w pełni ich szlak bojowy. To nie prawda, a przynajmniej nie cała prawda. Już pisane przez Załuskiego "WSPOMNIENIA O PUŁKU LEKKOKONNYM POLSKIM GWARDYI NAPOLEONA I" zawierają znaczący podtytuł: "przez cały czas od zawiązania pułku w r. 1807, aż do końca w roku 1814." Wiemy jednak, że o ile większość szwoleżerów pod komendą Wincentego Krasińskiego wróciła pod abdykacji Napoleona do kraju, o tyle złożony z ochotników szwadron Jerzmanowskiego (oficjalnie Escadron Napoleon) podążył za cesarzem na Elbę, a potem, uciekając z wygnania wylądował w zatoce Juan, przeszedł epopeję 100 dni, aż po Waterloo i późniejszy odwrót na Paryż. Niestety, z tego okresu polskich źródeł czy pamiętników właściwie nie ma. Za wyjątkiem polemiki Jerzmanowskiego z Lamartinem, ze świeczką szukać by relacji z pierwszej ręki. Wiele wzmianek, niekiedy się wykluczających znaleźć można natomiast w źródłach obcych, o czym piszę zresztą osobny artykuł. Tytułem przypomnienia tych zdarzeń i wstępu do artykułu, wspomnieć warto inscenizowane co roku we Francji, lądowanie Napoleona w zatoce Juan, w którym w tym roku wzięli udział również szwoleżerowie gwardii. Inaczej niż pozostali rekonstruktorzy, a w zgodzie z dumną tradycją jednostki przebyli konno znaczną część szlaku Napoleona, w trudnej, bo wietrznej i burzowej zarazem pogodzie przebywając konno ponad 100 kilometrów. Zwieńczeniem tego konnego rajdu, było to co dla innych grup było całą rekonstrukcją: pokaz w zatoce Juan. Tam też wykonane zostały zamieszczone tu zdjęcia. Mam przyjemność przekazać, że nasza postawa spotkała się z uznaniem i zostaliśmy zaproszeni na kolejny pokaz w roku przyszłym.
Jak wspominają owe wydarzenia z roku 1815-ego Francuzi, najlepiej widać z lektury "Historii Napoleona" Emila Marco de Saint-Hilaire: "Po wylądowaniu w Zatoce Juan Napoleon idzie na Paryż. W Prowansalii rojalistycznie usposobiona ludność zachowuje się wobec małej jego armii obojętnie lub niechętnie, lecz gdy stanął na granicy Delfinatu, cały lud podniósł się na jego spotkanie i witał go jak wybawcę. Dziesięciomiesięczne rządy Bourbonów dały się we znaki narodowi rozgoryczonemu traktatem paryskim. Armia, pełna wielkich wspomnień, a traktowana teraz podejrzliwie, burzyła się. Niezwłocznie po wylądowaniu cesarz wysłał 25 ludzi do Antibes, aby zbadali, jakie jest usposobienie załogi. Żołnierze ci weszli do miasta z okrzykiem: „Niech żyje cesarz!". Aresztowano ich. Napoleon zmartwił się tym, lecz o godzinie 11-ej wieczorem ruszył w drogę prowadząc ze sobą cztery działa. Ułani polscy, którzy przypłynęli bez koni, nieśli siodła pogwizdując wesoło pod ich ciężarem. Po drodze kupowano napotkane konie i tak co krok ilość jezdnych rosła. Szczupła armia cesarska dążyła wytrwale naprzód. Pierwsze wojsko, jakie napotkała, był to batalion piechoty z Grenoble. Generał Cambronne, idący zawsze na czele awangardy, rzucił się ku niemu, podniósł pałasz i pokazał trójkolorową kokardę. Chciał przemówić do żołnierzy, lecz na rozkaz królewskich oficerów huknęły bębny i zagłuszyły jego słowa. Wówczas Cambronne zawrócił konia i wraz z ułanami, którym cesarz zabronił walczyć, pogalopował do niego z wiadomością o napotkanym oporze. - Dobrze - rzekł cesarz - zobaczymy. I ruszył naprzód. Gwardia, choć wycieńczona spiesznym marszem, podążyła za nim. Napoleon był tym tak wzruszony, że aż miał łzy w oczach. Rzekł tedy do swych grenadierów: - Z wami nie lękam się dziesięciu tysięcy. Tymczasem batalion z Grenoble cofnął się o trzy mile i zajął pozycję pod Gorp. Wysłany pułkownik Ragul również nic z nim nie wskórał, wtedy cesarz zsiadł z konia i poszedł naprzód. Gdy znalazł się naprzeciw oddziału, a ten stał jak osłupiały wobec człowieka, który tyle razy prowadził go do zwycięstwa, zawołał głosem wzruszonym: - No i cóż, przyjaciele! Jestem waszym cesarzem! Czy mnie nie poznajecie? Rozpiął płaszcz, który okrywał szary mundur strzelecki. - Jeżeli jest między wami żołnierz, który chce zabić swego cesarza, to może to uczynić - oto jestem. Na te słowa podniósł się wśród wojska szmer, później głucha wrzawa, z której wreszcie wydarł się jednogłośny okrzyk: - Niech żyje cesarz! Żołnierze rzucili się ku niemu, obejmowali kolana, całowali buty, szpadę, płaszcz. Przed Grenoble wyszedł na spotkanie 7. Pułk z pułkownikiem Labédoyère. Cesarz uściskał go i zebrawszy wokół siebie przybyłych oficerów zapytał, co dalej czynić. - Wejść dziś wieczorem do Grenoble! - zawołał Labédoyère. - Do Grenoble! - powtórzyli wszyscy - A więc naprzód!
Komendant Grenoble ściągnął oddziały do miasta i rozkazał zamknąć bramy. Stał tam 3. Pułk Inżynierii - 2000 saperów, starych żołnierzy okrytych ranami, 4. Pułk Artylerii Pieszej, w którym przed 25-ciu laty Napoleon rozpoczął służbę, dwa bataliony 5. Pułku i huzarzy 4-go. Nigdy oblężone miasto nie przedstawiało podobnego widoku. Oblegający z bronią spuszczoną zbliżyli się do murów, śpiewając. Załoga, Gwardia Narodowa i mieszkańcy ze zdziwieniem patrzyli na ten widok. Spodziewano się ataku, a słyszano tylko okrzyki: - Niech żyje Francja! Niech żyje cesarz! Niech żyje Grenoble! Cóż więcej mówić? Żołnierze i lud rzucili się do bram. Wyłamano je w jednej chwili. Napoleon, otoczony przez tłumy, wjechał uroczyście do miasta. W kilka chwil potem mieszkańcy, przy odgłosie muzyki przynieśli mu wyrwane części bramy mówiąc: - Nie ma kluczy, ale oto jest brama miasta. W ten sam sposób bez trudu zajął Lyon. Tu zameldował się Mas- sena. We wszystkich miastach lud i władze wylęgały na spotkanie Napoleona. W Macon mer począł witać go słowami: - Wasza Cesarska Mość zawsze czyni cuda, bo gdy się dowiedzieliśmy o twoim powrocie, myśleliśmy, że oszalałeś... Dalej mówić nie mógł, bo tłum zagłuszył go okrzykami: „Niech żyje cesarz!". Że cesarz nie oszalał - to rzecz pewna, lecz cała Francja oszalała z radości. W Lionie przez cztery dni wielotysięczny tłum stał pod oknami jego mieszkania i wołał bez przerwy: - Niech żyje cesarz! Niech żyje rewolucja! Oddziały wysłane dla zatrzymania cesarza łączyły się z nim. Żaden pułk nie mógł mu się wymknąć i kiedy oficerowie czynili trudności, żołnierze przychodzili sami. Cesarz witał ich i rozdzielał stopnie. Ney z rozkazu króla miał go uwięzić. Ten sam Ney, za którego Napoleon chciał oddać wszystkie złoto z piwnic tuileryjskich, gdy podczas odwrotu z Rosji zdawał się być odcięty. Teraz szedł naprzeciw Bonapartego z wojskiem królewskim, lecz ten napisał do niego: „Drogi bracie, przybądź do mnie, przyjmę cię tak jak po Borodinie". Na to wezwanie najmężniejszy z mężnych, marszałek Ney, książę Elchingen i Moskwy stracił głowę, oszalał. „Huragan mnie porwał" - rzekł później.
Wyprzedzając wojsko, Napoleon ruszył do Fontainebleau. Ledwie uproszono go, żeby dla bezpieczeństwa wziął ze sobą 200 koni. Kilku ułanów polskich galopowało przy powozie. Chciał stanąć w pałacu o świcie. Gdy mu powiedziano, że nie jest rzeczą bezpieczną, aby tam sam pozostał, rzekł: - Ba, jeżeli ma mnie coś złego spotkać, wszystkie ostrożności na nic się nie przydadzą. Los mój jest już zapisany w księdze przeznaczenia. W nocy 20-go marca król uciekł z Tuileries, a pół Francji śmiało się z niego. Wojska nieprzyjacielskie wprowadziły go do Paryża, a teraz przed własnymi umykał. Odstąpiła go gwardia konna. Nie podoba się to cesarzowi. Gwardziście, który odprowadził króla w bezpieczne miejsce, własnoręcznie przypiął krzyż Legii Honorowej. Cenił wierność. Wieczorem, w dzień po ucieczce króla, cesarz wjechał do Paryża. Bez jednego strzału od samej Elby. Skoro stanął nogą na ziemi - tysiące rąk poniosło go w triumfie. Wszyscy zapomnieli o powadze miejsca. Setki oficerów, generałów i tłumy wyrażały swą bezgraniczną radość. Ci, co go nieśli, byli jak urzeczeni, a tysiące innych uważało się za szczęśliwych, jeżeli mogli chociaż dotknąć skraj jego płaszcza. Wieczorem, kiedy pijane ze szczęścia tłumy rozeszły się wreszcie i spokój zapanował w pałacu, cesarz stanął przy jednym z okien w sali tronowej. Twarz miał bladą i zamyśloną. Niewątpliwie dlatego, że rozumiał jak przemijająca jest wszelka radość doczesna. Miał widzenie, ujrzał, jak bliska grobu na wyspie Świętej Heleny jest purpura pałacu Tuileries."
I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale ogłasza rekrutację do oddziału, który istnieje od roku 1993, co czyni go najstarszym rekonstruowanym oddziałem kawalerii napoleońskiej, oraz jedynym międzynarodowym, gdyż zrzesza członków z Polski, Wielkiej Brytanii, Francji, Łotwy i Australii. Rekrutacja
|
|
| Poprawiony: środa, 19 października 2011 09:12 |
Szukaj
Sonda
Biuletyn
Odsłon : 1121599
Na stronie
Naszą witrynę przegląda teraz 6 gości
Chmura tagów
1717-1831 1792 1794 1807 Arsenał chevauleger działyńczyk Działyński gwardia I Rzeczpospolita insurekcja kawaleria kawaleria napoleońska Kawaleria Narodowa Kościuszko lansjer lansjerzy nadwiślańscy Napoleon piechota powstanie kościuszkowskie rekrutacja Somosierra szwoleżer szwoleżerowie wojna o konstytucję
Dodaj do Facebook
Menu strony
| Zatoka Juan 1815-2011
Wpisany przez Arsenał
czwartek, 24 marca 2011 20:22
|




















